fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moja Emerytura

O deficycie w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych

Agnieszka Chłoń-Domińczak
ROL
Pomimo zmniejszenia składki przekazywanej do OFE, deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest bardzo wysoki. Corocznie budżet państwa powinien dokładać do ubezpieczeń społecznych około 60 mld zł.
W ostatnich dniach Zakład Ubezpieczeń Społecznych opublikował kolejną krótkookresową prognozę przychodów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Wynika z niej, że pomimo zmniejszenia składki przekazywanej do OFE, deficyt FUS jest bardzo wysoki. Corocznie budżet państwa powinien dokładać do ubezpieczeń społecznych około 60 mld zł.
Temat ten był szeroko komentowany, również przez Minister Pracy i Polityki Społecznej, która uznała, że winę za powstały deficyt ponoszą autorzy reformy emerytalnej, którzy w latach 1998 i 1999 niewłaściwie oszacowali skutki wprowadzanych zmian.
Należy przyznać, że autorom reformy (w tym także i mi) zabrakło wyobraźni i talentów wróżbiarskich, które pozwalały na przewidzenie tego, co będzie się działo w kolejnych latach i jakie będą oni podejmować decyzje wpływające na dalszą destabilizację systemu emerytalnego.  Jednak fakty i liczby zdają się przeczyć takiej tezie. Widać to wyraźnie, jeżeli  prześledzimy wysokość dopłat budżetu państwa do FUS w ostatnich latach, co przedstawia załączona tabela. Jeżeli popatrzymy na refundację składek do OFE, zgodnie z przewidywaniami, dopłata z tego tytułu rośnie stabilnie od około 1,2 procenta PKB w 2003 to około 1,6 procenta PKB w 2010 r. W tym samym okresie dotacja uzupełniająca – finansująca deficyt FUS inny niż z tytułu przekazanych składek wzrosła z 1,76 proc. PKB do 2,69 proc. PKB, a więc o niemal  1 punkt procentowy. Czy dało się takiego wzrostu i tej dziury uniknąć?
 
 
 
Przypomnijmy zatem co się stało w systemie ubezpieczeń społecznych w ostatnich latach.
Po pierwsze, wbrew planom i deklaracjom, kolejne Parlament w 2005 i w 2007 r. zdecydował o przesunięciu w sumie o dwa lata obowiązujących zasad dotyczących wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. W efekcie czego planowane wydatki znacząco się zwiększyły. W efekcie, wydajemy dzisiaj około 10-15 mld złotych rocznie więcej niż byłoby to w przypadku realizacji założeń reformy systemu emerytalnego.
Po drugie, również w 2005 r. Parlament zdecydował o wyłączeniu górników z zasad ogólnych i przywrócenie, w niewielkim stopniu zmodyfikowanego, starego systemu górniczego, gwarantującego relatywnie wysokie świadczenia już po 20 latach pracy górniczej. To również oznacza zwiększenie wydatków, chociaż skala tego zwiększenia jest znacznie mniejsza.
Po trzecie, w 2007 r., po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który wbrew dotychczasowej tradycji w orzeczeniu wskazał na sposób zmiany, stworzona została możliwość przechodzenia na wcześniejszą emeryturę mężczyzn w wieku 60 lat, jeżeli posiadali oni co najmniej 35-letni staż pracy. Dotyczyło to co prawda tylko osób będących w starym systemie emerytalnym (urodzonych przed 1949 r.), niemniej jednak wpłynęło to na znaczący wzrost liczby osób pobierających emerytury. W 2007 r. ZUS przyznał niecałe 104 tys. nowych emerytur, w 2008 r. było to już 215 tysięcy, a w 2009 r. było to już..... 340 tysięcy nowych świadczeń. Dopiero w 2010 r., po tym kiedy zaczęły obowiązywać przepisy związane z nowym systemem emerytalnym, w tym też te związane z emeryturami pomostowymi, liczba nowo przyznanych świadczeń spadła do około 92 tysięcy, więc ponad trzykrotnie w stosunku do poprzedniego roku. Tak duży napływ nowych świadczeń również przyczynił się do wzrostu wydatków systemu emerytalnego.
Zmiany zachodziły też po stronie składek. W 2007 r. podjęta została decyzja o obniżeniu składki rentowej, pomimo utrzymującego się deficytu w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Zmiana ta dokonana była  w okresie wysokiego wzrostu gospodarczego w szczytowej fazie cyklu koniunkturalnego, a więc wówczas gdy sytuacja budżetu państwa była stosunkowo dobra. Politycy uznali zatem, że budżet państwa stać będzie na dopłatę kolejnych 15-20 mld zł wynikających ze zmniejszenia składek.
Podsumowując, zmiany w ubezpieczeniach społecznych w perspektywie ostatniej dekady układają się w ciąg zdarzeń przyczyniających się do wzrostu deficytu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, składając się w sumie na kwotę sięgającą nawet 50 mld zł. Kwota ta w dużym stopniu pokrywa się z szacowanym w FUS deficytem, wynoszącym około 60 mld zł. Widać zatem, że autorzy reformy i politycy ponad dekadę temu nie dokonali błędnych szacunków, a obecna sytuacja systemu ubezpieczeń społecznych wynika z krótkowzrocznych decyzji podejmowanych już po wdrożeniu reformy. Dzisiaj wszyscy ten rachunek płacimy.
 
 
 
dr Agnieszka Chłoń-Domińczak związana jest ze Szkołą Główną Handlową. Pracuje w Instytucie Statystyki i Demografii SGH.
Od 2002 do 2008 pełniła funkcję dyrektora departamentu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, z przerwą w okresach od grudnia 2004 do listopada 2005 (gdy zajmowała stanowisko podsekretarza stanu w resorcie polityki społecznej) i w 2007 (gdy od stycznia do sierpnia była radcą w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego).
Od stycznia 2008 r. do lipca 2009 r. była wiceministrem pracy.
W latach 1997–1999 pracowała w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Systemów Zabezpieczenia Społecznego jako analityk i wicedyrektor.
W 2009 została uhonorowana Nagrodą im. Andrzeja Bączkowskiego "za wysokie kwalifikacje, które łączy z wielkim zaangażowaniem w działaniach dla dobra publicznego".
Źródło: mojaemerytura.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA