fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Rozczochrani. „Buntownicy. Polskie lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte"

materiały prasowe
Książka Anki Grupińskiej i Joanny Wawrzyniak to studium tej właśnie dynamiki zachodzącej między mainstreamem PRL-owskich instytucji a światem ludzi, którzy nie chcieli dać się czesać.
Zawsze potargany, w związku z tym mówiono, że wyglądam jak „skurwiony Chopin", a głównym prezentem wręczanym mi wszędzie był grzebień, wtedy bardzo rzadko przeze mnie używany.Nawet na festiwalu teatrów debiutujących „Start" w Bydgoszczy tak zwane off-jury przyznało mi – jako członkowi oficjalnego jury – „Nagrodę grzebienia z herbem naszej Bydgoszczy".
(fragment wywiadu z Grzegorzem Gaudenem, s. 138) Zobacz na Empik.rp.pl
Grzebień za PRL należał do podstawowych akcesoriów zadbanego mężczyzny (kobiety także, ale ponieważ kobiety nosiły grzebień w torebce, jego obecność była mniej ostentacyjna). Niezbędnością dalece przewyższał szczotkę do zębów, a nawet do butów, dystansując zdecydowanie nożyczki do paznokci, a być może nawet pędzel i maszynkę do golenia – taką na prawdziwe żyletki, które trzeba było wyciągnąć z papierka i żmudnie przykręcać, co nieuchronnie wiodło do samookaleczenia.
Źródło: kultura liberalna
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA