fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Co tkwi w styropianie

Rzeczpospolita
Między producentami materiałów izolacyjnych toczy się wojna. O styropian. Stawką jest wiarygodność wobec klientów oszukiwanych rocznie na setki milionów złotych
Wyobraźmy sobie branżę, w której większość wytwórców sprzedaje towar o gorszych parametrach, niż deklaruje na opakowaniu. Sprawa wychodzi na jaw w trakcie kontroli zleconej przez organizację, do której należy większość producentów. Firmy te porzucają dotychczasowe stowarzyszenie, zakładają własne i same wystawiają sobie gwarancje jakości, sankcjonując nieuczciwe praktyki. Tak wygląda świat styropianu według Andrzeja Matli, prezesa organizacji numer jeden – Stowarzyszenia Producentów Styropianu z siedzibą w Oświęcimiu.
[srodtytul]Kontrola nr 1, czyli nadzór umywa ręce [/srodtytul]
Kamil Klajna, prezes Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu z siedzibą w Warszawie (organizacja numer dwa), widzi sprawy inaczej. Stowarzyszenie numer jeden szuka dziury w całym, a poza tym i ono, i jego prezes wylądowali na śmietniku historii. Dziś rynek styropianu to „nowy styl i nowe metody działania”.
Kilka lat temu część wytwórców styropianu zaczęła narzekać, że w branży obowiązują nierówne zasady. Nieuczciwa konkurencja miała oszczędzać nawet 15 zł na każdym metrze sześciennym styropianu, podając na opakowaniu parametry, których nie spełniano. Narzekali też dostawcy surowca. Wtedy Stowarzyszenie Producentów Styropianu, kierowane przez Andrzeja Matlę i skupiające wówczas większość działających w Polsce firm z branży, postanowiło zbadać styropiany dostępne na rynku. Kontrola jakości potwierdziła, że większość firm nie spełnia deklarowanych norm. Organizacja powiadomiła o wynikach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który odpisał, że sprawą powinien się zająć Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. I na tym się skończyło. – Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem GUNB mógł kontrolować tylko dokumenty producentów, czyli tzw. dziennik zakładowej kontroli produkcji – mówi „Rz” Andrzej Matla. – Nie był uprawniony do sprawdzania wyrobów, jeśli dokumenty były w porządku.
GUNB sprawdził więc dzienniki i uznał, że wszystko jest w porządku. Wrzeć zaczęło natomiast w samym stowarzyszeniu. W 2006 r. Matlę odwołano z funkcji prezesa. Nowy zarząd chciał zrezygnować z dotychczasowych kontroli jakości. Wznowiono je jednak pod naciskiem dostawców surowca. Wyniki były podobne jak poprzednio, ale już nikt nie powiadomił nadzoru.
[srodtytul]Kontrola nr 2, czyli rozwód stowarzyszeń[/srodtytul]
Jedność branży styropianowej ostatecznie pękła dwa lata temu, kiedy część producentów odeszła z dotychczasowej organizacji i założyła nową – Polskie Stowarzyszenie Producentów Styropianu. Dziś wspierają je 23 firmy kontrolujące – według danych PSPS – blisko 70 proc. rynku. By nie pozostawać w tyle, organizacja numer dwa wymyśliła własny program kontroli jakości – Program Gwarancji Jakości Styropianu. Od listopada 2010 r. przystąpiło do niego 27 firm. Zdaniem Andrzeja Matli nowe stowarzyszenie skupia głównie producentów, którzy uzyskali negatywne wyniki w kontrolach prowadzonych przez stowarzyszenie numer jeden. Jego założyciele są jednak odmiennego zdania.
– Odeszliśmy z organizacji prowadzonej przez pana Matlę, bo utraciliśmy do niego zaufanie – mówi „Rz” Jerzy Rutka, były prezes PSPS. – Kiedy w 2006 r. jeden z producentów uzyskał rekomendację techniczną na produkcję styropianów o zaniżonych parametrach, całe środowisko oprotestowało tę praktykę. Tymczasem prezes naszego stowarzyszenia nie zrobił w tej sprawie nic.
Czym nowy program różni się od dotychczasowego? – Jest powszechny, pozwala skontrolować cały rynek, a nie tylko wybrane firmy. Transparentny – do nadzoru wynajęto najlepsze kancelarie prawne i notarialne. I przyjazny dla klienta – bo oparty na pomiarze tzw. parametru gęstości – mówi „Rz” Jerzy Rutka.
Wątpliwości co do tej ostatniej kwestii mają natomiast eksperci. Zdaniem Jerzego Pogorzelskiego, profesora fizyki cieplnej i wieloletniego pracownika Instytutu Techniki Budowlanej, gęstość, a w konsekwencji masa paczki o standardowej objętości może dawać tylko orientacyjną informację. – Przyjmując jako kryterium oceny jakości wyrobu jego gęstość pozorną, można odrzucić wyrób o niskiej gęstości, ale o dobrych właściwościach wynikających z zastosowania surowca dobrej jakości czy też nowoczesnej linii produkcyjnej – podkreśla Pogorzelski.
[srodtytul]Wojna na słowa[/srodtytul]
W ostatnich miesiącach walka między stowarzyszeniami weszła w fazę wymiany komunikatów. PSPS, czyli organizacja numer dwa, wydało oświadczenie „SPS – stowarzyszenie jednego producenta”, w którym dowodzi, że organizacja numer jeden nie ma prawa wypowiadać się w imieniu branży, bo stoi za nim tylko jedna firma – Termoorganika. – Podjęliśmy już odpowiednie kroki prawne, żądając sprostowania i zamieszczenia przeprosin – mówi Andrzej Matla. – Stowarzyszenie wspierane jest przez jeden podmiot gospodarczy, ale należy pamiętać, że stowarzyszenia są organizacjami skupiającymi osoby prywatne, nasze zaś ma ponad 15 członków. A na temat jakości produktów mogą się wypowiadać wszyscy zainteresowani, w tym przede wszystkim klienci i nadzór.
Na rewanż nie trzeba było długo czekać. Kiedy stowarzyszenie numer dwa pochwaliło się na swojej stronie internetowej, że gęstość – jako podstawowy parametr kontroli – sankcjonuje inżynier Anna Kuliś, kierownik Laboratorium Wyrobów Budowlanych Oddziału Badań i Certyfikacji w Gdańsku, stowarzyszenie numer jeden nie omieszkało wykazać, że branżowy autorytet sprostował – też w Internecie – swoją wypowiedź. Gdy obie organizacje walczyły w najlepsze, w życie weszły nowe przepisy. Zgodnie z nimi nadzór budowlany będzie mógł wreszcie sprawdzać, czy styropian, który trafia do sklepu, zawiera rzeczywiście tyle surowca, ile producent zadeklarował na opakowaniu, nawet jeśli nie znajdzie zastrzeżeń wobec dokumentów dotyczących wyrobu. Na nowych przepisach może zyskać zdezorientowany utarczkami wytwórców klient.
Rachunek jest bowiem prosty: skoro kilogram surowca do produkcji styropianu kosztuje 5 zł, to nieuczciwy producent może zarobić na metrze sześciennym (tzw. kubiku) styropianu, ważącym od 10 do 30 kg (zależnie od rodzaju i zastosowania), nawet 15 zł. Firma średniej wielkości produkująca styropian wprowadza na rynek 400 – 500 tys. metrów sześciennych rocznie, więc na niedosypywaniu surowca zyskuje w tym czasie 7,5 mln zł. Mnożąc 15 zł przez 10 – 15 mln metrów sześciennych, czyli tyle, ile wytwarza rocznie cała branża, dostajemy kwotę 225 mln zł. Tyle powinno zostać w naszych kieszeniach.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=b.chomatowska@rp.pl]b.chomatowska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA