fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Duce znów na łamach

AFP
Piotr Kowalczuk
Dziennik „Libero" po długiej akcji reklamowej rozpoczął w poniedziałek publikację pamiętników dyktatora Benito Mussoliniego.
Piotr Kowalczuk z Rzymu
Ukazują się codziennie jako dodatek w środku gazety. W sumie gazeta zaplanowała druk 30 odcinków. Czy są autentyczne? Zdania fachowców są podzielone.
Dotychczas nikt ich nie publikował. Co więcej, równocześnie inny prawicowy dziennik, wydawany przez brata premiera Paolo Berlusconiego „Il Giornale", przedrukował ostatni długi wywiad, jakiego Mussolini udzielił przed śmiercią. Gazeta publikuje również w odcinkach plotkarskie wspomnienia Quinto Navarry, kamerdynera Duce, które po raz pierwszy zostały wydane już w 1946 r. („Memorie del cameriere di Mussolini").
Naczelni „Libero" Maurizio Belpietro i Vittorio Feltri tłumaczą na łamach i w telewizyjnych reklamach, że Mussolini, mimo całego zła, jakie wyrządził, pozostaje bardzo ważną postacią historii Włoch. Do dziś budzi ogromną ciekawość czytelników i historyków. Dlatego zdecydowali się wyjść naprzeciw tym potrzebom i w bezpłatnym dodatku drukować jego pamiętniki, „nie przesądzając o ich autentyczności".
Trudna historia
Włoska lewica natychmiast podniosła alarm, że to konstytucyjnie zabroniona „apologia faszyzmu". Tuba lewicy, dziennik „La Repubblica", zamieściła komentarz, w którym czytamy m.in.: „Gdyby lewicowa gazeta zaproponowała swoim czytelnikom pamiętniki Stalina, czytelnicy dzwoniliby, pytając, czy jesteśmy zdrowi na umyśle i jak nam nie wstyd".
W odpowiedzi „Libero" zamieścił przemówienie Stalina  z 1943 r., w którym ten obiecywał „wyzwolenie" od faszyzmu oraz przywrócenie „demokracji" m.in. w Polsce, Czechosłowacji, państwach bałtyckich i na Węgrzech. Redakcja wyraziła nadzieję, że „może to pomóc przyjaciołom postępowcom w lepszym zrozumieniu własnej historii".
Obecne kłótnie o Stalina i Mussoliniego po raz kolejny dowodzą, że Włochom nie do  końca udało się rozliczyć z trudną historią ubiegłego wieku. Dlatego do dziś jest ona przedmiotem emocjonalnych politycznych swarów. Lewica zarzuca prawicy pochodzenie z nieprawego faszystowskiego łoża (premier Silvio Berlusconi niemal co dzień porównywany jest do Benito Mussoliniego albo Adolfa Hitlera), a prawica widzi w dzisiejszej lewicy pogrobowców Józefa Stalina.
Berlusconi mówił o tym we wtorek, a w czasie kampanii wyborczej kilka lat temu wymachiwał ociekającym łzami po Stalinie wydaniem komunistycznej „L'Unita" z 6 marca 1953 r.
Ulice Stalina
Obie strony sporu o historię relatywizują zbrodnie totalitaryzmów. Prawica przemilcza terror i przestępstwa faszyzmu. Lewica zamiata pod dywan komunistyczne zbrodnie i serwilizm własnych antenatów wobec Związku Sowieckiego, oskarżając przypominających o tym publicystów i historyków o „rewizjonizm".
Z kolei Berlusconi twierdzi, że Mussolini nikogo nie mordował, a swoich politycznych przeciwników wysyłał na wczasy. Być może dlatego w niedawnym plebiscycie na super-Włocha tylko Leonardo Da Vinci wyprzedził Duce, a co roku w grudniu w kiosku można sobie kupić kalendarz ze zdjęciami Benito Mussoliniego.
Problem w tym, że konstytucja włoska zabrania apologii faszyzmu czy prób odbudowania partii faszystowskiej. Jednocześnie liczne próby zdelegalizowania apologii komunizmu (ostatnia w 2007 r. posła chadeckiej Unii Centrum) kończą się niepowodzeniem. Lewica broni komunizmu, wskazując, że to głównie komuniści we Włoszech czynnie walczyli z faszyzmem.
Przy okazji powstał fałszywy mit o komunistycznych korzeniach włoskiej powojennej demokracji. Tymczasem komunistom marzyła się rewolucja (zaraz po wojnie wymordowali kilkanaście tysięcy „wrogów klasowych") i uczynienie z Włoch sowieckiego satelity.
Przekazywali informacje KGB i pobierali pieniądze z Moskwy jeszcze za  Gorbaczowa. Niemniej jednak wyjęcie spod prawa apologii komunizmu włoska lewica uważa za „zamach na demokrację".
O tym, że komunizm jest wiecznie żywy, można się przekonać choćby z nazw włoskich ulic i pomników. W Raffadali na Sycylii do dziś uchowała się via Stalin, podobnie jak poświęcony mu obelisk w Livorno. Lenin ma pomnik na Capri i kilkanaście ulic w całych Włoszech. Swoje ulice i place posiadają: Che Guevara (dziesięć), Ho Chi Minh i Mao.
Przywódca włoskiej kompartii stalinista Togliatti ma ich kilkadziesiąt, podobnie jak jego poprzednik Gramsci, patron słynnego instytutu i fundacji zajmujących się współczesną historią i polityką z jasno określonych pozycji ideologicznych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA