Publicystyka

Szwajcarska wojna owiec

Zwycięstwo wyborcze skrajnej prawicy może być końcem modelu demokracji opartego na kompromisie
Pogróżki, awantury, oskarżenia – uchodząca za symbol tolerancji Szwajcaria przeżywa najostrzejszą kampanię wyborczą w historii (wybory parlamentarne odbędą się w najbliższą niedzielę). Skrajna prawica skoncentrowana w partii ludowej (SVP) wciąż rośnie w siłę. Jej przywódca Christoph Blocher otwarcie nawołuje do walki z „czarnymi owcami” – imigrantami zagrażającymi tradycyjnym helweckim wartościom.
Z sukcesem. Według ostatnich sondaży SVP powinna wygrać wybory. Może się to okazać początkiem końca kompromisowego charakteru szwajcarskiej demokracji. Dotychczas Szwajcarzy szli do urn wyborczych bez większego entuzjazmu. Frekwencja rzadko przekraczała 50 procent. Główne partie – Chrześcijańscy Demokraci (CVP), Liberałowie (RDP), Socjaldemokraci (SDP) oraz SVP, nie rywalizowały ze sobą. Nie było między nimi zasadniczych różnic politycznych. Alpejska republika uchodziła za symbol tolerancji, otwartości oraz udanej polityki integracyjnej.
W wyniku obowiązującej od 1959 roku „złotej reguły” wyboru przedstawicieli do Rady Federacji partie, które uzyskały ponad 20 procent głosów, delegowały dwóch członków, a czwarta miała prawo do jednego miejsca w rządzie. Królował konsensus, reszta szła do referendum. Partia ludowa długo się zadowalała pojedynczym mandatem. Do chwili, gdy cztery lata temu wygrała wybory. Jej lider, obecny minister sprawiedliwości Christoph Blocher, natychmiast zażądał kolejnego mandatu. Wywołało to panikę w szeregach lewicy, która zarzuca mu ksenofobię oraz dążenie do izolacji kraju. Szybko powstały dwa bloki – czarny i czerwony. Ten ostatni odsunięcie „szwajcarskiego Haidera” od władzy uczynił swoim politycznym celem. Czerwoni już zapowiedzieli, że mimo grożącego zwycięstwa wyborczego SVP nie wpuszczą Blochera do rządu. W oczach jego zwolenników jednak tylko on gwarantuje przetrwanie tradycyjnych szwajcarskich wartości. Wartości, którym zagraża wciąż rosnąca liczba imigrantów. W konsekwencji tegoroczna walka wyborcza przeistoczyła się w „wojnę owiec”. Tych białych szwajcarskich z tymi czarnymi – obcymi. Na plakatach wyborczych SVP biała owca kopniakiem katapultuje czarną owcę poza granice flagi szwajcarskiej. W grze komputerowej „Kudłaty ratuje Szwajcarię” rodzimy kozioł pilnuje granicy kraju, wypychając rogami niepożądanych gości. Blocher uparcie walczy z budową minaretów, ONZ i Unią Europejską, żąda więcej policji oraz zaostrzenia prawa . Wywołuje to taką nienawiść lewicy, że wiec wyborczy SVP w centrum Berna zakończył się gwałtownymi rozruchami. Zwolennicy skrajnej lewicy połamali stoiska SVP, splądrowali sklepy, wiele osób zostało rannych. Lewicowa prasa zagraniczna rozszarpała Blochera na kawałki, nazywając Szwajcarię sercem ciemnej Europy. Niewiele to pomogło. Zastępy zwolenników ministra sprawiedliwości rosną z wyborów na wybory. Szwajcarzy są zmęczeni utopią tolerancji. W końcu imigranci stanowią dziś ponad 20 procent społeczeństwa. Już rok temu większość obywateli wypowiedziała się za zaostrzeniem prawa imigracyjnego. Próba usunięcia Blochera z rządu może się więc okazać dla lewicy strzałem do własnej bramki. Rządzić razem z nim nie mogą. Jeżeli mu jednak nie udzielą mandatu, wystąpi z rady, tworząc twardą opozycję. I niszcząc odwieczną zasadę szwajcarskiej demokracji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL