fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Zakon Kaczyńskiego nie wygra wyborów

Rzeczpospolita
Jeśli PiS zechce być taką opozycją, jaką była Platforma, nie wygra wyborów. Aby nie ponieść klęski, Jarosław Kaczyński musi zmienić język i otworzyć swoją partię na różne środowiska – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Prawo i Sprawiedliwość liże rany po wyborach i zaskakująco źle znosi skutki porażki. Pierwsze wypowiedzi premiera i gesty prezydenta świadczą o tym, że ból jest duży. Nie wygląda to najlepiej, ale warto przypomnieć, że Platforma dwa lata temu nie zachowywała się dużo lepiej, a dzisiejszy uśmiechnięty i skoncentrowany Donald Tusk był wtedy agresywnym i zagubionym politykiem. Widać już tak nasi liderzy mają. Naukę spokojnego przegrywania mają jeszcze przed sobą.
Niemniej Jarosław Kaczyński i jego drużyna mają szansę być bardzo mocną i kompetentną opozycją. Pytanie tylko, jaki model opozycyjności wybiorą.
Początek mają trudny, bo tak jak nie dziwi duży wzrost poparcia dla Platformy Obywatelskiej, tak zaskakuje drastyczny spadek notowań PiS. Partia rządząca zawsze na początku budzi nadzieje, więc bonus, który dziś otrzymuje Donald Tusk, nie jest czymś zaskakującym. Ale nie jest czymś typowym, że kilka tygodni po wyborach mocny spadek poparcia spotyka największą partię opozycyjną.
Wynika to, zdaje się, z utrwalania przez PiS po wyborach w swoim wizerunku tego, co odepchnęło od niego sporą część głosujących. To coś to wizerunek ugrupowania agresywnego, buńczucznego, niezdolnego do kooperacji, zwłaszcza gdy zderza się coraz bardziej z nowym wizerunkiem uśmiechniętego, chcącego współpracować i kochać cały świat Donalda Tuska.
Szanse opozycji są oczywiście przede wszystkim wypadkową stanu partii rządzącej. Jak będzie rządziła ekipa PO – PSL, jeszcze nie wiemy. Ale nie jest tak, że nawet jeśli rząd Tuska zacznie się szybko zużywać, Kaczyński ma zapewniony powrót. Chętnych do sukcesji jest zawsze więcej. Najważniejsze jest więc, jaką partią będzie PiS w opozycji.
Dziś toczy się tam cicha dyskusja, czy przyjąć model totalnej opozycji, która atakuje rządzących ostro przy każdej okazji, czy budować wizerunek twardej, ale spokojnej, bardzo merytorycznej opozycji, która celnie punktuje błędy rządzących, ale wspiera ich, albo przynajmniej milczy, kiedy robią dobrze.
Z rozmów z politykami PiS wynika, że Jarosław Kaczyński jest przekonany, iż taki model opozycyjności, jaki wybrał dwa lata temu Donald Tusk, jest najbardziej skuteczny. Bo potwierdziły to wyniki wyborów. A jaki to model według szefa PiS? Bardzo silne, zamordystyczne rządy, eliminujące wszelką wewnętrzną opozycję, zwarta, silna partia, mówiąca we wszystkich sprawach jednym głosem, bardzo ostro, głośno i nieustannie mówiąca „nie” rządzącym.
Platforma w opozycji po części taka była. Bo choć wspierała czasem rząd w głosowaniach sejmowych (choćby w sprawie powołania CBA), Donald Tusk powtarzał na partyjnych spotkaniach, że PiS nie ma i nie może mieć dobrych pomysłów i inicjatyw, że wszystko trzeba krytykować. W istocie i Tusk, i jego partia długo tak czynili, będąc bardzo agresywną i niespecjalnie merytoryczną opozycją.
Ataki Platformy na PiS często były histeryczne i trochę na oślep, dochodziło nawet do tego, że wbrew wyznawanym przez siebie zasadom Platforma była w stanie razem z LPR głosować za podwójnym becikowym, byle tylko dopiec rządowi. Z ust Donalda Tuska często płynęły słowa bardzo ostre i nie mniej agresywne niż te, które wypowiadał Jarosław Kaczyński.
I koniec końców Platforma wygrała wybory w sposób zdecydowany. Kaczyński wyciąga więc z tego prosty wniosek: jak to powtórzymy, wygramy.
Nie wydaje się to jednak takie proste. Po pierwsze, Platforma mogła być bezpardonowo ostra, bo miała przychylność dużej części mediów. Może nawet nie tyle były przychylne Platformie, ile niechętne PiS, i tym, którzy atakowali PiS, wybaczano więcej. PiS nie może na to dziś liczyć.
Po drugie, polityka, a przede wszystkim sposób jej uprawiania, używany język wzbudzał ogromne emocje i rosnącą niechęć coraz większej części społeczeństwa. Jarosław Kaczyński i jego żołnierze byli łatwym celem ataku. Słowa ostrej krytyki spadały na podatny grunt.
Z Donaldem Tuskiem i jego rządem tak nie będzie.
Wiemy już, że nowy premier przyjął zupełnie inną taktykę. Buduje swój zupełnie inny wizerunek. Normalnego, zwykłego, sympatycznego człowieka, który mówi o miłości i współpracy, z każdym chce się porozumieć, „by żyło nam się lepiej”. Niezależnie od tego, co będzie robił w rzeczywistości.Jeśli ten rząd zacznie tracić popularność, to nie dlatego, że będzie wzbudzał agresję i niechęć ludzi. Może najwyżej okazać się mało sprawny, nieradzący sobie z rządzeniem. Ale przecież nie ma żadnej pewności, że będzie niesprawny. Równie dobrze może okazać się najlepszym rządem po 1989 roku. Choć na razie zaliczył kilka wpadek.
Agresywne i nieustanne atakowanie kogoś, kto jest bardzo popularny, lubiany, budzi pozytywne emocje, będzie obracać się wyłącznie przeciwko atakującemu. Nawet jeśli rządowi Tuska dobrze nie pójdzie, agresywny atak nie będzie go specjalnie dodatkowo osłabiał.
PiS mogłoby liczyć, że gdyby rząd popełniał błędy i zaczął się gubić, kompetentna opozycja merytorycznie wskazywałaby wpadki, bezlitośnie je obnażała i pokazywała lepsze rozwiązania. A PiS ma w swoich szeregach i byłych ministrów, i byłych szefów sejmowych komisji, którzy lepiej lub gorzej, ale znają się na rzeczy, i byliby w stanie to robić. Jeśli Zbigniew Ziobro, krytykując np. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, będzie wyłącznie krzyczał, że tamten jest z układu, że jest za korupcją itp., nie zyska na tym wiele. Co innego, gdyby wskazywał merytoryczną słabość konkurenta. Wtedy PiS miałoby szanse rosnąć w oczach tych, którzy rozczarowują się do rządzących, i próbować odzyskiwać utracony elektorat w wielkich miastach.
Wszystko wskazuje jednak, że PiS wybierze ten „platformiany” model opozycyjności. Dlatego Jarosław Kaczyński raczej podjął już decyzję o pozbyciu się konserwatystów. A jeśli pozbędzie się takich ludzi jak Zalewski, Ujazdowski i Dorn, to każdego innego mniejszej wagi posła, który publicznie zaprezentuje inne zdanie, będzie z partii łatwo usunąć.
To samobójczy kierunek dla tej partii. Bo lojalność w PiS może przestać być jego znakiem firmowym. Trudno przeciwstawiać się prezesowi rządzącej partii, konfitury do stracenia są zbyt duże, zbyt duże szanse na utratę pozycji, ważnej funkcji czy choćby perspektywy jej objęcia. Ale w opozycji? Przy spadających sondażach? Kiedy obok tworzy się zalążek czegoś innego, co wygląda bardziej strawnie?
Kolejni posłowie mogą powoli być z partii wypychani albo sami z niej uciekać. To droga donikąd. Ale bardzo prawdopodobne, że właśnie taką drogę przyjmie Prawo i Sprawiedliwość. Bo nawet ci, którzy chcieliby, by sposób myślenia Zalewskiego czy Ujazdowskiego był w partii reprezentowany, nawet ci, którzy uważają, że potrzebne jest ponowne otwarcie na wielkomiejską inteligencję, sądzą, że lepiej pozbyć się konserwatystów od razu. – Bo jeśli nie teraz, to za dwa lata oni zbudują sobie silniejszą pozycję, a wtedy wyjdą większą grupą – tłumaczy jeden z posłów.
W PiS jest przekonanie, że Zalewski z Ujazdowskim i Dornem i tak zdradzą tę partię wcześniej czy później. I nawet jeśli konserwatyści wcale takich planów nie mieli, to podejrzliwość i i nieufność jest w środowisku Jarosława Kaczyńskiego tak duża, że wszyscy są przekonani, iż trzech opozycjonistów od roku nie myśli o niczym innym tylko o założeniu własnej partii.
Tymczasem notowania partii lecą w dół, zamieszanie związane z zamiarem pozbycia się opozycjonistów i język używany przez jej szefa nie pomagają w budowaniu wizerunku ugrupowania.
Szefem klubu parlamentarnego został Przemysław Gosiewski, to on teraz wróci do mediów jako jedna z głównych twarzy opozycji.
Pamiętacie państwo, jaka partia wygrała wybory dwa lata temu? Partia Kaczyńskiego, Ziobry, ale też partia Sikorskiego, Marcinkiewicza, Dorna, Jurka. Dziś trudno sobie wyobrazić, ale w rządzie PiS był przecież i Stefan Meller, a przez pewien czas współpracował z tą ekipą i był jej życzliwy Władysław Bartoszewski.
Teraz po zróżnicowanym PiS został pecetowski zakon. Jarosław Kaczyński wierzy, że wygra ten bój, stojąc samotnie na jego czele, tak jak Donald Tusk wygrał, będąc jedynym liderem Platformy. Ale to nie jest ta sama historia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA