fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Cudzoziemcy doceniają Szekspira, my nie.

materiały prasowe
Jan Bończa-Szabłowski
Czy twórczość Williama Szekspira jest dla reżyserów zwierciadłem, ukazującym rzeczywistość, czy raczej gąbką, która może wszystko wchłonąć? XV Festiwal Szekspirowski w Trójmieście pokazał, że przede wszystkim tym pierwszym. Choć były wyjątki
Program imprezy, choć nieco skromniejszy niż w przeszłości, był  spójny. Gdyby nie kompromitujący „Hamlet" z Kielc można by uznać festiwal za w pełni udany. Dominowały spektakle autorskie. Potwierdzili swą wysoką pozycję Nikołaj Kolada i Oskaras Korsunovas.
Kolada, najbardziej ceniony rosyjski dramaturg, także reżyser i aktor przyjechał z własnym teatrem z Jekaterinburga na dwa wieczory. W spojrzeniu na klasykę jest konsekwentny, sytuuje ją na śmietniku cywilizacji. Nie chcąc wpaść w patos stosuje żart i groteskę. W bardzo podobnej konwencji zaprezentował „Hamleta" a potem „Króla Leara".
W jego „Hamlecie" degrengolada współczesnego świata przejawia się nie tylko na poziomie moralności, ale i kultury. Pałac Klaudiusza obwieszony jest tandetnymi reprodukcjami „Mony Lizy", walają się puszki po piwie. Niemal wszyscy uczestniczą w jakimś szalonym karnawale.  Jedynie Hamlet nie chce się temu poddać. Relacje między nim a Ofelią są dla Kolady takie, jak między Olgą i Aleksym w jego sztuce „Merylin Mongoł". I Hamlet i Aleksy nie mogą poradzić sobie z nadwrażliwością, czują się osaczeni przez otaczający świat, więc niszczą kobiety, które patrzą na nich z nadzieją i miłością.
W podobnym rytmie przebiega „Król Lear". Kolada wpisał w tytułowego bohatera fragmenty własnego życiorysu. Przypomniał chwile, kiedy znalazł się na dnie. Opuszczony przez niedawnych przyjaciół, straceńczo walczył o przetrwanie. Postacie, które pojawiają się w otoczeniu Leara, przypominają bestie, a świat jest dziki i nieokiełznany.
Twórczość Szekspira zainspirowała także artystów teatru lalkowego. W przedstawieniu „Anatomia Lear" z Norwegii tytułowy bohater jest schorowanym starcem u kresu życia. W makabrycznych snach, które ciągle go nawiedzają wyobraża sobie, że każda z córek czyha na jego majątek. Norwegowie stworzyli opowieść pełną czarnego humoru.
Dramat człowieka zepchniętego na margines życia znakomicie ukazał Oscaras Korsunovas w wileńskim spektaklu „Miranda". Wybitny twórca teatru litewskiego osnuł swą opowieść na fragmentach szekspirowskiej „Burzy". Zaprezentował poruszającą wizję człowieka niszczonego przez system totalitarny. Dla Prospera (Povilas Budrys) samotną wyspą jest kilkunastometrowe zawalone książkami mieszkanie, które dzieli z cierpiącą na porażenie mózgowe córką Mirandą.
Spektakle Kolady i Korsunovasa – świetne aktorsko i bardzo precyzyjne pod względem reżyserskim  – były ozdobą festiwalu. Odwołaniem do źródeł teatru stał się „Macbeth" zrealizowany przed laty przez Grzegorza Brala. W koprodukcji Teatru Pieśń Kozła z Royal Shakespeare Company wystąpili aktorzy z kilku krajów. Powstał spektakl zmysłowy, metafizyczny, naładowany tragiczną energią. Był przykładem wspaniałej gry zespołowej, fantastycznej plastyki ruchu i muzykalności słowa.To przedstawienie zaproszone do Gdańska ratowało w tym roku honor polskiego teatru.
Maciej Prus znakomity reżyser i twórca wielu wybitnych realizacji szekspirowskich mówił mi przed laty, że dramaty słynnego Stradfordczyka są tak skonstruowane i tak wieloznaczne, że trudno je zepsuć. Najwyraźniej nie docenił Radosława Rychcika. O jego kieleckiej premierze „Samotności pól bawełnianych" Koltesa było głośno. O kieleckim „Hamlecie" warto jak najszybciej zapomnieć. Nędzne reszki tragedii, z dopisanymi własnymi tekstami, cytaty z filmów, bez jakiejkolwiek myśli przewodniej to cechy dominujące tego kompromitującego przedsięwzięcia. Tu nawet tak interesujący aktorzy jak Joanna Kasperek (Gertruda), czy nie pozbawiony wrażliwości odtwórca roli tytułowej Tomasz Nosiński nie mieli nic do zagrania. Wyróżnienie tego spektaklu Yorrikiem (w tym roku organizatorzy Festiwalu Szekspirowskiego nie przyznali głównej nagrody, a jedynie wyróżnienie) zasługuje na miano skandalu. W tym właśnie przypadku Szekspir stał się nie zwierciadłem, a gąbką, która może wszystko wchłonąć.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA