Partner rozmowy: META

Czy podejście regulacyjne UE wobec sztucznej inteligencji rzeczywiście chroni obywateli, czy też raczej ogranicza Europie zdolność konkurowania z USA i Chinami?

W Europie mamy taki problem, że zadajemy sobie pytania związane z ryzykiem posiadania danej technologii, ale nigdy nie zadajemy sobie pytań związanych z ryzykiem jej nieposiadania. I niestety, to sprawia, że często jesteśmy w tyle. Sztuczna inteligencja jest tego bardzo dobrym przykładem. Żadna obecnie istniejąca technologia nie ma większego potencjału do wzmocnienia gospodarki i konkurencyjności UE niż sztuczna inteligencja, ale obecne otoczenie regulacyjne sprawia, że ta szansa wymyka się z rąk. 

Dzisiaj Europa w wyścigu technologicznym jest zupełnie z tyłu, w porównaniu z USA, Chinami, ale też Indiami czy nawet Bliskim Wschodem. Stwierdzili to Mario Draghi i Enrico Letta: mamy poważny problem z konkurencyjnością w Europie pod kątem przyszłego wzrostu gospodarczego. Draghi zauważył, że regulacje są jednym z głównych powodów, dla których nowe technologie nie idą do przodu i tym samym mniejsza jest europejska konkurencyjność.

Oczywiście, są pytania związane z energią, z tym, jak kapitał finansowy jest wykorzystywany w inwestycjach… Ale regulacje rzeczywiście są olbrzymim problemem. Europa ma ponad 270 organów regulacyjnych i ponad 100 regulacji dotyczących sektora cyfrowego. I tu nie chodzi tylko o ich liczbę, ale też o to, że się dublują, są niejasne. Mamy też brak przewidywalności regulacyjnej, która dla inwestora jest rzeczą najgorszą.

Jakie zmiany w polityce mogłyby w krótkim czasie przyspieszyć rozwój AI w Europie, bez rezygnacji z wartości społecznych?

Przyznam, że jestem sfrustrowany tym, co dzisiaj dzieje się z regulacjami w Europie. Raport Draghiego powstał dwa lata temu. KE zaczęła proponować tzw. omnibusy, czyli pakiety deregulacyjne. W naszej branży są obecnie dwa omnibusy – jeden dotyczący AI jako takiej, a drugi to tzw. cyfrowy, z innymi regulacjami. Ale jak widzę, jak postępują prace nad nimi, obawiam się, że będą one de facto puste.

Najgorsze, że nie chodzi nawet o to, iż jakaś grupa krajów sprzeciwia się tym omnibusom. Cały system ustawodawczy jest w pewnym stopniu popsuty. To, co proponuje Komisja, jest mało ambitne. Ona sama się cenzuruje, bo boi się Parlamentu Europejskiego.

Poza tym na poziomie Rady Europejskiej i trilogów rozmowy pomiędzy stolicami są źle koordynowane, niedostosowane do tempa prac. Widzimy też, że w niektórych krajach nie działa komunikacja między stałymi przedstawicielstwami a stolicami. To małe detale codziennej pracy legislacyjnej, które powodują, że omnibusy, nad którymi pracujemy od tak dawna, mogą skończyć się niczym.

Przechodząc do naszego kraju i Europy Środkowo-Wschodniej – czy myśli pan, że Polska ma realną szansę, żeby stać się centrum innowacji w AI?

Mamy bardzo prężny rynek start-upowy, mamy mózgi, fantastyczne uczelnie inżynieryjne. Mamy też administrację, która walczy o to, żeby ten ekosystem się rozwijał. Nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli europejskie ramy prawne nie zostaną zmodyfikowane, to ciężko będzie Polsce czy jakiemukolwiek innemu krajowi stać się prawdziwym liderem w tej dziedzinie.

Wracając do regulacji: pokładam duże nadzieje w Digital Fitness Check, bardziej ambitnym programie deregulacyjnym KE. Punktem wyjścia jest holistyczne przejrzenie regulacji cyfrowych i spojrzenie na nie pod kątem konkurencyjności. Dalej, regulatorzy w Europie powinni przyjmować – jako jeden z celów –  dbanie o konkurencyjność i wzrost gospodarczy. Tego nie ma. Ocena skutków regulacji istnieje w tekście pierwotnym, ale nikt już nie sprawdza, jaki jest skutek regulacji tekstu końcowego.

Czy Europa powinna mówić jednym głosem z USA w sprawach regulacji technologicznych?

Niestety, dzisiaj Europa nie mówi jednym głosem. Nieco upraszczając: mamy Europę Środkowo-Wschodnią i kraje nordyckie, które często rozumieją, że trzeba iść do przodu pod kątem deregulacji. Coraz bardziej zgadzają się z tym również Niemcy.

Ale dalej mamy takie kraje, jak Francja i Hiszpania, które mają nieco inne podejście. Trzeba budować koalicje – i to jest niezwykle ważna rola dla Polski, żeby być wiodącym krajem w budowaniu tych procyfrowych i proinnowacyjnych koalicji.

Polska od niedawna jest 20. gospodarką świata. Jak to członkostwo w G20 mogłoby wpłynąć na globalne standardy regulacji sztucznej inteligencji?

To fantastyczna okazja dla Polski, żeby wchodzić w inne rodzaje koalicji. Tam mamy kraje, takie jak Indie, Brazylia, oczywiście USA, ale nie tylko. W świecie, który jest coraz bardziej multilateralny, trzeba rozmawiać z innymi gospodarkami – nie tymi największymi, ale również znaczącymi i tymi, które mają bardziej proinnowacyjne podejście niż Bruksela.

Czy bliższa współpraca transatlantycka w obszarze AI powinna się bardziej opierać na wspólnych regulacjach, czy raczej na wspieraniu innowacji i transferze technologii?

Każdy kraj i każdy ekosystem może znaleźć niszę w tym biznesie. Czy Polskę stać na stworzenie olbrzymiego modelu językowego, jakie robią Google, Meta, OpenAI? Pewnie nie. Meta właśnie wprowadziła Muse Spark, nasz najpotężniejszy model AI i pierwszy stworzony specjalnie pod produkty Meta. Przyszłe wersje modelu planujemy udostępnić jako open source, bo wierzymy, że otwarty dostęp do AI napędza innowacje w całym ekosystemie.

Natomiast budując na tym, co istnieje, może znajdować swoje rozwiązania, wykorzystywać modele, które już istnieją, żeby budować krajowe rozwiązania oparte na AI. W Meta wierzymy, że sztuczna inteligencja jest technologią transformacyjną i już dziś jest w centrum wszystkiego, co robimy. Dlatego wspieramy także otwarty ekosystem i modele open source, bo najskuteczniej przyspieszają innowacje i pomagają budować lokalne rozwiązania.

—oprac. Jakub Mikulski

Partner rozmowy: META