fbTrack

Styl życia

Ekologiczne mamy są w modzie - ekomamy budzą kontrowersje

Alicja Szwinta-Dyrda z 2,5-letnią Manią i 5-letnim Franiem
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Noszą dzieci w chustach, nie używają pampersów. Nie chodzą do pediatrów, leczą ziołami. Powołują się na dr. Searsa. I budzą kontrowersje
– Wychowuję dzieci tak, jak robiłabym to na bezludnej wyspie – mówi Alicja Szwinta-Dyrda, mama Mani (2,5) i Frania (5), fotograf z Krakowa. Unikam chemii, komercji i telewizora. Zasad ekologii uczę od kołyski. To zdrowo, a przy okazji tanio – tłumaczy.
Rok temu szukała osób podobnie myślących i założyła portal "Dzieci są ważne". Pierwszy dla "naturalnych" matek. Twierdzi, że dziś odwiedza go 1000 osób dziennie. Organizują wspólne warsztaty i dziecięce szafingi (wymiana używanych ubrań). Magdalena Łukaszewska, zapalony ekolog, polonistka, modę na naturalne rodzicielstwo przywiozła ze skandynawskich podróży.– Zadziwiły mnie suszące się wszędzie pieluchy – wspomina. – A najbardziej własnoręcznie robione zabawki. Dziś uczy ich wykonania na własnym portalu "Ekorodzice". Propaguje segregację odpadów i ograniczenie zbędnej konsumpcji.

Szare mydło i melasa

Po co niemowlęciu kosmetyki? Wystarczy mleko mamy, przekonuje Alicja Szwinta-Dyrda. – Doskonale zastępuje mydło, a dodane do kąpieli emulsje osłaniające. Starsze dzieci myje szarym mydłem, które, jej zdaniem, nie uczula. Zdrowie i dobry rozwój ekodzieci warunkuje dieta. Jest pełnowartościowa: węglowodany, białka, tłuszcze, witaminy i minerały w każdym posiłku. I zbilansowana: węglowodany ok. 50 proc., tłuszcze 30 proc., białka 20 proc. Bez sztucznych witamin i suplementów. Po co najmniej rocznym karmieniu piersią, oparta na kaszy i warzywach. Z ogródka lub z targu, nie z supermarketu. Zgodna ze strefą klimatyczną i porą roku – truskawki w czerwcu, nie w styczniu, cytryny wcale. Zamiast cukru skarbnica mikroelementów – melasa. Jaka będzie przyszłość ekodzieci? Opuszczą kiedyś bezpieczny, domowy klosz. Zetrą się z armią colopijców i wyjadaczy popkultury – Obalamy stereotypowe rady – mówi Joanna Mendecka, ekomama Zuzi (3 lata), doradca żywieniowy. – Banany owszem, mają mnóstwo potasu, ale są niejadalne. Hodowane na eksportowych plantacjach: często opryskiwane i specjalnie konserwowane. Mięso? To przemysłowe zawiera przecież hormony i antybiotyki. Ekorodzice to najczęściej wegetarianie, ich dzieci także. Część z nich nie pije mleka. Małgorzata Desmond, specjalista medycyny żywienia z Centrum Zdrowia Dziecka, powołuje się m.in. na stanowisko Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetyków: – Jarosze żyją dłużej nawet o siedem lat i są zdrowsi. Nie tylko dieta wegetariańska, ale nawet wegańska (bez mleka i jaj) w pełni zaspokaja także potrzeby dzieci. Pod warunkiem że jest dobrze zaplanowana.

Pielucha z bambusa

Wielorazowość jest eko. Stąd szafing i wielorazowe pieluchy. Załamie ręce babcia (wspomni wielki gar i bulgoczące w nim nocą pieluchy, ręce poparzone od wyławiania ich w pospiechu i świt nad żelazkiem). Ależ skąd! – wyjaśnia ze śmiechem Anna Nogajska, propagatorka ekologicznych pieluch. – Współczesna wielorazówka to zupełnie inny produkt. Jej zdaniem szyte z konopi, bambusa lub organicznej (produkowanej bez pestycydów) bawełny pieluszki, schną błyskawicznie, nie wymagają też prasowania. Nie uczulają. – Czy wiecie, że do produkcji jednego pampersa zużywa się szklankę ropy? A jego rozkład potrwa aż 300 lat – podkreśla.

W chuście na plecach

Ekologiczne mamy, jak Afrykanki, noszą niemowlęta stale przy sobie w specjalnych chustach, przytroczone do brzucha lub pleców zależnie od wieku. – Taka bliskość wzmaga poczucie bezpieczeństwa, rodzi ufność. To dobry sposób poznawania świata, przynajmniej w pierwszych miesiącach – ocenia Aleksandra Jaszczak, psycholog z UJ. Chusta pozwala zachować wolne ręce. Jest tańsza od wózka, dobrze dobrana zdobi. Czy to jednak rozsądne przyzwyczajać dziecko do ciągłego noszenia? – Tak, jeśli ono tego potrzebuje – mówi zdecydowanie Alicja Szwinta-Dyrda. – Zawsze wsłuchuję się w potrzeby dziecka i reaguję. Skąd je znam? Jest coś ponad wiedzą z poradników. Intuicja matki, po prostu jej słucham. Ekorodzice wyznają filozofię dr. Williama Searsa (pediatra, ojciec ośmiorga dzieci, autor ponad 30 książek, pracuje w Klinice Pediatrii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine) – zwaną rodzicielstwem bliskości (attachment parenting). Duchowej i fizycznej. Sears potępia dziecięcych treserów, np. narzucony harmonogram dnia czy zasady typu "niech się wypłacze". Proponuje wsłuchanie się w sygnały dziecka (płacz) i zaspokajanie jego potrzeb, zawsze i intuicyjnie. Dobry kontakt warunkuje fizyczna bliskość – karmienie piersią, noszenie na rękach, wspólne spanie. – Dr Sears zebrał wszystko, co o potrzebach niemowlęcia psychologia mówi od dawna. Metoda jest dobra, o ile odpowiada obu stronom. Doprawdy, nie każde dziecko potrzebuje spania z rodzicami – uważa Aleksandra Jaszczak.

Sposoby na odporność

Między ekologiczną pieluchą a oceanem miłości jest jeszcze coś, co niepokoi. – Nie chodzę do pediatry, a moje dzieci nie znają szczepionek – mówi Alicja Szwinta–Dyrda. Korzysta jedynie z usług lekarza homeopaty. Twierdzi, że z sukcesem. Gorączkę zbija chłodnymi okładami, na przeziębienie poleca cebulowy syrop. – Sama homeopatia nie leczy, ale mobilizuje organizm do samoleczenia – wyjaśnia. – Antybiotyk? Podam, gdy będzie niezbędny. Jestem fanem, nie fanatykiem ekologii. Szczepienie dzieci uważa za nieskuteczne, a nawet szkodliwe – boi się powikłań. Grupa antyszczepionkowych rodziców pojawiła się w 2009 r. po dramatycznym liście otwartym prof. Marii Doroty Majewskiej z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Badała ona wpływ składników szczepionek (np. rtęci) na rozwój schorzeń u dzieci. Proponowała m. in., by skandynawskim wzorem ograniczyć kalendarz szczepień do minimum. Wyeliminować też ze szczepionek niebezpieczne, jej zdaniem, związki chemiczne. – Zamiast coraz to nowych szczepionek, postawmy na silny układ odpornościowy. To potężniejsza ochrona – radzi Anna Sosnowska, lekarz, naturoterapeuta, ekomama pięciorga dzieci. – Zapewni go stabilna rodzina, zdrowa dieta i szeroko rozumiana higiena życia. – Oczywiście, szczepionka może dać skutki uboczne, jak każdy lek – mówi dr Elżbieta Szczepanik, pediatra. – Popularny ibuprofen może spowodować na przykład wstrząs, a w konsekwencji nawet zgon. Dzieci szczepimy przeciw chorobom potencjalnie śmiertelnym. Tu zawsze korzyść przewyższy ryzyko powikłań. Jest niewielkie – zaszczepiono 95 proc. populacji, a ofiar skutków ubocznych nie widać na ulicach. Odmawiając szczepień, rodzice biorą pełną odpowiedzialność za zdrowie w dorosłym życiu. Jeśli odsetek niezaszczepionych wzrośnie, niebezpieczne epidemie powrócą. To one nam grożą, nie szczepionki!

Nie tacy jak inni

Jaka będzie przyszłość ekodzieci? Opuszczą kiedyś bezpieczny, domowy klosz. Zetrą się z armią colopijców i wyjadaczy popkultury. Także z własną odmiennością. – Nie chowam dzieci przed światem. Nie stronię też od techniki. Ale uczę dokonywania wyborów, świadomych i zawsze samodzielnych. Dobrych także wtedy, gdy są inne od decyzji sąsiada – mówi Alicja Szwinta-Dyrda. Dr Anna Sosnowska (jej najstarsze dzieci już studiują), twierdzi, że w szkole podważano wpojone dzieciom zasady. – W szkole publicznej panował kult marki i przemocy. W prywatnej wciąż trwała promocja (często antykoncepcji dla nastolatek). Czy dzieci przetrwały? Tak. Bo ich poczucie wartości budowałam na tym, że są unikalne. Nie "takie jak inni." Młodsze jej dzieci, Kasia (11 lat) i Maciek (6 lat), uczą się w domu, w dopuszczonym przez polskie prawo systemie homeschoolingu. Alicja Szwinta-Dyrda zapisze swoje dzieci do szkoły waldorfskiej. Jest tam według niej dość miejsca na indywidualizm. – Problemem nie jest odmienność, ale reakcja na nią – mówi psycholog Aleksandra Jaszczak. – Szczególnie w okresie szkolnym. Rówieśnicy są wtedy ważniejsi niż rodzice. Poczucie odrzucenia wyrządzi dziecku wiele szkód. Może nawet zwrócić je przeciw rodzicom i ich poglądom. Zachowajmy zatem elastyczność. Pozwólmy czasem na hamburgera czy zakazaną zabawkę. To naprawdę mniejsze zło.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL