fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

WIG 20 zyskał w środę 1,27 proc.

Bloomberg
Mimo nienajlepszych nastrojów panujących na rynkach finansowych inwestorzy w środę chętniej kupowali akcji co przesądziło, że środowa sesja miała wzrostowy charakter
Inwestorzy rozpoczynali środową sesję w nienajlepszych nastrojach. Czarne wizje roztaczane przez pesymistów, że Francja stanie się szybko kolejną ofiarą kryzysu w strefie euro spowodowały, że na otwarciu większość giełd naszego kontynentu traciła na wartości. Do zmiany nastawienia do akcji nie zachęcała graczy nawet udana, wtorkowa sesja za oceanem. Przeceny nie były jednak duże. Dodatkowo nie zostały potwierdzone obrotami, które rano były symboliczne. Świadczyło to o tym, że spora część graczy liczy na odbicie.
Ich nadzieje szybko zmaterializowały się. Gdy okazało się, że rentowności obligacji najbardziej zagrożonych bankructwem państw eurolandu zaczęły spadać (dzień wcześniej szybko rosły) inwestorzy zaczęli kupować akcje. Silny atak popytu sprawił, że indeksy europejskie błuskawicznie odrobiły poranne straty i wyszły na spore plusy. Najdynamiczniej zmieniał się niemiecki DAX, który otworzył się na 1-proc. minusie a jeszcze przed godz. 12.00 zyskiwał 1,6 proc.
Podobnie zachowywała się też warszawska giełda. Zaczęła (indeks WIG 20) na poziomie 2280 pkt. co oznaczało spadek o 0,93 proc. by przed południem wspiąć się na wysokość 2328 pkt. czyli 1,13 proc. powyżej zamknięcia z poprzedniego dnia. Motorem napędowym GPW były największe spółki. Indeks szerokiego rynku WIG oraz indeksy mniejszych i średnich spółek radziły sobie znacznie gorzej. W czołówce najbardziej drożejących podmiotów było GTC, które odrabiało wysokie straty z poprzednich dni spowodowane słabym raportem kwartalnym. Solidnie prezentowały się też PZU i PGE. Rozczarowywało PBG, które pokazało słabe wyniki za III kwartał.
Przez resztę dnia, aż do godz. 16.30 na naszym parkiecie niewiele się działo. Indeks WIG 20, z niewielką przerwą, cały czas przebywał po zielonej stronie. Pozostałe indeksy traciły jednak na wartości. Na innych rynkach europejskich po przedpołudniowej zwyżce indeksy spadły jednak pod kreskę.
Dopiero przed zamknięciem na GPW znowu pojawiły się większe emocje. Inwestorzy, podobnie zresztą jak gracze z Zachodniej Europy, zaczęli dyskontować wiadomości makroekonomiczne zza oceanu. Okazało się, że w październiku produkcja przemysłowa w USA wzrosła o 0,7 proc. podczas gdy prognozy mówiły o 0,4-proc. zmianie. Tamtejsze firmy wykorzystywały 77,8 proc. mocy produkcyjnych, wobec 77,3 proc. w poprzednim miesiącu. Analitycy oczekiwali wyniku na poziomie 77,6 proc. Indeks zaufania w budownictwie mieszkaniowym w listopadzie powiększył się o 3 pkt. do 20 pkt. Jest najwyższy od maja 2010 r.
Wiadomości zza wielkiej wody zdopingowały inwestorów do kupowania akcji (mimo że giełda w Nowym Jorku zaczęła się od sporych przecen). Popyt aż do zamknięcia kontrolował sytuację na GPW. W rezultacie na finiszu WIG 20 zanotował 1,27-proc. zwyżkę i wspiął się na wysokości 2331 pkt. czyli w całości (i z lekką nawiązką) odrobił wtorkowe straty. WIG wzrósł o 0,8 proc. do 40364 pkt. Obroty sięgnęły 830 mln zł czyli były o 19,8 proc. mniejsze niż dzień wcześniej co świadczy o kruchych podstawach zwyżek.
Na rynku walutowym po słabym otwarciu i przedpołudniowym umocnieniu (złoty dość wiernie kopiował zachowanie się indeksów z GPW) w drugiej części dnia panował spokój. Nasz pieniądz poruszał się w okolicach zamknięć z poprzedniego dnia. Późnym popołudniem za euro płacono 4,4270 zł (0,1 proc. mniej niż we wtorek), franka szwajcarskiego 3,5740 zł (bez zmian) a dolara amerykańskiego 3,2780 zł (wzrost o 0,2 proc.).
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA