fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Branżę internetową bulwersują zmiany w prawie dotyczącym sieci

Z każdym rokiem przychody rosną. Firmy boją się jednak wzrostu kosztów.
Rzeczpospolita
Magdalena Lemańska
Przedsiębiorcy internetowi protestują przeciwko sposobowi, w jaki rząd chce regulować Internet w Polsce
Niedawna awantura w parlamencie o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji pod kątem tzw. dyrektywy audiowizualnej, to tylko początek tego, co nas czeka w dyskusji na linii firmy – rząd.
Państwo musi wprowadzać do polskiego prawa nakazywane przez pracującą nad tym nieustannie UE regulacje Internetu, ale według firm zabiera się do tego bardzo nieudolnie. W tym roku debatę na pewno wywołają jeszcze nieraz trzy kwestie.

Wideo na żądanie

Pierwszą będzie kolejna odsłona debaty nad wspomnianą nowelizacją ustawy medialnej, w której zbulwersował przedsiębiorców zwłaszcza sposób, w jaki zapisano obowiązek rejestracji serwisów z tzw. wideo na żądanie. – Za brak rejestracji ustawa nakłada na przedsiębiorców dotkliwe kary (do 10 proc. rocznego obrotu – red.) i uważamy, że może być skuteczną barierą w rozwoju tego, co nazywamy innowacyjną gospodarką – argumentował Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Przedstawiciele branży internetowej z Interactive Advertising Bureau Polska podkreślają, że utrudnianie działalności firmom w Internecie poprzez przewidywany przez ustawę obowiązek zamieszczania w witrynach określonej ilości produkcji europejskich, spowoduje, że zaczną się oni po prostu wynosić z firmami za granicę.
Po publicznej interwencji premiera stanęło na tym, że zmiany dotyczące sieci naniesione będą do ustawy, ale w osobnej nowelizacji.

Przeciw pedofilii

Dużo większy sprzeciw branży internetowej powoduje jednak inna zmiana pod kątem ustawodawstwa unijnego: mająca na celu zapobieganie szerzeniu się w sieci pedofilii. – Przestępcą jest osoba, która ściąga film z takimi treściami lub przechowuje go na komputerze. Dlatego odcinanie dostępu do takich stron jest przeciwdziałaniem przestępstwu – mówił Tomasz Darkowski z Ministerstwa Sprawiedliwości na debacie w tej sprawie zorganizowanej przez rzecznika praw obywatelskich. – Ma to działać tak, że po otrzymaniu sygnału od użytkownika operator blokuje stronę i zawiadamia organy ścigania i prokuraturę – wyjaśniał. Na Ministerstwo Sprawiedliwości, które w imieniu państwa ma wdrażać proponowane przez UE zabezpieczenia, spadają gromy. – W ciągu 28 godzin adres takiej strony może się zmienić 125 razy. My mówimy o rozwiązaniach dla kraju, a przecież wiele takich serwerów działa z zagranicy. Jeśli chcemy kogoś wzmocnić, wzmocnijmy organy ścigania tak, by były skuteczniejsze w działaniach międzynarodowych – argumentował Mirosław Maj z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, a Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska podkreślał, że wdrażając te rozwiązania mówi się ciągle o „działaniu niedozwolonym", a nie o „pornografii dziecięcej". – Wdrażamy technologię, która umożliwi kontrolowanie Internetu na bieżąco. Nie wierzę, że kiedy ten system już będzie działał, skończy się na pornografii dziecięcej. Zakres tego działania będzie rozszerzany. Przekraczamy teraz Rubikon i powinniśmy mieć tego świadomość – ostrzegał.

Gromadzenie danych

Podobna w charakterze debata towarzyszyła planom zmian w prawie regulującym zobowiązania firm wynikające z obowiązku retencji danych na potrzeby państwa. Branża wciąż obawia się nie tylko cenzury, ale i lawinowego wzrostu kosztów przedsiębiorców opierających swoją działalność na Internecie. Kosztowne może się okazać gromadzenie danych i udostępnianie ich na potrzeby organów ścigania na jeszcze większą skalę niż dzisiaj. Lobbuje więc, by w Polsce wprowadzone zostały przepisy na wzór Francji i Anglii, gdzie każda firma, która udostępni jakieś dane, np. policji, może się potem zwrócić do państwa o zwrot związanych z tym działaniem kosztów.
1,6 mld zł był wart rynek reklamy internetowej w Polsce w 2010 r. według IAB Polska i PwC
Bieżące debaty dotyczą teraz jednak raczej jeszcze innej kwestii – nowelizacji prawa telekomunikacyjnego, gdzie zdaniem prezesa IAB Polska sprawa zapisywania cookies jest regulowana w sposób „nieprzemyślany i niekorzystny dla branży oraz internautów". Trwają publiczne konsultacje, w których branża internetowa walczy o to, by ustawodawca zrezygnował z zapisów nakazujących internautom każdorazowo wyrażanie zgody na zarejestrowanie cookie na jego komputerze. Tego typu rozwiązanie mogłoby mocno skomplikować sposób korzystania z Internetu. A pierwsze rozwiązania w unijnym pakiecie telekomunikacyjnym, pod który teraz zmieniamy swoje prawo, zakładały, że cookies w ogóle będą zakazane. Tymczasem „ciasteczka" nie służą wyłącznie do śledzenia internautów, ale na przykład także do zbierania danych wykorzystywanych potem do monitoringu ruchu w sieci czy popularności witryn.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA