fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Skarul o długach, nowych sponsorach i olimpijskich szansach

Wacław Skarul, Prezes Polskiego Związku Kolarskiego
Rzeczpospolita
Prezes Polskiego Związku Kolarskiego Wacław Skarul mówi w rozmowie z Markiem Ceglińskim o długach, nowych sponsorach i olimpijskich szansach
Rz:  W marcu zjazd PZKol wybrał nowego prezesa i zarząd. Nowe władze mają wyprowadzić związek z kryzysu, spłacić długi, poprawić obraz kolarstwa i poprowadzić je do sukcesów na igrzyskach w Londynie. Jak minęło pierwsze 100 dni prezesury?
Wacław Skarul: Zadanie jest trudne, ale tego oczekiwałem. Po trzech czy czterech miesiącach trudno oceniać nasze działania w kategoriach porażki czy sukcesu. Wiele spraw popchnęliśmy do przodu, ale są też takie, które stoją w martwym punkcie. Po pierwsze spłynęły pierwsze środki od głównego sponsora, firmy NG2 pana Dariusza Miłka, które pozwoliły na spłatę palących zobowiązań. Związek miał kilkanaście nakazów komorniczych. Najbardziej dotkliwe zostały uregulowane. Po drugie odzyskaliśmy płynność finansową. Zgodnie z planem realizujemy umowy z Ministerstwem Sportu, które zwiększyło nasz roczny budżet z 7 do 10 mln złotych. Związek już się nie zadłuża. W 2011 roku nie powstała żadna nowa pozycja po stronie winien. Z listy 267 różnych wierzycieli PZKol – tyle długów wygenerowali moi poprzednicy – wykreśliliśmy kilkanaście pozycji. Z ponad 10 mln długu spłaciliśmy 10 procent. To pierwszy krok. Duża w tym zasługa także nowego sekretarza generalnego pana Kajetana Broniewskiego, pracującego u nas od końca kwietnia, byłego olimpijczyka, szefa misji olimpijskiej w Pekinie. Co stoi w miejscu?
Ugoda z firmą Mostostal, wiążąca się z największym problemem z przeszłości – kwestią aneksu do umowy na budowę toru i potężnym zadłużeniem, które doprowadziło związek do finansowego kryzysu. Poprzedni zarząd wynegocjował ugodę, ale jej nie podpisał. Gdyby tak się stało, musiałbym ją realizować, ale teraz nie mogę podpisać uzgodnień w takiej postaci. Chodzi o kwotę 4,2 mln złotych rozłożoną na pięć lat i kwestię odsetek, których Mostostal nie chce umorzyć, pomimo bardzo wysokiego kontraktu przy budowie toru. Szukamy konsensusu. Rozmawiamy z Mostostalem, ale dziś trudno mi powiedzieć, czy dojdziemy do porozumienia. Czy to nie powód do bicia na alarm? Może przecież dojść do sytuacji, że wykonawca na drodze sądowej wystąpi o ogłoszenie bankructwa związku, bo ten nie spłaca zobowiązań? PZKol, jako stowarzyszenie nie może być postawiony w stan upadłości, natomiast jak najbardziej może być rozwiązany. Takie zagrożenie, niestety, istnieje. Zdaję sobie z tego sprawę. To w tej chwili mój największy problem, ale robienie wokół tego szumu może tylko zaszkodzić sprawie. Związek ma nowego głównego sponsora, ale w nazwie toru kolarskiego w Pruszkowie – BGŻ Arena – pozostaje ten stary. Nie będzie zmiany? Moi poprzednicy w PZKol podpisali w tej sprawie długoletnią umowę i trudno się teraz z niej wycofać. BGŻ wywiązał się z jej zapisów, więc sytuacja pozostaje bez zmian. Tor w Pruszkowie to dla pana duma i chluba polskiego kolarstwa czy też zbędny balast? Czy związek będzie się starał nim administrować, czy przekaże innemu podmiotowi? Zapytałem walne zgromadzenie, czy jeśli zostaniemy postawieni pod murem, jesteśmy gotowi przekazać tor podmiotowi zewnętrznemu, np. COS. Takie upoważnienie otrzymałem, ale tak długo, jak będzie to możliwe, będę się starał jednak tor utrzymać w gestii PZKol. Szukamy możliwości jego optymalnego wykorzystania. Praktycznie sfinalizowaliśmy już umowę z Wyższą Szkołą Wychowania Fizycznego w Pruszkowie, która będzie miała w naszym obiekcie swoją główną siedzibę. Rozmawiamy z tym samym podmiotem w kwestii wspólnego wykorzystania śródtorza. Zarząd podjął decyzję o utrzymaniu spółki zależnej, która zarządza obiektem. Zatrudniliśmy nową osobę, która będzie się starała ożywić tor marketingowo. Marzy mi się tutaj gala bokserska, targi samochodowe, inne tego typu przedsięwzięcia. Nawet wynajęcie całej powierzchni nie da szans na utrzymanie obiektu. Chociaż raz w miesiącu muszą się tu odbywać większe imprezy komercyjne. Wtedy jest szansa, że tor chociaż w jakiejś części zarobi na siebie. Jak pan ocenia stan polskiego kolarstwo szosowego? Ciekawe, że przy tej całej biedzie mamy w tym sezonie najwięcej w historii kolarzy w grupach ProTour i pierwszej dywizji. Z tego tytułu na Tour de Pologne zobaczymy wyjątkowo liczną grupę polskich zawodników, bo z dziką kartą będzie mogła wystartować również reprezentacja Polski. Pojedzie w niej zdolna młodzież wzmocniona dwoma, trzema weteranami. Oprócz tego pojedzie w wyścigu drużyna CCC i oczywiście polscy kolarze w grupach zagranicznych. Liczę na start w Tour de Pologne dwudziestu kilku Polaków – to będzie rekord w nowej formule wyścigu. Jakie są szanse kolarstwa na igrzyskach w Londynie? Wszystkie oczy są zwrócone na grupę MTB kobiet. Mamy nadzieję na powtórzenie medalowego sukcesu przez naszą mistrzynię świata Maję Włoszczowską, choć odradzałbym wywieranie na niej jakiejkolwiek presji, bo to nie ułatwia przygotowań. Byłoby bardzo dobrze, gdyby udało się zakwalifikować do startu w Londynie dwóm zawodnikom w MTB. Myślę z nadzieją także o starcie kobiet na szosie. Mamy tu ciekawą grupę, a jest szansa, że może być wzmocniona zawodniczkami z grupy Andrzeja Piątka, które także potrafią jeździć na szosie. Na torze liczymy na Małgosię Wojtyrę, której ostatnio bardzo niewiele zabrakło do medalu mistrzostw świata. Po ostatnim starcie w Appeldorn niewiadomą jest Rafał Ratajczyk – czeka nas męska rozmowa. Najważniejsze, że mamy zapewnioną płynność finansowania – przygotowania olimpijskie nie są zagrożone. Po 100 dniach prezesury odczuwa pan jeszcze większy ciężar czy już wychodzi ze związkiem na prostą? Jestem zmęczony, bo prezesowanie muszę łączyć z pracą zawodową. Jestem związany z towarzystwem ubezpieczeniowym Uniqa. Dzięki uprzejmości zarządu dostałem zgodę na bycie prezesem, zaznaczam – społecznym. W firmie jestem dyrektorem departamentu szkoleń, mam spore obciążenia. W związku z tym prezesem PZKol jestem bardzo wcześnie rano albo bardzo późno po południu czy wieczorem. No i oczywiście w soboty i w niedziele. Od ponad trzech miesięcy pracuję na okrągło. Nie jest łatwo, ale jako były kolarz jestem twardy, więc może uda mi się to przetrzymać.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA