fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jolanta Fedak. Sylwetka Jolanty Fedak, minister pracy

Potrafi zdecydowanie zareagować, gdy się jej nadepnie na odcisk – mówią o minister pracy i polityki społecznej Jolancie Fedak jej koledzy z rządu
Fotorzepa, Szymon Laszewski Szymon Laszewski
Eliza Olczyk
Jolanta Fedak. To jej pomysłem jest głośna ustawa o żłobkach. Ale też ograniczenie składek do OFE
Sejm przegłosował w piątek ustawę, która ma ułatwić zakładanie żłobków i wyciągnąć z szarej strefy nianie zatrudniane przez rodziców. Ale to nie żłobki przyniosły PSL-owskiej minister największą sławę, lecz pomysł ograniczenia składek do OFE, o co do dzisiaj toczy się prawdziwa wojna między ministrem Jackiem Rostowskim a Leszkiem Balcerowiczem. I co jest też jednym z powodów spadających notowań PO.
[srodtytul]Pomysły dorzeczne i niedorzeczne [/srodtytul]
Początek roku 2009. Na świecie szaleje kryzys gospodarczy. Polska – jak utrzymuje rząd – jest jednak zieloną wyspą, jedynym krajem europejskim notującym wzrost gospodarczy. O problemach z deficytem budżetowym i kasie państwa, która świeci pustkami, nie ma na razie mowy.
I nagle, w tej sielskiej atmosferze, pojawia się wypowiedź minister pracy i polityki społecznej Jolanty Fedak na temat możliwych zmian w systemie emerytalnym. Na początek sprawa wygląda niewinnie – chodzi o obniżenie prowizji OFE i zmianę sposobu inwestowania składki.
[wyimek]W 2009 r. o Fedak zrobiło się głośno, gdy przed posiedzeniem rządu rzuciła do Sawickiego: „sp...”[/wyimek]
Burza rozpętuje się jesienią, gdy okazuje się, że Fedak wspólnie z ministrem finansów planują obniżenie wpłat do OFE. Media rozpisywały się o konflikcie między tą dwójką a szefem doradców premiera Michałem Bonim, który na reformę ma inne pomysły.
W listopadzie 2009 r. premier Donald Tusk osobiście zapewniał, że z rządu nie wyjdzie żaden projekt, "który by w najmniejszym stopniu zagrażał wysokości przyszłych emerytur". Ale prace w resorcie Fedak toczą się pełną parą. W marcu 2010 r. ministerstwo ma już gotową propozycję zmian – obniżenie składki i przelewanie reszty pieniędzy na konta w ZUS.
Później Fedak podkreśla jeszcze, że gdyby dług publiczny przekroczył55 proc. PKB, natychmiast należałoby zaprzestać przelewania jakichkolwiek pieniędzy do OFE.
Jeden z działaczy PSL tak tłumaczy zaangażowanie pani minister w ratowanie budżetu: – Jest niezwykle kreatywna i czasem wymyśli coś, co początkowo wydaje się niedorzeczne.
Dopiero po bliższych analizach okazuje się, że to całkiem niezły pomysł, wart rozważenia. Jednym z takich pomysłów była propozycja przywilejów emerytalnych dla nauczycieli, które miały złagodzić likwidację wcześniejszych emerytur. Fedak przedstawiła je w Sejmie bez wcześniejszych uzgodnień z rządem. Nawet Tusk miał być tym mocno zaskoczony.
[srodtytul]Więcej wiedzy [/srodtytul]
Anna Bańkowska z SLD, wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Polityki Społecznej, uważa, że w sprawie OFE minister Fedak okazała się wybitnie skuteczna. – W końcu minister Boni, który w tej sprawie był jej przeciwnikiem, dziś musi reklamować zaproponowane przez nią rozwiązania – konstatuje.
Posłanka SLD ma jednak za złe Fedak, że nie traktuje komisji dostatecznie poważnie. – Częściej widywałam ją na posiedzeniach naszego klubu, gdy np. przekonywała nas do zmian w OFE, niż na posiedzeniach komisji, choć wielokrotnie ją zapraszaliśmy – wytyka. – Ale jedno jej trzeba oddać: gdy trzy lata temu obejmowała urząd, wiele zagadnień znała bardzo powierzchownie. Dziś jest to zupełnie inna osoba. I pod względem wiedzy, którą zgłębiła, i ogłady argumentowania.
Minister Fedak dała się też poznać jako osoba nieprzebierająca w słowach. W maju 2009 r. wszystkie media obiegła informacja o tym, jak przed posiedzeniem rządu minister rzuciła w kierunku swojego partyjnego kolegi, ministra rolnictwa, jadowite "sp...". Markowi Sawickiemu oberwało się za stwierdzenie, by nie przeciągała posiedzenia rządu, bo i tak nie osiągnie tego, na czym jej zależy.
– Fedak potrafi zdecydowanie zareagować, gdy się jej nadepnie na odcisk – komentuje jej kolega z rządu.
[srodtytul]Zaskoczenie [/srodtytul]
Kiedy jesienią 2007 r. tworzył się rząd Donalda Tuska, niemal dla wszystkich nazwisko nowej minister pracy było zaskoczeniem. Tym bardziej że jako potencjalnego kandydata na to stanowisko najczęściej wymieniało się Michała Boniego.
– Do ostatniego momentu nie było wiadomo, że ten resort przypadnie PSL, a nie Platformie – wspomina jeden z polityków, który brał udział w rozmowach koalicyjnych.
Ludowcy nie byli zachwyceni propozycją, ale ponieważ bezrobocie spadało, a na horyzoncie nie było jeszcze żadnych zwiastunów nadchodzącego kryzysu, zarządzenie resortem pracy wyglądało dosyć niewinnie. Zgodzili się.
– Zdecydowaliśmy, że pokieruje nim Fedak, bo miała już doświadczenie w pracy w administracji wojewódzkiej – wspomina Eugeniusz Grzeszczak. – Była tam dobrze oceniana i wiedzieliśmy, że sobie poradzi.
Media, powołując się na kuluarowe informacje z Kancelarii Premiera, inaczej oceniały pracę Fedak. Za każdym razem, gdy tylko pojawiały się pogłoski o możliwej rekonstrukcji rządu, była kandydatem do usunięcia.
– Przed dymisją chroniło ją to, że była ministrem "koalicyjnym". Jej wyrzucenie skutkowałoby więc ustawianiem na nowo całej układanki rządowej – zwraca uwagę polityk PSL.
Współpracownik Donalda Tuska zapewnia, że premier nigdy nie chciał wyrzucać minister. Ale opozycja ma wiele zastrzeżeń do jej pracy.
Według Bańkowskiej Fedak ma na swoim koncie więcej porażek niż sukcesów. – Owszem, doprowadziła do końca emerytury pomostowe i przeforsowała swoje zmiany w OFE – przyznaje. – Ale po raz kolejny mimo obietnic nie przekonała ministra finansów do podwyższenia progu dochodowego dla świadczeń rodzinnych, przez co od momentu ich wprowadzenia utraciło je już prawie 2 mln dzieci. To jest klęska.
Według posłanki SLD nigdy też nie było takich cięć w Funduszu Pracy jak za czasów Fedak. – W 2011 r. Fundusz będzie miał zaledwie 46 proc. tych pieniędzy, które miał w roku 2010 i to w sytuacji, gdy rośnie bezrobocie – mówi Bańkowska. – A to oznacza, że nie będzie w ogóle pieniędzy na aktywne formy zwalczania bezrobocia.
Według Bańkowskiej w sprawie emerytów minister "idzie od ściany do ściany". To z jej urzędu wyszły najpierw przepisy pozwalające osobom, które nabyły prawo do emerytury, uzyskać świadczenie bez zwalniania się z pracy. Trzy lata później minister doszła zaś do wniosku, że emeryci zajmują miejsca pracy młodym ludziom i powinni się przynajmniej na jeden dzień zwolnić, żeby nabyć prawo do świadczeń.
[srodtytul]Niepotrzebni mogą odejść [/srodtytul]
Również posłowie PSL, choć oficjalnie chwalą swoją minister, nieoficjalnie mają jej sporo do zarzucenia.
– Zamiast zajmować się ratowaniem budżetu, co do niej nie należy, powinna załatwić pieniądze na dożywianie dzieci – mówi prominentny polityk Stronnictwa.
Być może, mówiąc to, pamiętał historię programu wsparcia dla 500 najbiedniejszych gmin w Polsce, którego pani minister bardzo nie lubiła. Gminy dostawały pieniądze na cel, który same wybierały. Program był realizowany przez ministerstwo za pieniądze Banku Światowego i cieszył się w wytypowanych gminach ogromną popularnością. Według osoby, która pracowała przy tym programie, minister Fedak rzucała realizatorom kłody pod nogi. W pewnym momencie nawet chciała go zlikwidować, co doprowadziło do ostrego sporu między nią a posłem Janem Łopatą na posiedzeniu Klubu PSL.
Dziś Łopata twierdzi, że to nie był spór, tylko wymiana zdań, a pani minister ostatecznie przyjęła jego argumenty i doprowadziła program do końca. A o swojej koleżance z rządu wypowiada się w samych superlatywach. – Jestem pod wrażeniem jej pracy, w końcu największy sukces rządu, czyli uchwalenie emerytur pomostowych, to było jej dzieło – podkreśla.
A tak naprawdę emerytury pomostowe były dziełem wiceminister pracy Agnieszki Chłoń-Domińczak. Ona od początku pilotowała tę ustawę i w brawurowym stylu przeprowadziła ją przez Sejm, wysłuchując uwag posłów do późnych godzin nocnych, choć była w zaawansowanej ciąży. Krótko po uchwaleniu ustawy urodziła dziecko i poszła na trzymiesięczny urlop macierzyński. Po powrocie okazało się, że na jej miejsce został już przyjęty nowy wiceminister. Złożyła wymówienie. Sprawa przedostała się do mediów, ale obie panie powściągliwie ją komentowały. Chłoń--Domińczak do dzisiaj nie chce rozmawiać na ten temat. Fedak zaś zaznaczała, że jej współpracownica sama podjęła decyzję o odejściu. – W żaden sposób jej nie skrzywdziłam – mówi w rozmowie z "Rz".
Z resortu i instytucji mu podległych pod rządami Fedak odeszło więcej osób. W marcu 2008 r. "Gazeta Wyborcza" alarmowała, że PSL obsadza swoimi ludźmi Ochotnicze Hufce Pracy. – Trudno od nas wymagać, żebyśmy zostawili ludzi z Samoobrony i PiS – tłumaczyła Fedak i dodawała, że decyzje podejmował komendant OHP. – Bo ja słynę z tego, że gwałtownych czystek nie robię – dodała minister.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA