fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Młody ambitny wojownik

ROL
Sebastian Karpiniuk, poseł PO politykę traktował o wiele poważniej, niż by to wynikało z bon motów, którymi zasłynął
– I cóż znowu, panie redaktorze, nabroiła ta niedobra Platforma? – zwykle od tego zaczynał rozmowę, odbierając telefon od reportera „Rz”. Ironia była charakterystyczną cechą Sebastiana Karpiniuka w życiu publicznym. Nie lubił krytyki swojej partii, ale – dziennikarze na pewno będą o tym pamiętać – był otwarty na media. Nie unikał kontaktu, nie bał się trudnych pytań. Zawsze oddzwaniał.
– To był wojownik – wspomina Janusz Gromek, prezydent Kołobrzegu. – Fighter, który kochał partię miłością pierwszą, więc brał wszystko, jak to się mówi, „na klatę”.
Tylko raz schował się przed dziennikarzami. Kiedy w styczniu ubiegłego roku minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji, po Sejmie poszła plotka, że to on jest kandydatem na to stanowisko.
– Głupio mi nawet się do tego odnosić – mówił wtedy reporterowi „Rz”. – Nie ukrywam, że to mi pochlebia, ale jest przecież tylu godniejszych ode mnie kolegów, bardziej doświadczonych. Kiedyś może tak, ale nie teraz. Muszę się jeszcze wiele nauczyć.
– Sebastian był nawet zły, że ktoś go wsadził na takiego konia – zaznacza jedna z jego sejmowych koleżanek. – Był ambitny, ale też skromny. Pewnie widział siebie wysoko, lecz dopiero w przyszłości.
Karpiniuk był najmłodszym parlamentarzystą wśród tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Miał 38 lat.
Do polityki trafił tuż po studiach prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim (potem zrobił aplikację radcowską). Już jako członek Kongresu Liberalno-Demokratycznego, do którego wstąpił jeszcze na studiach w Gdańsku (tam poznał Donalda Tuska), zaczął pracę w samorządzie. Był rzecznikiem prezydenta Kołobrzegu. Po fuzji KLD z Unią Wolności Karpiniuk wstąpił do UW. W 1998 r. został najmłodszym w historii kołobrzeskiego samorządu radnym miejskim – potem był przewodniczącym rady. W 2001 r. wstąpił do PO, a w 2004 r. został wiceprezydentem Kołobrzegu, zajmował się sprawami społecznymi. Rok później został posłem. W 2007 r. ponownie uzyskał poselski mandat, miał rekordowe poparcie w regionie – 25 827 głosów. W obecnej kadencji działał w kilku komisjach sejmowych, m.in. Samorządu, Ustawodawczej, Odpowiedzialności Konstytucyjnej, tzw. naciskowej.
[srodtytul]Zawsze przygotowany[/srodtytul]
Wysokie wyborcze poparcie w „mateczniku” Karpiniuka, czyli Kołobrzegu i całym okręgu koszalińskim, oraz coraz większa aktywność młodego posła w Sejmie sprawiły, że szybko piął się po partyjnych szczeblach. Kiedy Donald Tusk wezwał ministrów, by nie łączyli stanowisk w rządzie z pozycjami regionalnych szefów PO, Karpiniuk został p. o. przewodniczącego zachodniopomorskiej Platformy, bo jej dotychczasowy szef Stanisław Gawłowski jest wiceministrem ochrony środowiska. 27 kwietnia Karpiniuk miał wielkie szanse stać się pełnoprawnym przewodniczącym. Po katastrofie pod Smoleńskiem regionalny zjazd partii odwołano.
W październiku 2009 roku został sekretarzem Klubu Parlamentarnego PO. Jak wskazują nawet jego polityczni przeciwnicy, także dlatego, że był niezwykle pracowity. – Zawsze przygotowywał się do sesji sejmowych, wystąpień, spotkań – mówi Czesław Hoc, poseł PiS z Kołobrzegu. – Wszystko dokładnie, wręcz pedantycznie planował.
[srodtytul]Dopięty, ale nie spięty[/srodtytul]
Niektórzy żartowali, że planował nawet pełne oryginalnych metafor bon moty, z których słynął, choć biorąc pod uwagę wysoką temperaturę dyskusji z przeciwnikami politycznymi, wydaje się to nieprawdopodobne. Co do tego, że były barwne, nie ma wątpliwości. Kolegę z komisji naciskowej Arkadiusza Mularczyka nazwał kiedyś „Jolą Rutowicz komisji śledczej”, a członków komisji z PiS w 2008 r. „tonował” tak: „Mam takie wrażenie, że za duży power na palnik poszedł i ta pokrywka za mocno się rusza tutaj i za bardzo się denerwujecie”. Za tę wypowiedź radiowa Trójka po raz pierwszy wyróżniła go „Srebrnymi Ustami”. Po raz drugi – za wypowiedzianą w 2009 r. myśl: „Prawda jest tylko jedna i prawda zawsze leży tam, gdzie leży”. Poseł komentował to wyróżnienie z uśmiechem, podkreślając, że jedynie odtworzył znane słowa Władysława Bartoszewskiego. – Wciąż szukam tej prawdy – dodał.
Wiedział, że czasem powiedział coś niestosownego. I potrafił przeprosić. Kiedy media skrytykowały go za porównanie Marzeny Wróbel z PiS do „pociągu pancernego”, w rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu Zet przyznał, że jak „czasem dostanie łomot, to nabierze więcej pokory”.
Był elegancki. Jako poseł zawsze w modnym garniturze, pod krawatem. To sprawiało, że ci, którzy znali go tylko z działalności publicznej, uważali, że jest „spięty, zapięty”.
– Ale to tylko jedna twarz Sebastiana, ta oficjalna – mówi „Rz” Jacek Woźniak, działacz SLD z Kołobrzegu. – Prywatnie był to ciepły, otwarty człowiek, absolutnie na luzie, dowcipny, skory do żartów. I – proszę popatrzeć na zdjęcia – zawsze śmiały mu się oczy.
Woźniak i Karpiniuk razem zaczynali karierę w samorządzie. Przyjaźnili się. Poseł był świadkiem na jego ślubie.
– Właściwie to on mnie z żoną zeswatał – wspomina Woźniak. – A na weselu zaśpiewał nam „Baśkę” Wilków.
Znali się doskonale, choć politycznie bardzo się różnili. Woźniak: – To jednak nigdy nie kładło się cieniem na naszej przyjaźni. Sebastian wyraźnie oddzielał to, co prywatne, od tego, co publiczne.
[srodtytul]Razem o historii[/srodtytul]
Często zajmował się sprawami historycznymi. W pierwszej swojej sejmowej kadencji był wiceprzewodniczącym parlamentarnego zespołu historycznego. To on w poprzedniej kadencji – choć uchodził za jednego z najzacieklejszych przeciwników PiS – z posłami Arkadiuszem Mularczykiem i Zbigniewem Girzyńskim opracował kontrowersyjną ustawę lustracyjną. To on pilotował ustawę o obniżeniu esbeckich emerytur. Jak uzasadniał, „służba w organach bezpieczeństwa była pracą skierowaną przeciwko wolnościowym dążeniom narodu polskiego”.
Był nieprzejednanym zwolennikiem kontrowersyjnej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, którą niedawno przyjął parlament.
– Nie będzie rewolucji, będzie przewartościowanie z monarchii absolutnej na trochę bardziej oświeconą, w kierunku nieco bardziej kolegialnego decydowania – tłumaczył. Uważał, że zmiany w IPN doprowadzą do pełnego otwarcia archiwów, a tego konsekwentnie się domagał. Do końca też pozostał jednym z najostrzejszych krytyków prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Jednak nawet nie przyszło mu do głowy, żeby nie lecieć do Katynia. – Całe życie interesuje mnie historia, a poza tym pochodzę z rodziny o AK-owskich korzeniach, bo dziadek walczył w Armii Krajowej – mówił „Rz” rok temu polityk PO, syn żołnierza zawodowego.
– Gdy czytali w telewizji listę ofiar i padło nazwisko Sebastiana, po prostu płakałem – przyznaje poseł PiS Czesław Hoc.
Jacek Woźniak opowiada, że jeszcze kilka godzin po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem siedział w domu jak na szpilkach. – Żona płakała, ja wydzwaniałem, gdzie tylko się da, i kurczowo trzymałem się myśli, że to nieprawda. Że nie Sebastian. Jeszcze w południe wysłałem mu alarmistycznego esemesa. Brzmiał: „Napisz, że cię tam nie było”.
Sebastian Karpiniuk spocznie dziś o godz. 10 na Cmentarzu Komunalnym w Kołobrzegu. Pogrzeb poprzedzi o godz. 9. msza polowa na Cmentarzu Wojskowym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA