fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Prezydent zbliża się do PiS

Premier myśli jedynie w kategoriach krótkowzrocznych i antyrozwojowych typu ciąć mechanicznie deficyt. Na dłuższą metę to go podzieli z prezydentem – mówi prof. Jadwiga Staniszkis
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Jest szansa na chłodną kooperację między Bronisławem Komorowskim a opozycją – uważa socjolog, prof. Jadwiga Staniszkis
Widziała pani, jak po Radzie Gabinetowej Donald Tusk odnosił się do Bronisława Komorowskiego?
prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog: Nie oglądałam. A co się zdarzyło?
Niebywale komplementował prezydenta, który słuchał tego w lekkiej konsternacji. Coś się między nimi stało?
Sądzę, że tak. Możemy mówić już nie o dwóch obozach – PO, premier i prezydent, a z drugiej strony opozycja – ale o znacznie bardziej skomplikowanych podziałach. I o bardziej subtelnej grze.
Poda pani jakieś konkrety?
Jeśli się obserwuje kluczową dla tej kadencji Sejmu sprawę zmian w konstytucji – dostosowujących ją do polskiej obecności w Unii Europejskiej – to ten podział widać. PiS starał się zmniejszyć ograniczenia naszej suwerenności. Chodzi m.in. o podporządkowanie banku centralnego i problem ratyfikacji przez Sejm różnych decyzji. Zawarto w tej sprawie wstępny kompromis.
Jeśli pojawił się kompromis, to w czym problem?
Prezydent jest skłonny bronić tego kompromisu, a premier chce rezygnacji z uzgodnionego już zachowania elementów suwerenności. W sprawach rozwoju Polski wydaje mi się, że też są rozbieżności między Komorowskim a Tuskiem.
Dlaczego tak się pani wydaje?
Miałam ostatnio w ręku bardzo interesujące materiały przygotowane przez środowisko Wojskowej Akademii Technicznej i najbardziej nowoczesne firmy zbrojeniowe. Była tam interesująca wizja, jak należy dopasować państwo do strategii, która da szanse rozwoju i jednocześnie pozwoli utrzymać wyspy nowoczesności. Zarówno na uczelniach, jak i w przemyśle. Jest to wizja bliska temu, co głosi PiS.
Ale jak to się ma do napięć między premierem a prezydentem?
Komorowskiemu ze względu na niektórych ludzi w otoczeniu, ale także jego dawne związki z wojskiem ta wizja rozwojowa wydaje się znacznie bliższa niż Tuskowi. Bo premier myśli tylko w kategoriach krótkowzrocznych i antyrozwojowych, typu ciąć mechanicznie deficyt. Na dłuższą metę to ich podzieli.
Dlaczego Tusk miałby wybrać taką antyrozwojową strategię?
Jest człowiekiem, który ucieka od odpowiedzialności. Myśli, że wszystkich można zagadać, zagłaskać. Kreuje rzeczywistość przez słowa, przez sposób bycia. A Komorowski ze względu na swoją drogę zawodową lepiej rozumie problemy wojska i zbrojeniówki. I szanse, jakie się za tym kryją.
Pierwszy raz tak pani kreuje prezydenta Komorowskiego. Czy nie na wyrost?
Mam nadzieję, że nie. I mam nadzieję, że luka między Tuskiem a Komorowskim się pogłębi. Tym bardziej że Komorowski pozostanie.
A co z Tuskiem?
Nawet jeśli wygra te wybory, to po roku, dwóch odejdzie. Gdzieś do UE.
Sądzi pani, że prezydent ma tyle siły, by tę lukę pogłębiać?
Dlatego należy go wzmocnić. Jest szansa na merytoryczną, choć nie serdeczną, współpracę z opozycją. Ma przy sobie ludzi związanych z wojskowością. Do niedawna uważałam to za jego wadę, ale teraz, w tym kontekście, o którym mówimy, uważam za zaletę.
Wyobraża sobie pani prezesa PiS współpracującego z prezydentem? Przecież do niedawna Jarosław Kaczyński mówił wyłącznie „pan Komorowski". Słowo prezydent nie przechodziło mu przez usta.
Jeżeli Komorowski wystąpi zdecydowanie z tą wizją lokomotywy technologicznego rozwoju, to może być chłodna kooperacja między nim a PiS. Tak jak było w czasach zimnej wojny na świecie.
To znaczy jak było?
Był okres gorącej zimnej wojny i był okres zimnej kooperacji. I na coś takiego widzę teraz szansę. Między Komorowskim a PiS, który dostrzeże prorozwojową ewolucję prezydenta.
Pani zdaniem prezydent zbliża się do PiS. A PJN po zmianie przywództwa?
Bez Joanny Kluzik-Rostkowskiej, jeśli PJN wejdzie do Sejmu, szanse na koalicję z PiS gwałtownie rosną. Ona była główną przeszkodą.
Może pani nie jest obiektywna, bo politycznie nigdy jej pani nie lubiła?
Nie lubiłam, bo uważałam, że jest pretensjonalną gosposią domową, która się kreuje.
Była uważana za fachowca.
Nigdy nie uważałam jej za fachowca. I miałam rację. A Paweł Kowal ma osobowość przywódcy. Nie efekciarską, ale ma. Z ugruntowanym systemem wartości, który odpo- wiada modelowi konserwatywno-liberalnej partii. Takiej partii, przemawiającej do młodego i średniego pokolenia, brakuje. Prorodzinnej, a równocześnie liberalnej w gospo- darce. I Kowal może to w sposób wyrazisty wyartykułować.
To samo chyba próbowała robić Kluzik-Rostkowska?
Kluzik była za mało konserwatywna. I wbrew pozorom nie miała osobowości. PJN brakowało też emocji. Kowal powiedział mi, że podobało mu się moje określenie, że są tłustymi, zagłaskanymi kotami.
A teraz?
Mają w sobie więcej walki. Bo są źli. I tego typu emocje mogą ich podkręcić.
Dlaczego są źli?
PO cynicznie skaperowała Kluzik. Próbuje rozbijać ich klub, a jako koło byliby mniej widoczni.
Naprawdę widzi pani w Kowalu charyzmę?
Kowal budzi zaufanie. Widzę w nim kompetencje i poczucie odpowiedzialności. Jest europosłem. Miał możliwość błyskotliwej kariery w Unii. Pomogłoby mu w tym wsparcie rządu Tuska. On z tego rezygnuje i rzuca się, by nie zostawiać kolegów na lodzie. Jest człowiekiem lojalnym.
Oj, lubi pani Kowala.
Cenię go, a Kluzik-Rostkowska jest karierowiczką. Kowal zaś jest człowiekiem z wielką przyszłością.
—rozmawiała Małgorzata Subotić
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA