fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

To może kosztować TVP miliony

W ostatnich miesiącach znikało z publicznej telewizji wszystko, co miało jakiekolwiek konotacje prawicowe – mówi Romuald Orzeł
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Mimo trudnej sytuacji spółki przez ostatnie pół roku zatrudniono ponad 120 osób – mówi zawieszony prezes
"Rz": Złożył pan w piątek wniosek do sądu, m.in. o sprawdzenie, czy obecny prezes TVP ma uprawnienia pozwalające mu kierować telewizją publiczną. Dlaczego podważa pan legalność nominacji Juliusza Brauna?
Romuald Orzeł, zawieszony prezes TVP: Nie podważam jej legalności. Chciałbym się tylko dowiedzieć, czy pan Braun spełnia prawne wymogi zasiadania w radzie nadzorczej spółki Skarbu Państwa. Czy ma stosowne uprawnienia. To mój obywatelski obowiązek i działanie w interesie spółki. Bo jeśli się okaże, że Braun nie powinien w radzie zasiadać, wszystkie jego decyzje mogą się okazać nieważne. Dlatego postanowiłem zwrócić się do sądu z prośbą o zbadanie sprawy. Poza tym chciałbym poznać powody mego kolejnego zawieszenia, bo w decyzji byłej rady nadzorczej ich nie podano.
„Gazeta Wyborcza" napisała w piątek, że nawet 1 mln 200 tys. mogłyby kosztować podjęte przez pana w ciągu trzech dni decyzje, gdyby nie zablokował ich kolejny prezes.
Nic nie wiem o takiej kwocie. Pani Agnieszka Kublik, która jest autorką tego tekstu, nie pierwszy raz manipuluje faktami. Cel tej publikacji jest jeden, przykleić łatkę tak, żeby Orzeł kojarzył się z nadużyciami na ponad milion złotych. Padają tam nawet zapowiedzi o zawiadomieniu prokuratury. Szczerze mówiąc, chętnie złożyłbym wyjaśnienia, żeby pokazać, iż wszystkie moje decyzje były merytorycznie uzasadnione.
Polegały głównie na odsuwaniu od pracy osób kojarzonych z lewicą i Ordynacką. Zatrudnił pan też, co wytknęła „Gazeta", Macieja Maciejowskiego, radnego PiS z Warszawy.
Nie ma w tym nic dziwnego, że chciałem współpracować z ludźmi, którym ufam i których cenię, którzy mają przygotowanie zawodowe (Maciejowski to były pracownik TVP i KRRiT – red.), a odsunąłem, a nie zwolniłem ludzi, wobec których miałem poważne zastrzeżenia merytoryczne, o których dowiedziałem się m.in. od telewizyjnych związkowców. Obecny prezes robi to samo. Zwłaszcza że zupełnie nie rozumiałem decyzji personalnych podjętych pod moją nieobecność. Jakimi kwalifikacjami odznaczał się pan Marian Kubalica (ówczesny dyrektor biura zarządu, audytu i kadr TVP – red.) poza zaufaniem Ordynackiej? Albo pan Marcin Oziewicz (ówczesny zastępca dyrektora biura zarządu – red.) poza tym, że był wcześniej asystentem lidera SLD Grzegorza Napieralskiego? Albo pan Daniel Gorgosz (ówczesny dyrektor biura kadr – red.), też asystent polityka Sojuszu. Doceniając doświadczenie Jacka Snopkiewicza, nie rozumiem też, dlaczego awansowano go na naddyrektora programowego całej TVP. Środowiska artystyczne powinno z kolei zainteresować, że Bogusław Piwowar jako p.o. prezesa wskazał, aby w imieniu telewizji w Państwowym Instytucie Sztuki Filmowej zasiadał pan Andrzej Serdiukow, który w środowisku twórczym ma opinię bardzo negatywną. Takich decyzji było kilkadziesiąt. I kogoś dziwi, że odsuwałem tych ludzi?
Kilkadziesiąt?
Przez sześć miesięcy od mojego zawieszenia zatrudniono w spółce ponad 120 osób. I to w czasie prowadzenia procesu zwolnień grupowych. Nie wspomnę nawet o uchwale zarządu, którą sam podejmowałem, o zakazie zatrudniania na umowach z np. sześciomiesięcznym zakazem konkurencji. Tymczasem co najmniej w 12 przypadkach odnotowałem wprowadzenie do umów tzw. klauzul konkurencyjnych, skutkujących koniecznością wypłaty odszkodowania po okresie ustania pracy przez sześć miesięcy, liczne podwyżki dla osób na kierowniczych stanowiskach bez uzasadnienia merytorycznego, wprowadzanie wydłużonych okresów wypowiedzenia dla wybranej grupy osób. Wszystkie te decyzje, podejmowane w okresie wrzesień 2010 – marzec 2011, mogą skutkować zwiększeniem kosztów zatrudnienia co najmniej o kilkanaście milionów złotych rocznie! Nie mam nic przeciwko zatrudnianiu kompetentnych menedżerów czy gwiazd, którzy powinni być odpowiednio wynagradzani. Ale jeśli widzę, jakie umowy podpisuje się z ludźmi o zerowych kompetencjach, czasem nawet bez wyższego wykształcenia, to na coś takiego się nie zgadzam.
Nowy prezes cofnął pana decyzję o powrocie programu Jana Pospieszalskiego do Jedynki.
W ciągu ostatnich miesięcy po kolei znikało z publicznej telewizji wszystko, co miałoby jakiekolwiek konotacje prawicowe czy konserwatywne. Tym samym wielomilionowe audytorium zostało pozbawione oferty programowej. Nie wiem też, dlaczego dyskutujemy o tym, czy dla Pospieszalskiego jest miejsce w TVP. Dlaczego nikt nie dyskutuje o audycjach Przemysława Orcholskiego, Grzegorza Nawrockiego czy Jana Ordyńskiego (dziennikarze kojarzeni z lewicą – red.)? Moim zdaniem w TVP jest miejsce i dla Pospieszalskiego, i dla Tomasza Lisa, i dla Ordyńskiego, dla Jacka Żakowskiego i Rafała Ziemkiewicza, dla Elżbiety Jaworowicz i Anity Gargas.
Szef KRRiT Jan Dworak tuż przed powołaniem nowej rady nadzorczej TVP przyznał, że nie udało się odpolitycznienie mediów publicznych.
Odpolitycznienie nie udało się już w momencie, gdy Dworak trafił do KRRiT. Skoro KRRiT wybrana jest z klucza politycznego, to jak ma odpolitycznić cokolwiek? To mnie nieustannie dorabiano gębę pisowca i zarzucano upartyjnienie, tymczasem ja w przeciwieństwie do Dworaka czy obecnego prezesa Juliusza Brauna nigdy nie byłem czynnym politykiem.
Pana trzydniowy pobyt na Woronicza sprawił, że po trzech miesiącach decyzyjnego patu, gdy mówiło się nawet o rozwiązaniu KRRiT, PO i SLD porozumiały się co do wyboru nowych władz TVP.
To dość znamienne. Moim zdaniem panowie z lewicy musieli się mocno przestraszyć zapowiedzi dokonania szczegółowego audytu ich decyzji i tego, że mam wgląd we wszystkie dokumenty, skoro nagle w ciągu trzech dni dali się przekonać do kompromisu, na który przez trzy miesiące zgodzić się nie chcieli.
Tłumaczono, że „kilkuletni chaos w TVP osiągnął właśnie apogeum".
Chaos zapanował po moim ponownym zawieszeniu, gdy TVP pozostawiono w wyniku tych politycznych rozgrywek bez zarządu. A panowie Bogusław Piwowar (jako p.o. prezesa), który zresztą zasiada w obecnej nowej radzie nadzorczej TVP, i pan Daniel Gorgosz z mecenasem Jarosławem Chałasem buszowali bezprawnie po moim i nie tylko gabinecie oraz zajmowali się wyprowadzaniem moich współpracowników z biur. Interweniować musiała policja (powiadomiona przez pracowników TVP – red.). Wniosek, aby sprawdzić, na jakiej podstawie działały te osoby, stanął już na nowym zarządzie. Chciałbym, aby prezes Braun przyjrzał się tej sprawie. Ale rozumiem, że według Krajowej Rady chaosem było przywrócenie Pospieszalskiego.
Kto teraz rządzi TVP? Bo na Woronicza mówi się, że lewica i Ordynacka dały się ograć Platformie.
Nie mam wątpliwości, że po moim odejściu w sierpniu telewizją publiczną rządził pan Robert Kwiatkowski z udziałem Włodzimierza Czarzastego. Panowie, którzy formalnie sprawowali w telewizji władzę, jak Piwowar, Marian Kubalica i Gorgosz, należą do armii ich wiernych żołnierzy. Trzymając się terminologii wojskowej, oficerem politycznym w tym gronie jest Jacek Snopkiewicz, były rzecznik prezesa Kwiatkowskiego. A takich żołnierzy, którzy pracują w TVP na różnych, często bardzo istotnych stanowiskach jeszcze od czasów, kiedy Kwiatkowski był prezesem, jest naprawdę mnóstwo. Dlatego byłbym ostrożny z mówieniem, że Kwiatkowski dał się ograć.
Rada nadzorcza TVP właśnie rozpisała konkurs na nowy zarząd telewizji...
Do tego konkursu przystępować nie zamierzam.
—rozmawiała Kamila Baranowska
Romuald Orzeł – dziennikarz, prezes TVP od grudnia 2009 r., pierwszy raz zawieszony 27 sierpnia 2010 r. w wyniku porozumienia PO – SLD. Przywrócony do pracy 1 marca, ponownie zawieszony trzy dni później
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA