fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

Liczę na dobrą wolę lekarzy

Ewa Kopacz
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Ewa Kopacz, minister zdrowia: W przyszłym roku w służbie zdrowia muszą wzrosnąć pensje. Postulaty płacowe nie są jednak adresowane bezpośrednio do szefa resortu zdrowia
Rz: Spodziewa się pani protestów służby zdrowia w styczniu?
Ewa Kopacz: Jestem w trakcie rozmów z lekarzami i przedstawicielami innych zawodów medycznych. Liczę na ich dobrą wolę w niezwykle trudnej sytuacji, jaką pozostawiła mi w spadku poprzednia koalicja. Wiadomo już, że lekarze będą walczyć o wyższe pensje, gdy wejdą w życie przepisy regulujące ich czas pracy. W zamian za zgodę na pracę dłuższą niż 48 godzin w tygodniu zażądają dodatkowych pieniędzy. Co pani zaproponuje lekarzom?
Sposób dojścia do satysfakcjonujących wynagrodzeń w jak najkrótszym czasie, ale nie chcę obiecywać więcej, niż mogę. Muszę też brać pod uwagę oczekiwania innych grup zawodowych. Czy w przyszłym roku będą podwyżki w służbie zdrowia? Muszą być. Trzeba zachęcić lekarzy do pracy na dyżurach. Postulaty płacowe nie są adresowane bezpośrednio do ministra zdrowia. To dyrektorzy szpitali będą negocjować z lekarzami, zaciągać wobec nich zobowiązania finansowe. Naszym zadaniem jest reforma całego systemu. W tej chwili nie przystaje on ani do liczby lekarzy, ani do potrzeb pacjentów. Czy zmieni się ustawa regulująca czas pracy medyków? Lekarze stanowczo zażądali, by zaczęła obowiązywać 1 stycznia. Będziemy przestrzegać dyrektywy, która mówi, że lekarzom należy się odpoczynek. Trzeba jednak poprawić ewidentne błędy, których skutki byłyby niekorzystne zarówno dla lekarzy, jak i dla pacjentów. Jakie to przepisy? Na przykład przepis mówiący, że lekarz musi odpoczywać 11 godzin w ciągu każdej doby uniemożliwia medykom wzięcie 24-godzinnego dyżuru na przykład w niedzielę i święta. Musimy dostosować przepisy do polskich warunków, by nie zabrakło w szpitalach kadry medycznej i by zapewnić chorym ciągłość opieki. Zapowiada pani podwyżki. Czy w NFZ w przyszłym roku znajdą się dodatkowe pieniądze? Poprzedni rząd chciał wydać na leczenie kilka miliardów, które do tej pory trafiały do Funduszu Pracy. Czekam jeszcze na bilans Narodowego Funduszu Zdrowia. Wtedy będę wiedziała, jakimi środkami dysponuje Fundusz. Spodziewam się, że pieniędzy w NFZ w przyszłym roku będzie więcej, bo wzrastają wynagrodzenia, a to od ich wysokości zależy składka zdrowotna. Co się stanie z tym projektem przekazania do NFZ części pieniędzy z Funduszu Pracy, zdecyduje rząd. Ale warto pamiętać, że jeszcze w poprzedniej kadencji przeciwni temu rozwiązaniu byli i minister finansów, i minister pracy. Czy będzie pani zabiegać o podniesienie składki zdrowotnej? To także obiecywał poprzedni rząd... Uważam za nieuczciwość wyciąganie kolejnych pieniędzy od pacjentów, jeśli towarzyszy temu totalny bałagan w służbie zdrowia. Bez naprawy systemu podnoszenie składki nie ma sensu. Po co dzielić Narodowy Fundusz Zdrowia? Pacjenci boją się powrotu do kas chorych. Tego, że wyjeżdżając na wakacje, stracą dostęp do leczenia. Centralizacja Funduszu, zarządzanie w jednym miejscu ponad 40 mld zł składek powoduje, że część oddziałów jest bardzo zamożna i pod koniec roku nie bardzo wie, co zrobić ze swoimi pieniędzmi, a część zalega szpitalom z opłatami za zabiegi ponad limit. Trzeba to zracjonalizować. Opłaty za leczenie nie powinny być, jak w tej chwili, ustalane przez monopolistę, ale muszą się opierać na prawdziwym rachunku kosztów. To pacjent jest podmiotem systemu służby zdrowia i ma prawo decydować o swoich pieniądzach. Jeśli będzie mógł wybierać fundusz, to będzie miał też wpływ na to, kto go będzie leczył. Poza tym szpital, podpisując umowę z funduszem, wybierze ten, który zaproponuje mu najbardziej rzetelną stawkę za leczenie. Szpital będzie mógł zawierać umowę np. na leczenie kardiologiczne z kilkoma różnymi funduszami? Nie. Będzie mógł zawrzeć umowę na kardiologię z funduszem, który płaci najlepiej, a na nefrologię z innym, który akurat za to leczenie płaci najwięcej. Ale jeśli szpital będzie miał kontrakt na nefrologię z jednym funduszem, a na kardiologię z innym, to ktoś, kto choruje i na serce, i na nerki, będzie musiał jeździć na leczenie od szpitala do szpitala! Nieprawda! Pacjent sam dokonuje wyboru. Może przecież wybrać szpital najbliższy, który ma kontrakty na wszystkie najpotrzebniejsze procedury z jednym lub kilkoma funduszami. Pacjenta, który będzie miał leczone serce i nerki nie interesuje, z jakim funduszem szpital ma podpisaną umowę. Rozliczenia w takim przypadku będą problemem nie chorego, ale systemu. I jeszcze jedno: wszystkie nagłe przypadki, procedury ratujące życie muszą być udzielone przez każdego lekarza i w każdym szpitalu. Nie boi się pani, że zamiast monopolu będziemy mieli do czynienia z oligopolem? Na pewno nie będzie podziału na fundusze dla młodych i bogatych z jednej strony i dla biednych i schorowanych z drugiej. Proszę spojrzeć na reformę systemu emerytalnego: zadziałała bardzo dobrze mimo wielu obaw przy jej wprowadzaniu. Mam nadzieję, że reforma służby zdrowia pójdzie w tym samym kierunku. Zmiany dotyczą organizacji służby zdrowia, a nie bezpośrednio pacjentów. Nie wejdą też w życie od razu. Będą państwo finansować zapłodnienie in vitro? W Polsce wzbudza to wiele kontrowersji, głównie ideologicznych i moralnych. Tymczasem leczenie niepłodności nie musi być niezgodne z nauką Kościoła. Poza kwestiami etycznymi i moralnymi są jeszcze finansowe. Trzeba zdecydować: na co wydajemy pieniądze, a na co nie. Ile to będzie kosztowało? Priorytety są jasne. W pierwszej kolejności chcemy płacić za leczenie chorób nowotworowych, opiekę nad przyszłymi matkami, dziećmi, niepełnosprawnymi. Ale jeśli będę mogła w Funduszu znaleźć środki na to, by najbiedniejszym rodzinom zrefundować tę procedurę, chętnie to zrobię. Rozważają państwo finansowanie antykoncepcji? Nie myślę o tym w tej chwili. Jak pani ocenia zamieszanie wokół listy leków refundowanych? Media miały do nas ogromne pretensje o to, że gdy pod koniec ubiegłego tygodnia listy wchodziły w życie, nie daliśmy aptekarzom dwóch dodatkowych tygodni na zmianę cen w aptekach. Z powodów prawnych okazało się to niemożliwe. Byłam zaskoczona reakcją mediów: przecież prawie wszystkie apteki były otwarte, nie było zagrożenia dla pacjentów. Zamieszanie towarzyszy zresztą wszystkim kolejnym zmianom na listach refundacyjnych. W zeszłym roku, gdy zmieniano listy, doniesienia mediów miały taki sam ton: „Bałagan w aptekach”. „Pacjenci są wściekli”. „Ceny są nieaktualne...” Czy wykryli państwo nieprawidłowości przy tworzeniu list refundacyjnych? W mediach trwa awantura o to, czy jeden z leków nie został do nich dopisany niezgodnie z prawem. Nie chcę zajmować stanowiska w tej sprawie. Nie ja mam dochodzić prawdy, ale odpowiednie służby. Ta lista, mimo całego szumu informacyjnego i spekulacji, zawiera preparaty, na które pacjenci czekają. Dlatego się zgodziłam, by weszła w życie. Będzie pani zmieniać system refundacji? Tak. Udało nam się zgromadzić mocną grupę niezależnych ekspertów. Trzeba doprecyzować prawo, które obowiązuje, by nie było wątpliwości co do jego interpretacji. Nowe zasady będą obowiązywać przy kolejnej nowelizacji list refundacyjnych za trzy miesiące. Czy będą państwo prywatyzować szpitale? W naszym programie nigdy nie użyliśmy słowa prywatyzacja. Przed wyborami straszono nią na wyrost. Nie mam jednak nic przeciwko temu, by powstawały prywatne szpitale: jeśli ktoś chce kupić teren, wybudować budynek, kupić sprzęt, to ma prawo starać się o kontrakt z funduszem zdrowia tak samo jak wszyscy inni. Natomiast należy zrównać prawa podmiotów publicznych i niepublicznych. A przekształcanie szpitali w spółki? Będzie się odbywać tak jak do tej pory, przy zachowaniu uprawnień właścicielskich samorządu i respektowaniu praw pracowników. Będą państwo wspierać prywatną służbę zdrowia? Kiedyś można było odpisać od podatku wydatki na prywatne leczenie… Nie, takich zmian nie przewidujemy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA