fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Oskarżona drużyna Zawiszy

Inscenizacja demonstracji
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Byli zomowcy odmawiają w sądzie składania zeznań
Nie pamiętam demonstracji na Wawelu, nie rozpoznaję się na zdjęciu ani na filmie – twierdzili zgodnie w krakowskim sądzie byli funkcjonariusze MO, oskarżeni o pobicie opozycjonistów 3 maja 1987 roku. Za skatowanie kilku z demonstrantów grozi im w rozpoczętym dziś procesie do pięciu lat więzienia.
Ten proces to rezultat głośnej nie tylko w Małopolsce sprawy tzw. drugiego szeregu – specjalnej grupy funkcjonariuszy działającej w ówczesnym Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Krakowie, którą powołano do rozbijania opozycyjnych manifestacji. Nazwa pochodzi od ich „umiejscowienia” – starali się zwykle lokować tuż za pierwszym szeregiem opozycjonistów prowadzących demonstrację, by łatwiej ich odizolować od reszty manifestantów i zatrzymać.
Część z sześciu tych funkcjonariuszy MO, oskarżonych po latach o popełnienie zbrodni komunistycznej przez prokuratora pionu śledczego krakowskiego IPN w 1987 roku służyła w plutonie specjalnym ZOMO. Razem z innymi milicjantami i esbekami – według ustaleń śledztwa po latach – podczas patriotycznej manifestacji 3 maja wyjątkowo brutalnie pobiła opozycjonistów. Jednemu z demonstrantów złamano żebra i żuchwę, innemu – nos. Ryszard Bocian, działacz KPN, został przewrócony i skopany.
Tego jednak oskarżeni pamiętać nie chcą. Zapewniają, że nigdy nie dostali polecenia bicia, nikomu też nie zrobili na Wawelu celowo krzywdy. O sobie i swych dawnych kolegach z plutonu mówią „drużyna”. Ich ówczesny dowódca nazywał się Zawisza i – jak zapewniają – nie nakazywał im katowania manifestantów. On zresztą żadnych zarzutów w tej sprawie nie usłyszał.
Sprawa jest jednak dobrze udokumentowana. W archiwach IPN odnalazły się materiały samej MO i SB, które 3 maja 1987 roku na Wawelu kręcono w celach instruktażowych. Widać na nich bicie i szarpanie demonstrantów, da się też rozpoznać niektórych z najaktywniejszych funkcjonariuszy. Na podstawie tych zdjęć TVP pokazała nawet w 2007 roku film pt. „Fachowcy”, co pomogło IPN w przeprowadzeniu skutecznego postępowania.
Jak mówi „Rz” prokurator IPN Marek Kowalcze, prowadzący sprawę, nawet to nie gwarantuje jednak wysokiej kary dla byłych milicjantów. Aby bowiem można było o niej mówić, trzeba udowodnić każdemu z funkcjonariuszy pobicie konkretnego opozycjonisty. A ci nie wszystkich siedzących na ławie oskarżenia po latach rozpoznają.
Sami byli milicjanci, którzy nie przyznają się do winy, zeznawać zaś – poza wyjątkami – nie chcą. Niektórzy, jak Kazimierz L., były bokser, nie zamierzają w trakcie procesu składać jakichkolwiek wyjaśnień. Kilku innych godzi się jedynie na udzielanie odpowiedzi zadawanych przez swych własnych obrońców.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA