fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Opłaca się leczyć od pięciu szwów

Propozycje ministerstwa zdrowia. Krótsze kolejki do specjalisty, bardziej efektywny system – zaczyna się reforma w przychodniach
Wiele się mówi o reformowaniu szpitali, a planowane zmiany, które dotkną przychodnie specjalistyczne, przechodzą właściwie bez echa. Są istotne?
Maciej Sokołowski, dyrektor zespołu przychodni specjalistycznych we Wrocławiu: To bardzo ważny krok do dużych zmian, choć na razie resort przygotował przepisy dotyczące procedur zabiegowych. Gdy wejdą w życie, będziemy mieli możliwości rozliczenia się z NFZ z wykonanych prostych zabiegów w zakresie dużo większym niż do tej pory.
Co to znaczy w praktyce?
W tej chwili, by prosty zabieg wykonany w przychodni był opłacalny, na ranę musimy założyć przynajmniej pięć szwów. Tymczasem są rany, na które szwów nie zakłada się w ogóle, np. te, które powstają przy cukrzycy. Ich leczenie też jest skomplikowane, a nie mieliśmy jak z nich rozliczyć się z funduszem.
I co się działo z tymi pacjentami?
Bardzo wielu z nich trafiało do szpitali. Leczenie w szpitalu jest znacznie droższe niż w przychodni. Traci więc cały system służby zdrowia.
Zmiany wydają się więc proste.
Tak, ale warunkiem, by zakończyły się powodzeniem, jest dofinansowanie leczenia w przychodniach specjalistycznych. Bez tego odniosą odwrotny skutek – przychodnie będą rozliczać droższe procedury. Jeśli pieniędzy będzie tyle co dotychczas, skończy się przyjmowaniem mniejszej liczby pacjentów i jeszcze dłuższymi kolejkami.
Liczą państwo na odebranie pieniędzy szpitalom?
Nie, raczej na rozwiązanie problemów, które narosły w specjalistyce. Naszym problemem są przecież nie tylko nierozliczone procedury zabiegowe. Podobnie jest w medycynie zachowawczej: rozliczamy się z NFZ z porad, ale nie mamy oddzielnych funduszy na badania.
I jaki to ma skutek?
Podam przykład. Duża część pracy dermatologa polega na zrobieniu wywiadu i obejrzeniu pacjenta. Endokrynolog nic nie wie bez specjalistycznych badań. Tymczasem za obie porady NFZ płaci tyle samo. Co więc robi endokrynolog? By sfinansować diagnostykę, wysyła pacjenta na jedno badanie. Ten wraca. Lekarz wysyła go na kolejne badanie. Wraca.
I tak do czasu, aż uzbiera się tyle, by porada zaczęła być opłacalna. Gdyby było to finansowane normalnie, mógłby skierować chorego od razu na komplet badań i już na drugiej wizycie postawić diagnozę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA