fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Ostatnia szansa kolarstwa

Imponujący tor w Pruszkowie doprowadził związek na skraj bankructwa
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
W sobotę odbędzie zjazd Polskiego Związku Kolarskiego, który ma wybrać nowego prezesa. Od jego rozstrzygnięć zależy przyszłość toru w Pruszkowie i całego związku, pogrążonego w finansowym kryzysie.
Jeszcze do niedawna nie było nawet wiadomo, czy zgromadzenie odbędzie się w siedzibie związku na torze kolarskim BGŻ Arena w Pruszkowie. Przez trzy tygodnie lutego na obiekcie nie było prądu i ogrzewania. Na drzwiach wejściowych wisiała kartka z komunikatem „obiekt nieczynny do odwołania". Zadłużonego na ok. 10 mln złotych związku nie było stać na regulowanie bieżących opłat za media. Pracownicy PZKol. opuścili biura, wyjechali trenujący na torze kolarze. Na szczęście w ubiegły piątek w efekcie mediacji Ministerstwa Sportu i Turystyki z wierzycielami związku włączono prąd i ogrzewanie.
Szef szkolenia PZKol. Paweł Meszka zapewnia, że chłód na obiekcie, wybudowanym kosztem 91 mln złotych, nie uszkodził drewnianej nawierzchni toru z sosny syberyjskiej, wymagającej odpowiedniej temperatury i wilgotności otoczenia.
Związek wciąż jest na skraju bankructwa. Dodatkowe prace dostosowujące tor do wymogów UCI przed mistrzostwami świata w 2009 roku wygenerowały dług sięgający dziś 10 milionów złotych. Próba ustabilizowania sytuacji, podjęta przed poprzednim zjazdem w grudniu, nie powiodła się, chociaż wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. Prezes PZKol. Ryszard Szurkowski, sprawujący tę funkcję od 31 marca ub. roku po rezygnacji Wojciecha Walkiewicza, wymuszonej finansową katastrofą, Dariusz Miłek, jeden z najbogatszych Polaków, właściciel firmy CCC, sponsorujący już m.in. zawodową męską grupę szosową i drużynę kolarstwa górskiego z mistrzynią świata Mają Włoszczowską, oraz podsekretarz stanu Tomasz Półgrabski z ramienia Ministerstwa Sportu i Turystyki uzgodnili program naprawczy. Resort miał zwiększyć dotację dla związku na szkolenie z 6 do 11 mln złotych w 2011 roku złotych, a Miłek, który miał zostać nowym prezesem, jako nowy sponsor związku (PZKol. wypowiedział w międzyczasie umowę sponsorską bankowi BGŻ) miał dokładać co roku kwoty w wysokości 20 procent środków przekazywanych przez ministerstwo. Pozwoliłoby to m.in. spłacić w pięciu rocznych ratach zadłużenie PZKol wobec firmy Mostostal Puławy wynoszące 5,3 mln złotych. Biznesmen z Polkowic podpisał ze związkiem stosowną umowę i jeszcze przed grudniowym zjazdem wpłacił na jego konto milion złotych, z czego 740 tysięcy trafiło do wykonawcy toru, jako pierwsza rata spłaty długu.
Jednak tuż przed zjazdem Mostostal wycofał się z wcześniejszych uzgodnień i zażądał spłaty długu w trzech ratach, co storpedowało cały plan. Nagła zmiana stanowiska głównego wierzyciela nie spodobała się Miłkowi, który na zjeździe zrezygnował z objęcia funkcji prezesa (był jedynem kandydatem), chociaż nie odżegnał się od pomocy związkowi. Postawił warunek, że muszą być poukładane sprawy organizacyjne związku i wypracowane konstruktywnej ugody z wierzycielami. „Nie chcę wypijać piwa, które tu wcześniej nawarzono" - mówił.
Przed sobotnim zjazdem sytuacja zmieniła się o tyle, że kolejne negocjacje PZKol z Mostostalem (obydwie strony toczą także sądowy spór w kwestii uznania roszczeń, rozprawę z 11 stycznia odroczono na 15 marca) doprowadziły to tego, że wierzyciel znów przystał na pięcioletni okres spłaty długu, ale dołożył milion złotych odsetek. Ministerstwo zatwierdziło 15 lutego dla PZKol kwotę 5,5 mln złotych na przygotowania kadry narodowej do igrzysk olimpijskich i imprez międzynarodowych. O połowę mniejszą od obiecywanej w grudniu, co oznacza że kwoty deklarowane przez sponsora będą odpowiednio niższe.
No i zgłosiło się aż pięciu kandydatów na prezesa, dobrze znanych w środowisku. Andrzej Kita, Marek Kosicki i Jarosław Potocki - to aktualni członkowie zarządu, zasiadający w nim także za czasów „błędów i wypaczeń" prezesury Walkiewicza (Potocki był wówczas sekretarzem generalnym). Piotr Kosmala i Wacław Skarul byli w przeszłości trenerami kadry narodowej szosowców. Ten drugi to faworyt Dariusza Miłka - był przez niego zachęcany do objęcia funkcji już na grudniowym zjeździe. Kosmala w czwartek, dwa dni przed wyborami, wycofał swoją kandydaturę. „Mam takie samo spojrzenie na uzdrawianie naszego kolarstwa jak Wacław Skarul. Jego będę popierał" - powiedział „Rz". Zamiar rezygnacji deklarował także Kita.
Od wyborczych decyzji delegatów zależy powodzenie programu naprawczego.
— Polskie związki sportowe oczekują respektowania ich autonomii, zapominając jednak, iż drugą jej stroną jest odpowiedzialność - mówi „Rz" minister sportu i turystyki Adam Giersz. Za kryzys w PZKol winni są członkowie zarządu, którzy podejmowali nieodpowiedzialne decyzje prowadzące do zadłużenia. Czy można im ponownie zaufać i powierzyć publiczne pieniądze, nawet jeżeli zostaną ponownie wybrani? Będę w sobotę na zjeździe w Pruszkowie i posłucham, co kandydaci mają do zaoferowania w sprawie naprawy polskiego kolarstwa. Związek potrzebuje ludzi kompetentnych, którzy znają się na zarządzaniu i przedstawią realny plan wyjścia z kryzysu.
 
 
Adam Giersz, minister sportu i turystyki
Na zjeździe powinny zostać podjęte długoterminowe decyzje związane z planem naprawczym, rozwiązaniem problemu zadłużenia, koncepcją funkcjonowania toru w Pruszkowie. Mamy nowoczesny obiekt, który powinien funkcjonować tak jak jemu podobne w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, gdzie na kolarskich torach zbudowano potęgę w sportach olimpijskich. Problem tkwi we właściwym zarządzaniu. To nie ministerstwo powinno mieć pomysł, jak wykorzystać ten obiekt, tylko Polski Związek Kolarski, który jest jego właścicielem.
Ministerstwo nie może spłacać długów związków sportowych. Wynika to z ustawy o finansach publicznych. Finansujemy tylko zadania statutowe, czyli szkolenie, Możemy w nim uwzględnić koszty utrzymania toru kolarskiego. Istnieje możliwość zwiększenia dofinansowania PZKol jeszcze w 2011 roku ponad przyznaną już kwotę 5,5 miliona złotych pod warunkiem realizacji planu naprawczego, który polega na tym, że zadłużenie musi być pokrywane z własnych przychodów związku, przede wszystkim z pieniędzy sponsorskich. Ale nie powierzymy dodatkowych środków w ciemno. Będziemy przekazywali te pieniądze pod szczególnym nadzorem i zwiększymy je dopiero mając pewność, że są właściwie wykorzystane. Jeśli okaże się, że PZKol. nadal nie potrafi efektywnie zarządzać torem, nie wykluczam podjęcia procedury przejęcia obiektu przez Centralny Ośrodek Sportu, ale tak czy inaczej wymaga to oddłużenia związku.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA