fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Włodzimierz Jan Zakrzewski w poznańskim Muzeum Narodowym

„Włodek na balkonie” (1993, wg rysunku Zakrzewskiegoseniora z 1949 r.)
Fotorzepa
Retrospektywa Włodzimierza Zakrzewskiego jest opowieścią o jego losach
 
Poznańskie Muzeum Narodowe jak żadne inne w Polsce jest przychylne sztuce współczesnej. Włodzimierz Jan Zakrzewski nie został jeszcze mianowany klasykiem, a już tu sumuje dokonania.
Gigantyczną przestrzeń podzieloną na cztery zróżnicowane w klimatach i tematach sale wypełniło ponad 70 obrazów.
Autor, lat 65, wygląda na flegmatyka, z rzadka bywa cholerykiem. Ma wewnętrzną siłę – nie ulega presjom. Ulepił własny styl ze sprzeczności: pożenił żywiołowe emocje z chłodem geometrii. Pracuje tradycyjną techniką, lecz nietradycyjnie myśli. Łączy realistyczne rysunki z abstrakcjami, „wypreparowywuje" ze zdjęć wybrane elementy, kopiuje własne dziecięce mazańce, dodaje obrazy ojca... Czasem przekłada na znaki przebieg dawnych wojen, niejako wyjmuje strategiczne zapisy z map sztabowych. Zobacz galerię obrazów
Pazur pokazał już na studiach. Akademickie martwe natury malował płasko, bez światłocienia, w ostrych, kontrastowych barwach. Potem wymienił sylwety przedmiotów na geometryczne figury, które... ożywił. Jego wczesne prace, komponowane już po dyplomie (na warszawskiej ASP, 1970 r.) są dynamiczne. Formy lewitują, przenikają się, wchodzą ze sobą w interakcje. Geometryczne kształty wyposażone w osobowość i poczucie humoru.
Na oko faworyt fortuny, miał życiorys z zakrętami. Nie pomogło artystyczne dziedzictwo po ojcu i matce. Stan wojenny sprawił, że kilkumiesięczny pobyt w Stanach przeobraził się w 20-letnią emigrację. Przystosował się do nowych warunków, zaadaptował. Kiedy szło nieźle, wrócił zaalarmowany stanem zdrowia rodziców. Już został. Pokonał kolejne progi i rozliczył się ze spadkiem po ojcu. Zakrzewski senior, popularny malarz warsawianista, dał się uwieść socrealizmowi. Miał na koncie ideowo słuszne płótna oraz kilka propagandowych plakatów. W tym najsłynniejszy, symboliczny – z robotnikiem u steru pod hasłem „Partia" (z 1955 roku). Plakat obśmiany, parodiowany. I oto syn po blisko półwieczu przywołuje socducha. Na obrazie „Partia" (2001 r.) rysuje sylwetę sternika-przywódcy cienkim białym konturem na czarnym tle. Obok – biała część pracy z czarną pogmatwaną linią, w której można odnaleźć fragmenty wspomnianego steru. Nad nim – czerwone kleksy. Nachlapane, przechlapane...
Trzeba nie lada odwagi, żeby nadstawić policzek za ojca. Trzeba dojrzałości, żeby bliską osobę ocenić z dwóch perspektyw. Na innych płótnach Zakrzewski pokazał rodzica ja-
ko kochającego, czułego tatę. Spójrzmy na kompozycję „Obraz ojca" (1991 r.). To szczególny kolaż, swoista rekonstrukcja wydarzenia. W górnym planie – autentyczny pejzaż seniora; w dole – zdjęcie przedstawiające Zakrzewskiego-ojca obserwującego pierwsze malarskie próby małego Włodka; nad fotą – koślawy rysunek malca. I jeszcze jeden ważny obraz: „Włodek na balkonie". Pokazany od tyłu trzylatek wspinający się na balustradę, by zerknąć na świat.
Sądzę, że to największy wyczyn malarza – publiczne wyciągnięcie ręki do starego.
Na koniec konstatacja natury socjologiczno-kulturowej. Na wernisaż warszawskiego artysty przyjechała do Poznania grupa przyjaciół z całej Polski. Nie byle jakich – artystów, galerystów i krytyków. Spontaniczny gest w odróżnieniu od kreowanych na siłę gali.
Wystawa czynna do 14 kwietnia
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA