fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Awantura Warszawska

"Awantura warszawska" Michała Zadary
Fotorzepa, Mic Michał Matlak
W "Awanturze warszawskiej" Michała Zadary, spektaklu prezentowanym w Muzeum Powstania Warszawskiego, nie pada ani jeden strzał, a bomby i granaty wybuchają tylko na papierze.
Krajobraz po 63 dniach walki to sterty pogniecionych kartek, zapisanych oficjalnymi depeszami. Setki tysięcy martwych już słów, porozrzucanych bezładnie między politycznymi gabinetami, jak zwłoki po wielkim wybuchu. Opuszczone biurka i krzesła. I to najgorsze: cisza. Zobacz galerię zdjęć
Wcześniej, przez ponad godzinę politycy, dyplomaci i wojskowi bombardowali się słowami. Z gabinetów w Londynie, Moskwie i Nowym Jorku Churchill (Juliusz Chrząstowski), Stalin (Sean Palmer) i Roosevelt (Edward Linde-Lubaszenko) wysyłali dziesiątki depesz. I dopóki spierali się o los Warszawy, była nadzieja. Dopiero gdy polityczną partię szachów przerwała inna, większa rozgrywka, zamilkły maszyny do pisania. U Zadary polityka międzynarodowa jest wyrachowaną i zawiłą grą, jej wyniku nie da się z góry przewidzieć. Wojna na słowa stwarza fakty, ale nie te jawnie deklarowane w dyplomatycznej korespondencji.
W politycznych gabinetach szaleją maszyny do pisania, grzeją się telefoniczne kable. Churchill czerwienieje z wysiłku, Stalin wrzeszczy, generał Sosnkowski wpada w rozpacz. Trudno coś z tej kakofonii zrozumieć. Mikołajczyk (Tomasz Cymerman) w Moskwie domaga się wsparcia dla powstańców. Stalin uśmiecha się dobrotliwie, przekłada kolorowe papiery, rysuje na nich kwiatki, te z socjalistycznych laurek. Mikołajczyk zlany potem wskakuje na biurko, ale „wujaszek Joe" – jak pisali o nim we wzajemnej korespondencji Churchill i Roosevelt - nawet na niego nie patrzy.
Sosnkowski śle z Rzymu alarmujące sprzeciwy, ostrzega przez rzezią w Warszawie. Mikołajczyk wraca ze stalinowskiego biurka na krzesło w Londynie, gdzie przygryzający cygaro Churchill usiłuje nakłonić Roosevelta do zrzutów lotniczych nad polską stolicą. Zapatrzony w niebo amerykański prezydent, rzuca, owszem, papierowe samolociki – fruwają między gabinetami, złożone z wydruków oficjalnych depesz.
Im bardziej gorączkowe słowa ślą politycy, tym słabiej słychać głos jedynej kobiety w tym spektaklu – Barbara Wysocka, ubrana w zieloną kurtkę łączniczki, z jeszcze umalowanymi w pierwszym dniu walk ustami, donosi o wydarzeniach w stolicy. Tylko ona jest reprezentantką realnego życia i śmierci cywilnego świata. Donosi o faktach, ale zagłusza ją bełkot wielkiej trójki. Napięcie rośnie do chwili, w której Stalin określa powstanie jako „awanturę warszawską". Cyniczny termin ma ogromną moc sprawczą. Zmęczony Churchill powtarza mechanicznie: „najlepsze życzenia dalszych zwycięstw", „zostałem poinformowany", „już wydałem rozkazy".
Wszystko skończone. Churchill, Stalin i Roosevelt już o Warszawie nie mówią. Spotykają się na tekturowej platformie, zasypanej grubą warstwą zapałek, szuflami rozgarniają kłębowisko - wyłania się spod niego nowa mapa Europy. Sens dręczącej, psychodelicznej układanki odsłania finałowy monolog Churchilla. Brytyjski premier pochyla się nad losem Polaków ze współczuciem, ale z żelaznym pragmatyzmem ocenia powstanie jako piękną bohaterską ofiarę, która nie mogła zmienić biegu historii. „Kiedy alianci odniosą zwycięstwo, warszawska epopeja nie może zostać zapomniana. Pozostanie w pamięci Polaków i wszystkich bojowników o wolność na całym świecie". Przy słowie „wolność" zawiesił głos, z powątpiewaniem. Jakby miał w ustach coś kruchego. Churchill, wytrawny polityk i strateg, przepowiedział, że powstanie będzie w przyszłości piękną opowieścią, mitem, wspominanym jedynie przez Polaków. W nierównej transakcji, za krew i śmierć, otrzymaliśmy na pocieszenie romantyczną narrację.
Spektakl „Awantura warszawska" Michała Zadary jest grany w Muzeum Powstania Warszawskiego co dzień o 20.00, do 5 sierpnia.
Paulina Wilk
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA