fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Szwedzka odpowiedź już w Polsce

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Krakowska prokuratura, prowadząca sprawę kradzieży napisu z Auschwitz ma już dane, o jakie poprosiła stronę szwedzką
Tamtejsze organa ścigania przesłuchały szwedzką dziennikarkę, która w grudniu rozmawiała z podejrzanym o zlecenie kradzieży Andersem Hoegstroemem. Potwierdzone zostały także dane drugiej z poszukiwanych w tym postępowaniu osób - pochodzącego z byłej Jugosławii mężczyzny, który dostarczył pięciu polskim uczestnikom kradzieży wykorzystany do niej samochód - powiedział "Rz" prokurator Piotr Kosmaty, prowadzący śledztwo.
Protokół przesłuchania dziennikarki jest już w Krakowie. To ona przekazała zleceniodawcy kradzieży numery telefoniczne do polskiej policji, do której ten zadzwonił.
Polscy prowadzący śledztwo nie prosili natomiast o przesłuchanie mężczyzny dostarczającego do Polski auto, bo wcześniej niezbędne jest przesłuchanie samego Andersa Hoegstroema. Dopiero wtedy prokurator stwierdzi, w jakim charakterze Vladimir Z. (jego danych prokuratura oficjalnie nie potwierdza) będzie składał zeznania - czy jako świadek, czy też jako podejrzany. Na razie trudno bowiem przesądzić, czy na pewno wiedział, do czego posłuży przekazane przez niego Polakom auto.
Tablicę z napisem "Arbeit macht frei" znad bramy obozu skradziono 18 grudnia 2009 roku. Napis odnaleziono kilkadziesiąt godzin później niedaleko Torunia. Przestępcy pocięli go na trzy części. O udział w kradzieży podejrzanych jest pięciu Polaków. Z ustaleń prokuratury wynika, że działali na zlecenie Hoegstroema. Decyzji w sprawie europejskiego nakazu aresztowania Szweda należy oczekiwać w ciągu około miesiąca od daty wydania dokumentu. Ten został zaś wydany przez krakowski sąd na początku lutego.
11 lutego szwedzka prokuratura poinformowała o zatrzymaniu Hoegstroema. Dzień później szwedzki sąd zadecydował, iż do czasu decyzji w sprawie jego wydania Polsce, zostanie on w areszcie.
Szwedzkie media podawały, że ich obywatel, zamieszany w sprawę kradzieży, to były neonazista, który chciał zdobyć sławę i pieniądze. W wywiadzie dla "Expressen" stwierdził, że był tylko pośrednikiem, a przekazując informacje policji, pomógł wręcz w odnalezieniu napisu. Policja nigdy tego nie potwierdziła, a osobom, które faktycznie przyczyniły się do wykrycia sprawców kradzieży wypłacono już nagrody.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA