fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Koniec świata włoskich macho

ROL
Piotr Kowalczuk
Włoski Państwowy Instytut Statystyczny zbadał podział obowiązków domowych. Coraz więcej włoskich mężczyzn gotuje, sprząta i zajmuje się dziećmi
Państwowy Instytut Statystyczny zbadał podział obowiązków domowych w rodzinach z dziećmi, w których oboje rodzice pracują, porównując następnie rezultaty z wynikami identycznych badań przeprowadzonych 20 lat temu. Okazało się, że obecnie aż 43 proc. mężów zajmuje się gotowaniem – postęp w stosunku do 1989 r. aż o 15 proc. Co czwarty żonaty Włoch nakrywa do stołu, zbiera naczynia i zmywa, a 20 lat temu czyniło to 18 proc.
Imponująco wzrósł odsetek mężów pomagających w sprzątaniu: z 15 do ponad 30 proc. Podobnie z zakupami.
Statystyki psują niestety pranie i prasowanie: zanotowano tu nieznaczny wzrost z 0,6 do 1,1 proc. Wynika to również z deklarowanych przez Włochów preferencji odnośnie do prac domowych. Najbardziej lubią gotować, odkurzać i chodzić na zakupy, natomiast prania i prasowania, szczególnie koszul, po prostu nie znoszą. Ogólnie rzecz biorąc, obecnie 30 proc. mężów pomaga żonom regularnie w zajęciach domowych, o 10 proc. więcej niż 20 lat temu.
Organizacje feministyczne i walczące o równouprawnienie płci odtrąbiły umiarkowany sukces. Utyskują, że „postęp" dotyczy głównie mężczyzn na północy Włoch. Na konserwatywnym południu, w bastionie kultury macho, nadal niewiele się zmienia. Tam zaledwie 30 proc. kobiet zajmuje się pracą zawodową (na północy blisko 60 proc.), co wynika nie tyle z większego niż na północy bezrobocia, ile z tradycji, zgodnie z którą miejsce kobiety jest przy dzieciach, w kuchni i w kościele.
Mimo zmian dysproporcje w podziale obowiązków domowych są nadal spore. Pracująca zawodowo statystyczna Włoszka codziennie poświęca domowi niemal 2,5 godziny, a jej mąż zaledwie 50 minut. Ponad połowa Włochów (56 proc.) nadal sądzi, że prace domowe to domena kobiety, choć opinie znacząco się różnią zależnie od wykształcenia. Aż 85 proc. panów z dyplomem uniwersyteckim gotowych jest zająć się gotowaniem. Wśród posiadających maturę ten odsetek wynosi 50 proc., by spaść do zaledwie 8 proc. wśród absolwentów szkół podstawowych i zawodowych.
Drugą stroną medalu jest to, że zaledwie połowa Włoszek ma odwagę poprosić mężów o pomoc w pracach domowych. Reszta uważa, że to ich obowiązek. Na pytanie, czy odważyłyby się poprosić męża o wyniesienie śmieci, gdy ten ogląda mecz w telewizji, pozytywnie odpowiedziało zaledwie 0,02 proc. pań.
Aktywistki ruchów kobiecych walczą o poprawę sytuacji. Radna w Rawennie odpowiedzialna za równouprawnienie zorganizowała kampanię w tej sprawie połączoną z serią wykładów dla panów. 14 marca odbędzie się sesja pt. „Jak przeżyć piekło supermarketu", tydzień później „Przyszyj mi guzik", a potem kurs prania i prasowania.
Jest symptomatyczne, że dziesięć lat temu pojawiła się we Włoszech nowa męska kategoria zawodowa: „gospoś" (casalingo). Od tego czasu panowie zajmujący się wyłącznie domem i dziećmi w małżeństwach, w których żona pracuje, mogą się ubezpieczyć od wypadków w pracy (czyli w domu) i w rubryce zawód wpisać „gospoś". Przedtem takie ubezpieczenie dostępne było wyłącznie dla pań. W tej chwili, jak podaje Państwowy Instytut Ubezpieczeń przed Wypadkami w Pracy, takie ubezpieczenie posiada 23 tysiące „gosposiów".
Co więcej, włoscy „gosposie" postanowili się zorganizować. Założyli Stowarzyszenie Męskich Pomocy Domowych (ASUC), które dziś liczy 5600 członków. Są już po pierwszym kongresie, który odbył się pod dwoma hasłami: „Włoscy gosposie, łączcie się" i „Fartuch jest rodzaju męskiego". Wybrano władze i ruszyła strona internetowa, z której można się m.in. dowiedzieć, jaki śliniaczek najlepiej sprawić dziecku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA