fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Spalony za krytykę islamu

Redaktor naczelny „Charlie Hebdo” przed budynkiem redakcji
AFP
Lewicowy tygodnik satyryczny stał się celem nocnej napaści po opublikowaniu karykatury Mahometa
Około godziny 1.15 w nocy z wtorku na środę dwóch osobników obrzuciło koktajlami Mołotowa redakcję „Charlie Hebdo" w Paryżu. Przypadkowy przechodzień zauważył uciekających mężczyzn i ogień w oknach na parterze. Zanim przyjechali strażacy, spłonęło ponad 150 metrów kwadratowych redakcji.
– Wszystko zostało zniszczone – powiedział Charb, redaktor naczelny pisma (wielu jego redaktorów występuje pod pseudonimami). Z ofertą udostępnienia swoich biur „Charlie Hebdo" wystąpiło wiele innych mediów, a także związek zawodowy CGT.
Tygodnik opublikował właśnie numer poświęcony głównie islamowi. Nazwę pisma „Charlie Hebdo" częściowo zakrywa napis „Charia (czyli szarijat) Hebdo", a z okładki szczerzy zęby do czytelników skarykaturowany twórca islamu przedstawiony jako „redaktor naczelny Mahomet". „Mahomet" podpisał się też pod wstępniakiem numeru.
– W islamie obowiązuje ikonoklazm, czyli zakaz przedstawiania postaci ludzkich, stąd wizerunki Mahometa, szczególnie karykaturalne, mogą wywoływać wybuchy gniewu. Politycznym ekstremistom łatwo sprowokować wtedy protesty, gdyż takie wizerunki są uznawane za szczególnie bałwochwalcze – tłumaczy „Rz" arabista, prof. Janusz Danecki.
Jak pokazują badania socjologiczne, mieszkający na Zachodzie muzułmanie czują się obrażeni z powodu wielu zjawisk cechujących zachodnią kulturę, nie wywołują one jednak u nich aż tak drastycznych reakcji. Ankietowani wyznawcy islamu wskazują np., że odbierają jako zniewagę widok roznegliżowanych kobiet na ulicach i „niewiernych" jedzących wieprzowinę albo spożywających w restauracjach posiłki w okresie islamskiego postu – ramadanu. Niektórzy odczuwają też dyskomfort, widząc, że w sklepach sprzedawany jest alkohol.
Charb tłumaczy, że numer poświęcony islamowi to reakcja na „wprowadzenie szarijatu w Libii oraz zwycięstwo islamistycznej partii Nahda w Tunezji". Paryska policja, która wszczęła śledztwo w sprawie ataku na redakcję, podejrzewa, że dokonali go islamscy fanatycy. Nie wiadomo jednak, czy to dzieło jakiejś zorganizowanej grupy. Od 30 października zaczęły krążyć na Twitterze informacje, że „Charlie Hebdo" przygotowuje obrazoburczą okładkę. Pojawiły się też wezwania do ukarania redakcji, nie tylko po francusku, ale również po angielsku i turecku. Proponowano, by wykupywać z kiosków egzemplarze pisma i publicznie je palić.
W ostatnich dniach dziennikarze tygodnika zaczęli otrzymywać na e-mailach pogróżki w rodzaju: „Wszystkich was zabijemy. Allah zwycięży". Wczoraj rano hakerzy zaatakowali stronę internetową pisma. Użytkownicy, którzy chcieli wejść na portal, byli przekierowywani na stronę ze zdjęciem Mekki i hasłem „Nie ma innych bogów niż Allah".
– Policja nie wyklucza na razie żadnego tropu. Moim zdaniem za tą kampanią stoi jakaś niewielka grupka islamskich ekstremistów – mówi „Rz" Jean Yves-Camus, politolog specjalizujący się w problematyce ekstremizmu politycznego. – Francuskim muzułmanom mogą się nie podobać takie czy inne teksty albo obrazki, ale, jak pokazują sondaże, w zdecydowanej większości są oni przeciwni używaniu przemocy wobec publikujących je mediów – zaznacza.
„Charlie Hebdo" był dotychczas znany raczej z ośmieszania katolicyzmu. W ciągu ostatnich dwóch dekad redakcji wytoczono 13 procesów za obrażanie katolików i tylko jeden za znieważenie muzułmanów. W 2008 r. Wielki Meczet Paryża i Unia Organizacji Islamskich Francji (UOIF) wniosły do sądu oskarżenie przeciw redakcji po przedrukowaniu przez nią słynnych karykatur Mahometa z duńskiej gazety „Jyllands Posten". Paryski sąd apelacyjny rozstrzygnął sprawę na korzyść gazety, orzekając, że publikacja karykatur nie naruszyła prawa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA