fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Adamek kończy zgrupowanie w górach

Tomasz Adamek
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Tomasz Adamek o przygotowaniach do walki z Witalijem Kliczką o pas mistrza świata WBC
Rz: Ma pan świadomość, z jak trudnym rywalem zmierzy się 10 września we Wrocławiu?
Tomasz Adamek: Z mistrzem wagi ciężkiej prestiżowej organizacji WBC. I zamierzam mu ten tytuł odebrać.
Witalij Kliczko ma dwa metry wzrostu, nokautujące uderzenie z obu rąk i 44 walki w tej kategorii. Dla pana to będzie dopiero siódma konfrontacja z ciężkimi bokserami. Nie za wcześnie na tak poważne wyzwanie?
Nie ma sensu czekać, bo lata lecą, a taka propozycja może się nie powtórzyć. Nigdy nie bałem się wyzwań i źle na tym nie wychodziłem. Ze złamanym nosem podjąłem się walki o mistrzowski pas WBC w wadze półciężkiej z Australijczykiem Paulem Briggsem i po krwawej wojnie wygrałem. Później, choć mi odradzano, zmieniłem kategorię na wyższą, przeprowadziłem się do USA i pokonałem Steve'a Cunninghama, odbierając mu pas IBF. Kiedy przechodziłem do wagi ciężkiej, pukano się w czoło, a ja wciąż wygrywam. Mam świadomość, że Kliczko to najtrudniejsza przeszkoda na drodze do celu, jakim jest mistrzowski tytuł w trzeciej już kategorii wagowej, ale ja wierzę w siebie i w pracę, którą wykonałem pod okiem Rogera Bloodwortha.
W górach Poconos do największych zwycięstw przygotowywał się Lennox Lewis. Jest jakaś magia w tym miejscu?
Mieliśmy tu z Rogerem święty spokój, a to najważniejsze. A ponieważ to tylko niecałe dwie godziny drogi do domu w Kearny, to czasami wpadałem na weekend, by zobaczyć żonę i córki. Robota była ciężka, a sparingpartnerzy, Malik Scott i Deontay Wilder – wymagający. Ten drugi to medalista z Pekinu. Ma 2 metry wzrostu i uważany jest za nadzieję amerykańskiego boksu zawodowego. Dobry chłopak, ale brakuje mu jeszcze doświadczenia. Oni już pojechali do domu, ja w piątek kończę zgrupowanie, ale wrócę tu jeszcze na kilka dni i posiedzę do środy. Tego dnia wieczorem wsiadam w samolot do Polski, wraz z Rogerem i Ziggym Rozalskim. Lecą z nami też żony, moja i Ziggy'ego, ale córki zostają w domu.
Jest pan mocniejszy niż przed ostatnią walką z Kevinem McBride'em?
Śmieją się, że urosłem. Ważę około setki, faktycznie jestem silniejszy i bardziej dynamiczny niż wtedy. I bardzo dobrze czuję się w tej nowej skórze. Obniżyłem pozycję, lepiej ruszam głową, do tego to miękkie chodzenie w ringu. To już inny Adamek, który wie, że w wadze ciężkiej nie może dostawać tylu ciosów, co kiedyś.
A jak pana ocenia Bloodworth?
Twierdzi, że każda godzina czyni mnie lepszym. W walce z Kliczką nie mogę sobie pozwolić na błąd. Muszę narzucić tempo, którym go zmęczę. I nawet przez chwilę nie stać w miejscu.
Kliczko mówi, że pana znokautuje.
Każdy ma prawo mówić, co chce. To takie mydlenie oczu.
Modli się pan często przed tym pojedynkiem?
Jak zawsze, ale nie ze strachu.
A jak w Poconos trzy dni temu zatrzęsła się ziemia, to się pan bał?
Pierwszy raz przeżyłem trzęsienie ziemi. Wyskoczyliśmy z Rogerem z domu, on od razu wiedział, o co chodzi. Przeżył takie w Kalifornii chyba z pięć razy.
Pana kibice wierzą, że 10 września to ring zadrży po pana ciosach.
Gdybym i ja nie wierzył, nie zdecydowałbym się na ten pojedynek.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA