fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Rozgłośnia kapitana Nemo

Krzysztof Skowroński w studio Wnet
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Krzysztof Skowroński nie zgodził się drugi raz zostać dyrektorem Trójki. Postawił na Internet
Kwadrans przed siódmą Krzysztof Skowroński nerwowo przerzuca strony gazet. Zakreśla tytuły. Chociaż kawa stygnie, do pobudzenia wystarczy świadomość, że za 15 minut, dziesięć, pięć znów będzie mówił do słuchaczy. W newsroomie słychać "Żółtą łódź podwodną" Beatlesów. To od niej Radio Wnet zaczyna każdy poranek.
[srodtytul]Z Cejrowskim i Wasowskim[/srodtytul]
Podwodna łódź Skowrońskiego, czyli siedziba radia, to dwa pokoje na drugim piętrze warszawskiego Hotelu Europejskiego przy Krakowskim Przedmieściu. Ze ścian newsroomu spoglądają Elvis Presley, Tadeusz Nalepa i Rolling Stones.
Pokój drugi to studio, z mikrofonami i ścianami wyciszonymi czarną gąbką. Jeszcze niedawno gąbka – własnoręcznie przyklejona przez załogę do ścian i sufitu – spadała gościom i prowadzącym na głowę.
Od wnętrza ważniejsza jest jednak załoga: ok. 20 osób, które zaangażowały się w projekt. Wśród nich Grzegorz Wasowski, dziennikarz muzyczny i satyryk, a także Wojciech Cejrowski, pisarz, podróżnik, publicysta.
– Debata publiczna w mediach jest niezdrowo ograniczona –mówi Cejrowski. – Odcięliśmy znaczne marginesy, choćby takie jak 1,5 miliona słuchaczy Radia Maryja. Znaczna część społeczeństwa została wypchnięta z rozmowy o sprawach ważnych. Radio Wnet chce poszerzyć debatę publiczną, zapraszać ludzi odbiegających od standardu. Dlatego poświęcamy tu trochę czasu, talentu i nazwiska.
[srodtytul]Bezpieczne wynurzenie[/srodtytul]
Jeśli Radio Wnet ma się kojarzyć z łodzią podwodną, to bardziej niż do pojazdu Beatlesów podobne jest do "Nautilusa" Juliusza Verne'a z "Dwudziestu tysięcy mil podwodnej żeglugi". Skowroński zaś, jak kapitan Nemo, ma się z załogą bezpiecznie wynurzyć na powierzchnię.
Zaczynał na początku lat 90. w Radiu Zet, z którego z częścią zespołu odszedł w 2000 r. po konflikcie z Robertem Kozyrą. Prowadził poranne rozmowy w salonie politycznym radiowej Trójki, pracował w telewizji.
Przez prawie trzy lata był dyrektorem Programu III Polskiego Radia. Propozycję otrzymał w 2006 r. od Krzysztofa Czabańskiego, ówczesnego dyrektora Polskiego Radia.
Zarząd radia, kojarzony z Samoobroną, w ramach politycznych czystek odwołał go rok temu. Po tej dymisji protestowali słuchacze i wielu dziennikarzy. Najmniej wśród nich było jednak pracowników Trójki.
Gdy po raz kolejny zmieniły się władze radia i Skowrońskiemu zaproponowano powrót na stanowisko dyrektora Programu III, propozycję odrzucił. – Gdybym wiedział, że to, co zrobiłem dla Trójki, było w 70 proc. odwzajemnione, to bym się wahał. W Trójce naprawdę byłem zakochany, ale to – z wyjątkami – nie spotkało się z uznaniem zespołu. Nie chcę, by teraz przychodzili i mówili: "Słuchaj, Krzychu, jesteś super!" – twierdzi.
Zabolało go zwolnienie w atmosferze oskarżeń o nieprawidłowości finansowe, m.in. wypłacanie nienależnych honorariów. – Audyt, który został wysłany przez poprzedni zarząd do prokuratury, dotyczy całego Polskiego Radia. O mnie jest w nim skromny fragment z komentarzem audytorów, że nie ma mojej winy – mówi.
Pomysł na własne radio powstał, gdy grupa, która odeszła ze Skowrońskim, leczyła traumę po Trójce. W porze, w której na Myśliwieckiej trwało kolegium, spotykali się w kawiarni przy ulicy Francuskiej. Nazwę Wnet wymyślił Grzegorz Wasowski. Jest wieloznaczna – szybka jak dobre radio, ale nawiązuje też do Internetu.
[srodtytul]Granice nieodpowiedzialności[/srodtytul]
Wystartowali w maju zeszłego roku. Chcieli pokazać, że życie zwykłych Polaków nie skupia się wokół Sejmu, Senatu, Pałacu Prezydenckiego i w ogóle stolicy. Bohaterem materiału może więc być wrocławski taksówkarz, który utknął akurat w korku, Bogusław Ogrodnik, himalaista i płetwonurek, czy pani Ewa, której dziecko żyło tylko 18 dni.
Wnet miewa także materiały ekskluzywne, jak wywiad z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim. Ale między autorskimi programami gra playlista.
Ilu radio ma słuchaczy, nie wiadomo. Skowroński uważa, że wartością samą w sobie jest mieć wreszcie coś własnego. – Wszystko jest tworzone od zera i każda rzecz, która powstaje, cieszy. Bo jest nasza, przez nas wymyślona, sami ją realizujemy – tłumaczy.
Właścicielem radia jest Skowroński. Dementuje plotkę, że aby stworzyć własne radio, zastawił dom. – Moja nieodpowiedzialność ma granice. Granicą nieodpowiedzialności jest to, że tworzymy nowy byt medialny i wierzymy, że się uda.
Skowroński zakłada, że kiedy rozgłośni się powiedzie, obecni współpracownicy zostaną współwłaścicielami stacji.
[srodtytul]Politycy nieodzowni[/srodtytul]
W połowie stycznia tego roku nastąpił przełom. Po długich przygotowaniach Wnet nawiązało współpracę z diecezjalnym Radiem Warszawa. Zaczęło nadawać dwie godziny poranka (od siódmej do dziewiątej) dla rozgłośni, której słuchać można nie tylko w samej Warszawie, ale także w promieniu ok. 80 km od stolicy. Różnicę można było odczuć od razu. Teraz łatwiej zaprosić gości.
Bohaterami znów więc stali się głównie politycy z pierwszych stron gazet – okazało się, że bez nich nie da się robić radia informacyjnego. Do Wnet przychodzą Andrzej Halicki, Julia Pitera czy Zbigniew Wassermann.
– Wiemy, że inne stacje nas "podsłuchują". Gdy nasz gość zdradzi nam jakiegoś newsa, następnego dnia jest zapraszany przez konkurencję – podkreślają "wnetowcy".
Nie martwią się nawet, gdy zaproszona do studia śpiewająca aktorka Jolanta Litwin-Sarzyńska, opowiadając o spektaklu "Moja mama Janis", tak wczuje się w rolę Janis Joplin, że na antenie przeklnie i natychmiast dzwonią telefony od oburzonych słuchaczy. To dowód na to, że są słuchani.
Strategia rozwoju jest prosta – zachęcić do współpracy małe, lokalne rozgłośnie. Zaproponować wspólny program. Korzyść jest obopólna: Wnet daje dobry produkt, jest w stanie ściągnąć do studia ludzi z nazwiskami. W zamian wychodzi w eter.
Radio nawiązuje kontakty z rozgłośniami społecznościowymi. Informuje, że muzyki zespołu Psio Crew można posłuchać w Radiu Singiel, a piosenek dla zakochanych w wykonaniu Ani Jankowskiej w Radiu Moje.
Choć nawet w elitarnym i kameralnym środowisku rozgłośni internetowych nie obyło się bez zgrzytu. Wnet reklamowało się jako pierwsze informacyjne radio internetowe, co uraziło tych, którzy zaczynali wcześniej. Dał temu wyraz Janusz Sigismund z Radia Off, który wystosował do Skowrońskiego list otwarty. – Pozostał bez odpowiedzi – mówi Sigismund.
Skowroński twierdzi, że to przez pośpiech i zamieszanie. – Zapraszamy Radio Off do Radia Wnet. Możemy o nim opowiedzieć – deklaruje.
Plany: wspólny program z jedną z lokalnych rozgłośni w Stanach Zjednoczonych. Może Chicago? Tu szlaki przeciera Zbigniew Jędrzejczyk, znawca bluesa, który w Ameryce spędził wiele lat, a w Radiu Wnet prowadzi audycję "Crossroads".
Przy zakładaniu radia internetowego największe są koszty pracy. – Myśmy się umówili, że w pierwszej fazie pracujemy za darmo – mówi Skowroński.
Z czego zatem żyją? – Utrzymujemy się z pogody ducha, pensji naszych rodzin i przyjaciół oraz już w części z reklam – odpowiada Katarzyna Adamiak-Sroczyńska, która w Radiu odpowiada "za wszystko", m.in. za przygotowanie ofert reklamowych. Wierzy we Wnet. – Jeśli się w jakiś pomysł wkłada mnóstwo energii i siły, to musi coś z niego wyjść – przekonuje.
Bardziej powściągliwy jest Wojciech Cejrowski: – Jako przedsiębiorca wiem, że interesów nie robią osoby, które nawet tego nie próbują. Bill Gates zaczynał budować swoją firmę w garażu. Jakie daję szanse radiu? Mikroskopijne. Ale grzechem zaniechania byłoby nie spróbować.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA