fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Samorząd muszą dopłacać do parków wodnych

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Władze lokalne powinny się pozbyć złudzeń, że mogą mieć u siebie wspaniały basen i nie dopłacać do niego
Choć park wodny kojarzy się z komercyjną działalnością, w Polsce są tylko nieliczne takie przedsięwzięcia prowadzone od początku do końca przez firmy prywatne. – To interes, w którym stopa zwrotu jest zbyt niska, by zainteresował się nim biznes. Dlatego w 99,9 proc. przypadkach zajmuje się tym samorząd – mów Robert Hadaś, prezes samorządowej spółki Aqua Zdrój w Wałbrzychu. – To odpowiedź na duże oczekiwania społeczne.
Ostatnie lata przyniosły prawdziwy wysyp aquaparków, parków wodnych czy w najgorszym przypadku – pływalni z atrakcjami. W sumie zrealizowanych bądź w trakcie przygotowań jest już 150 tego typu inwestycji. To mniej więcej jeden obiekt na dwa powiaty. I chyba nic w tym złego, bo jak prognozuje Deloitte, do 2015 r. wydatki Polaków na wypoczynek i rozrywkę wzrosną do 74 mld zł. Problem jednak w tym, że część władz lokalnych ma zbyt ambitne plany. Oczekują np., że całość kosztów inwestycji wraz z jej utrzymaniem poniesie partner prywatny. Ale ten zna realia rynków, skrupulatnie liczy zamożność okolicznej społeczności i popyt. I zwykle żąda, by samorządom dopłacał do inwestycji, i to niemało.
23 mln zł wyniosły przychody parku wodnego we Wrocławiu w 2010 r.
To właśnie z tych przyczyn kilka ogłoszonych w 2010 r. postępowań w formule partnerstwa publiczno-prywatnego zakończyło się klęską. – To był nierealny pomysł od początku. Biznes patrzy na rzeczywistość przez pryzmat zysku. Prywatny przedsiębiorca chciał od starostwa sporych kwot. A władza z nowego rozdania stwierdziła, że nas na to nie stać – mówi przedstawiciel powiatu lubińskiego proszący o zachowanie anonimowości. Z tego samego powodu, też po wyborczych zmianach, rozsypał się projekt w Słubicach. Radni Słupska rozważają wycofanie się z inwestycji, choć nie była to formuła PPP, o wartości 57 mln zł ze względu na wysokie koszty utrzymania parku wodnego. Ale władze miasta argumentują, że na inwestycję przyznano już finansowanie z UE, a koszt zerwania podpisanych już umów może wynieść nawet 8,5 mln zł.
Na szczęście wiele samorządów zdaje sobie sprawę, że na budowę i utrzymanie nowoczesnego basenu trzeba sporo wyłożyć z własnego budżetu. Katowice chcą budować aquapark w PPP. Ma to być przedsięwzięcie warte nawet 200 mln zł. – My chcemy mieć park wodny, a partner prywatny mógłby wybudować sobie np. hotel – wyjaśnia Michał Patalong, kierownik projektu z Zakładu Kąpielisk Miejskich w Katowicach. – Ale nawet przy takim założeniu miasto będzie częściowo finansować przedsięwzięcie na etapie budowy. Na etapie użytkowania samorząd wykupi pakiet usług edukacyjnych dla szkół – mówi Patalong.
Aquapark Wągrowiec działa od początku roku. – Zakładaliśmy, że nasz obiekt będzie odwiedzać ok. 200 tys. osób rocznie (średnio 600 dziennie), każda zostawi ok. 11 zł, co dałoby roczny przychód 2,5 mln zł – mówi Grzegorz Kamiński, zastępca burmistrza miasta Wągrowca. – Dotychczas odwiedziło nas 57 tys. osób, co oznacza, że wstępne przychody z działalności pokryły koszty jego funkcjonowania. Mamy jednak świadomość, że tego typu przedsięwzięcia nie są dochodowe, podobnie jak inne obiekty sportowe czy kulturalne – dodaje. Rocznie z tytułu wykupu nauki pływania dla uczniów Wągrowiec będzie płacić 350 tys. zł.
Świdnicki park wodny ma odwiedzać rocznie 240 tys. użytkowników i zostawiać tam po 19 zł. Przy takim założeniu przedsięwzięcie ma być samofinansujące się. – Jeśli przychody nie starczą na spłatę kredytu, miasto gotowe jest go spłacać – deklaruje Ryszard Wawryniewicz, prezes samorządowej spółki Świdnickie Inwestycje.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.cieslak@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA