fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rewolucje w krajach arabskich

Czy żona i córka libijskiego przywódcy uciekły do Tunezji

Libia
AFP
Safia i Aisza przekroczyły granicę kilka dni temu – taka informacja obiegła wczoraj światowe agencje. W tym czasie Waszyngton nałożył sankcje na prezydenta Syrii. A przywódca Jemenu pokazał, że nie odda władzy
Obie kobiety wyjechały 14 maja z libijską delegacją – pisze Reuters, powołując się na swoje źródła w tunezyjskich służbach bezpieczeństwa. Do kraju miały wrócić 16 maja, ale tego nie zrobiły. Jak pisze agencja, obie przebywają na wyspie Dżerba.
Dzień wcześniej pojawiły się informacje o ucieczce – również do Tunezji – libijskiego ministra ds. ropy Szokri Ghanema. „To będzie wielka strata dla Kaddafiego i jego reżimu" – pisała gazeta „Tripoli Post". Telewizja al Dżazira podała, że 68-letni minister zmierza w kierunku Tunisu.
Nikt w Trypolisie nie potwierdził wczoraj tych informacji, ale dla komentatorów był to znak, że reżim Muammara Kaddafiego coraz bardziej słabnie.

Sankcje dla Syryjczyka

Cios otrzymał wczoraj również prezydent Syrii, gdy Biały Dom – w odpowiedzi na krwawe tłumienie antyrządowych demonstracji, w których zginęło co najmniej 700 osób – nałożył sankcje na niego oraz jego bliskich współpracowników. To pierwsze sankcje, które dotkną osobiście Baszara al Assada.
Na ich podstawie w amerykańskich bankach zamrożone zostały jego aktywa, a także syryjskiego wiceprezydenta, premiera, szefa MSW i ministra obrony oraz dwóch innych członków reżimu. Amerykanie i amerykańskie firmy nie mogą też robić z tymi osobami żadnych interesów.
Wprowadzenie sankcji to sygnał zmiany polityki USA, które dotychczas dość ugodowo podchodziły do tego dyktatora. Dziś Barack Obama ma wygłosić długo oczekiwaną przemowę dotyczącą ostatnich zmian w świecie arabskim.

Bez ugody w Jemenie

Z kolei w Jemenie – po miesiącach antyprezydenckich demonstracji – wśród opozycjonistów pojawił się cień nadziei. Jak podały media, prezydent Ali Bdullah Saleh jeszcze wczoraj miał złożyć swój podpis pod ugodą z opozycją, w której w ciągu 30 dni miał się zrzec władzy i uzyskać gwarancje nietykalności.– Mamy nadzieję na pokój, ale jesteśmy ostrożni. Porozumienie miało być podpisane już kilka tygodni temu i nic z tego nie wyszło. Osobiście nie wierzę, że Saleh ustąpi dobrowolnie. Myślę, że wielu Jemeńczyków nie wierzy, iż to koniec – mówił nam anonimowo miejscowy politolog. Kilka godzin później okazało się, że Saleh się wycofał.
Demonstrującym propozycje i tak się nie podobały. Wczoraj wciąż domagali się, by prezydent ustąpił od razu. Słychać było groźby, że w przeciwnym razie ruszą na budynki rządowe.
Od stycznia, gdy wybuchły pierwsze protesty, w Jemenie zginęło co najmniej 170 osób. Nie ustały, choć Saleh zaczął składać obietnice, które opozycja natychmiast odrzucała – że zmieni konstytucję i wprowadzi parlamentarny system władzy, że ustąpi do końca 2011 roku. Jednocześnie tylko w jeden piątek jego snajperzy zabili ponad 50 osób, które po modłach w meczecie poszły na demonstracje. W ostatnich dniach zginęło kilkanaście osób.
– Protesty trwają kilka miesięcy i myślę, że ludzie chcą już wrócić do normalnego życia. Ich entuzjazm osłabł, wydają się sfrustrowani i oczekują zmiany w jedną lub drugą stronę, byle tylko nastąpiła jak najszybciej – mówi „Rz" Stephen Steinbeiser, szef Amerykańskiego Instytutu Studiów Jemeńskich w Sanie.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.zuchowicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA