fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ten krzyż jest wyrzutem sumienia

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Krzyż na Krakowskim Przedmieściu tak bardzo przeszkadza, gdyż jest świadectwem tygodnia Narodowego Czuwania. Czasu, który ma zostać wypchnięty z pamięci – pisze publicysta
W środę ogłoszono porozumienie w sprawie likwidacji krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Mirosław Czech w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej” komplementuje abp. Kazimierza Nycza za podjęcie długo oczekiwanej decyzji, zaznaczając jednocześnie, że to nie metropolita był stroną sporu (!?). Autor przyznaje, że chodziło o to, by prezydent Komorowski rozpoczął urzędowanie w dobrej atmosferze. O tę „dobrą atmosferę” troszczy się redakcja z Czerskiej od dawna i – jak widać – dopięła swego.
Mam wrażenie, że żyjemy w jakiejś pętli czasu. Nie tylko dlatego, że Polska staje się znów krajem jednej partii i jednej gazety (a być może niebawem także jednej, choć przez kilku nadawców realizowanej, telewizji). Walka z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, wyjąwszy atak ZOMO, przebiega przy użyciu tych samych metod, co w PRL. Z drobnymi naturalnie różnicami.  
  W latach stanu wojennego to towarzysze radzieccy wymuszali likwidacje krzyży w szkołach i miejscach pracy. Przypomnę – zdejmowanie krzyży zaczęło się na przełomie 1983 i 1984 r., tuż po wizycie w Polsce szefa KGB Władimira Kriuczkowa. Przez kagiebistów sowieckich i rodzimych krzyże były postrzegane jako pozostałość „Solidarności”, dlatego wraz z delegalizacją i zdławieniem ruchu należało przywrócić „normalność” – pozbyć się wszystkiego, co ten czas przypomina. Dziś w tej roli obsadziła się „Gazeta Wyborcza” – piórem Katarzyny Wiśniewskiej, Mirosława Czecha, Adama Leszczyńskiego, Pawła Wrońskiego, odpytywała prezydenta elekta, podpowiadała możliwe scenariusze likwidacji krzyża, straszyła i szantażowała ojcem Rydzykiem. W tę swoistą antykrucjatę „Gazeta” wciągnęła kurię, harcerzy, BOR, władze miasta, polityków, Kancelarię Prezydenta, stały zestaw dyżurnych kapłanów czy tzw. społeczną inicjatywę przeciwników krzyża, podając, a jakże, jej stronę internetową, na której można podpisywać petycję. W ślad za tym podążyli inni, przebijając autorów „GW” „finezją” i „elegancją” argumentów. Jeden z najświeższych – autorstwa dr. Wojciecha Jabłońskiego – to określenie krzyża jako „samowolki budowlanej”.     Obrońcy krzyża dyżurujący przed Pałacem Prezydenckim przedstawiani są jako agresywni fanatycy – przywoływane są ich rzekome antysemickie wypowiedzi – kreślony stereotyp Polaka katolika, czytaj – zaślepionego nienawiścią prostaka. A jest odwrotnie. Oto fragment listu, który napisał do Ewy Stankiewicz mieszkaniec Krakowskiego Przedmieścia: „…Od czwartku są oni (obrońcy krzyża, a także sam krzyż) celem spektakularnych ataków młodzieżowych „delegatów”, podchmielonych „łysych pał”, a także starszych panów, którzy kojarzą mi się jednoznacznie (mam 52 lata, więc jeszcze pamiętam). Przeciwnicy krzyża (a w istocie Pomnika Tragedii 10 Kwietnia, o który ten krzyż jest jedynie tymczasowym apelem) eskalują. Oprócz działalności werbalnej (często obfitującej w wulgaryzmy, powtarzającej scenariusze z „GW”) posuwają się do wybryków chuligańskich, kopią ustawione znicze, plują i przyklejają gumy na fotografii śp. Pary Prezydenckiej, usiłują nawet odlać się na wyłożone listy i wiersze. Nocami (od ok. 22) to jest niemal nowy „narodowy” rytuał. Pewnie ma Pani wiele obowiązków, ale może warto się pokusić o dokręcenie swoistej dokumentalnej puenty-etiudy, ukazującej tę „drugą Polskę”, której podobno zabrakło w „Solidarnych 2010”„. Dlaczego krzyż tak przeszkadza? Bo jak w 1984 roku w klasach Miętnego, a potem Włoszczowy i innych szkołach krzyże zostały rozpoznane jako zdobycz czasu „Solidarności”, tak ten krzyż pozostaje świadectwem tygodnia Narodowego Czuwania. Niezwykłe, wielotysięczne zgromadzenie ma być wypchnięte z pamięci – zakrzyczane. Przebudzenie wspólnoty, która zamanifestowała swoją więź z Polską i z Historią, z państwem, z jego instytucjami, trzeba wyciszyć i uśpić. Objawienie się Narodu z jego niesamowitą zdolnością do współodczuwania należy ośmieszyć. Poruszenie świadomych obywateli, ale i żałobników, którzy straszną tajemnicę śmierci 96 swoich rodaków wyrażają wobec siebie i składają pod krzyżem, trzeba wydrwić i unieważnić. Doświadczyłem tego z Ewą Stankiewicz i bohaterami filmu „Solidarni 2010”. Już zarejestrowanie i pokazanie w telewizji samego zjawiska było skandalem, ale prawdziwą zbrodnią okazało się udzielenie tym ludziom głosu. Przyznanie im prawa, by spontanicznie, przed kamerą wypowiedzieli, co naprawdę czują i myślą. To wywołało prawdziwe przerażenie. Uruchomiona została agresja na niespotykaną skalę. Kłamstwa, oszczerstwa, dzika lustracja wypowiadających się osób – tropienie w filmie aktorów, radnego PiS, rolników z kredytami przypomina mi ataki peerelowskiej propagandy na działaczy opozycji z czasów stanu wojennego. Użycie przez dziennikarkę TVN 24 Monikę Olejnik wobec filmu wyrażenia stosowanego przez Urbana „seans nienawiści” symbolicznie domyka tę analogię. Tak może reagować tylko ktoś, kto boi się wspólnoty – ktoś, kto nią gardzi albo czuje się wobec niej obco. Pewnie tak czuli się wobec Polaków Sowieci i ich lokalni reprezentanci.     Zgadzam się z przeciwnikami obecności krzyża, że jest on w tym miejscu zakłóceniem. Oczywiście, że jest zakłóceniem, bo prócz swej uniwersalnej zbawczej wymowy stał się dla wielu znakiem sprzeciwu wobec stosunku władz do tragedii smoleńskiej – skandalicznemu prowadzeniu śledztwa – abdykacji instytucji państwa z obowiązku rzetelnego wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy. Jest wyrzutem sumienia rządzących w obliczu pozostawienia rodzin ofiar samym sobie, gdy trwały procedury identyfikacji ciał, także dziś, gdy same wynajmują prawników, by dochodzić prawdy o śmierci swoich najbliższych. Znak krzyża od zawsze był skandalem. Ten krzyż staje się dodatkowo skandalem, jak skandalem bez precedensu jest wszystko to, co w zakresie przygotowania wizyty delegacji prezydenckiej tę tragedię poprzedzało. Puryści prawni, urbanistyczni esteci, usłużni – dyżurni kapłani, obrońcy demokratycznych procedur i strażnicy państwowego porządku, którym ten krzyż na Krakowskim tak bardzo przeszkadza, powinni się zastanowić, czy to jest najpilniejsze wyzwanie, przed jakim po 10 kwietnia stanęły lub zostały postawione władze Rzeczypospolitej i jej obywatele? A może chodzi o to, by tak jak Jaruzelski i Kiszczak w stanie wojennym zlikwidować nawet ślady wosku z płyt chodnika, zostawione na placu Zwycięstwa, w miejscu gdzie układano krzyż z kwiatów i zniczy? Bo przecież pani prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz już przywróciła do porządku chodnik przed pałacem. Na waszym miejscu nie świętowałbym sukcesu przedwcześnie. Katastrofy smoleńskiej i tego, czego doświadczyliśmy jako wspólnota po 10 kwietnia, nie da się wymazać czy usunąć tak, jak wymienia się kafle na trotuarze. Nie ma co liczyć, że ludzka pamięć i uczucia powędrują na inne miejsce – do Częstochowy czy do kościoła św. Anny. Dopóki w tym miejscu nie powstanie monument ofiar przywołujący nie tylko imiona i nazwiska, ale także ich funkcje, dopóki nie zostanie ujawniona cała prawda o tym, co stało się rankiem 10 kwietnia pod Smoleńskiem, nowy lokator pałacu powinien wiedzieć, że w tym miejscu będą gromadzić się ludzie, nie tylko po to, by troszczyć się o pamięć. Będą przychodzić, by domagać się wyjaśnienia tej tragedii. Wtedy zawsze można się odwołać do rozwiązania siłowego, a biorąc pod uwagę dziwną słabość prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego do środowiska peerelowskich resortów siłowych, wcale nie należy tego wykluczać.     Paweł Lisicki Nie tracić miary rzeczy Nie uważam, żeby pozostawienie krzyża w obecnym miejscu było dobrym pomysłem. 13 lipca 2010 Piotr Semka Znak pamięci ma sens tylko przed pałacem Broniąc symbolicznego krzyża, ludzie bronią szacunku dla swoich emocji. 15 lipca 2010 Halina Flis-Kuczyńska Zakłócono mój żal, zabrano współczucie Kult smoleński wcale nie obejmuje wszystkich ofiar katastrofy. Dotyczy tylko zmarłego prezydenta i jego żony. 19 lipca 2010 Jacek Prusak SJ Krakowskie Przedmieście to nie Golgota Krzyż nie jest symbolem ani żałoby, ani tragedii smoleńskiej. 19 lipca 2010   Autor jest publicystą, autorem programów radiowych i telewizyjnych. Od 2004 r. prowadzi w TVP 2 program “Warto rozmawiać”. Wraz z Ewą Stankiewicz nakręcił film “Solidarni 2010”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA