fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zarzuty dla Rosoła?

Przesłuchany wczoraj przez hazardową komisją śledczą Marcin Rosół był w latach 2007 – 2009 szefem gabinetu politycznego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Jędrzej Bielecki
Komisji idzie coraz lepiej. Przyparła do muru kluczowego świadka afery
Marcin Rosół, były bliski współpracownik byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, inteligentny 31-latek, postanowił przekonać publikę, że nie jest „aferzystą”, „przestępcą” ani „oskarżonym”. – Źle się z tym czuję. Pokazuje się mnie jako przykład zepsucia młodego pokolenia.
Swobodne wystąpienie Marcina Rosoła było kolejną przed komisją płomienną mową obrończą, lepiej skonstruowaną od mów Ryszarda Sobiesiaka i jego córki Magdaleny. Rosół zrezygnował z odwoływania się do emocji. Przedstawił ciąg wydarzeń, który miał wykazać, że to nie on spalił akcję CBA i nie on protegował Sobiesiakównę, gdy starała się o posadę w zarządzie Totalizatora Sportowego. Jego zdaniem część zdarzeń była zbiegiem okoliczności, a reszta nieprzyjazną interpretacją.
Ale z jego wersją stało się to samo co z mową wstępną Magdaleny Sobiesiak. Wystarczyło kilkanaście pytań, by wszystko się posypało. Rosół poległ pytany o e-mail, który wysłał 26 czerwca 2009 r. do wiceministra skarbu Adama Leszkiewicza. Polecał w nim – co ujawniła „Rz” – kandydaturę Magdaleny Sobiesiak: „W załączniku przesyłam CV osoby rekomendowanej przez MSiT [Ministerstwo Sportu i Turystyki – red.] do zarządu Totalizatora, napisz mi proszę, w jakim terminie może nastąpić wybór?”.
Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego rekomendował ją w imieniu ministerstwa. Twierdził, że robił to jako „osoba fizyczna”. Próbował ratować się słownikową definicją słowa „rekomendacja”. – Wysłałem e-mail nie w swoim rozumieniu, ale w rozumieniu słownika – mówił.
Ta sprawa (i kilka innych) może mieć przykre konsekwencje dla Rosoła. Popieranie Sobiesiakówny było niezgodne z regulaminem jego pracy jako szefa gabinetu politycznego ministra. Może to oznaczać przekroczenie uprawnień, czyli przestępstwo karne. Obiecywanie Sobiesiakównie czegokolwiek może być z kolei potraktowane jako nieuprawnione powoływanie się na wpływy.
Śledczy przestają być bezbronni wobec świadków i zaczynają efektywnie korzystać z dokumentów przesłanych przez prokuraturę oraz inne instytucje. Treść e-maila Rosoła opublikowała wprawdzie „Rz”, ale gdy ten zaczął go krytykować jako „informację medialną”, został mu okazany oryginał. A gdy mówił, że jego interwencja w Ministerstwie Środowiska w sprawie wyciągu Sobiesiaka była tylko drobną pomocą, Zbigniew Wassermann, sięgając do billingów, udowodnił, że nie, bo Rosół i Sobiesiak dzwonili do siebie wtedy niemal codziennie.
Marcin Rosół nie wyjaśnił przekonująco tajemnicy spotkania w Pędzącym Króliku. Magdalena Sobiesiak tamtego dnia jechała z Wrocławia przekonana, że wystartuje w konkursie na stanowisko w TS. Przynajmniej dwukrotnie tego dnia rozmawiała telefonicznie z Rosołem, ale on nie mówił, że będzie ją nakłaniał do wycofania się z konkursu. Sobiesiakówna przyjechała do Pędzącego Królika, tam Rosół miał jej powiedzieć, że są donosy o nepotyzmie w TS. A ona bez słowa protestu zgodziła się wycofać.
– Wyczytałem to w jej oczach – powiedział Rosół, choć wcześniej zeznał, że nie wiedział w czasie spotkania, jaką Sobiesiakówna podejmie decyzję. Spotkanie, na które kobieta jechała aż z Wrocławia, trwało od 3 do 5 minut. – Żal tak długo czekać i tak szybko skończyć – drwił Franciszek Stefaniuk.
Sprawa rzekomych „donosów” będzie miała ciąg dalszy. Miał je pisać były pracownik TS Marek Przybyłowicz, którego „złowrogi” wpływ był dla Rosoła kilkakrotnie przed komisją wymówką. Wersja Rosoła ma bowiem pokazać, że nie mógł być źródłem przecieku o tym, iż CBA śledzi polityków i biznesmenów w aferze hazardowej, bo ostrzegał Sobiesiakównę o donosach Przybyłowicza, a nie o podsłuchach Biura. Problem w tym, że Przybyłowicz twierdzi co innego.
[ramka][srodtytul]Najważniejsze pytania w aferze hazardowej[/srodtytul]
[b]Dziwne kontakty Ryszarda Sobiesiaka i polityków PO[/b]
[ul][li] Dlaczego król hazardu mógł traktować tak ważnych polityków, jak Drzewiecki i Chlebowski, jak chłopców na posyłki?
[li] Dlaczego żaden z nich nie mógł otwarcie odmówić biznesmenowi?
[li] Jak bliskie są ich relacje?
[li] Skąd wzięły się rozbieżności w zeznaniach polityków i Sobiesiaka na temat tego, ile trwała ich znajomość? [/ul]
[b]Posada dla Sobiesiakówny [/b]
[ul][li] Kto rekomendował Magdalenę Sobiesiak do zarządu Totalizatora Sportowego?
[li] Jaką rolę miała tam odegrać? Czy miała być oczami i uszami grupy przedsiębiorców hazardowych? [/ul]
[b]CBA a afera[/b]
[ul][li] O czym Mariusz Kamiński, były szef CBA, mówił Donaldowi Tuskowi 14 sierpnia 2009 r.? Czy o tym, że „kodeks karny będzie miał zastosowanie”?
[li] Skąd wzięły się pomyłki Kamińskiego co do tematów, o których mówili figuranci podsłuchiwani przez CBA?
[li] Kiedy naprawdę o akcji CBA dowiedziały się takie osoby, jak Drzewiecki, Schetyna czy Rosół?
[li] Dlaczego Sobiesiak i Chlebowski kluczyli 31 sierpnia 2009 r. po cmentarzu i stacji benzynowej? Chcieli zgubić ogon CBA?
[li] Jaki związek z aferą hazardową ma postawienie zarzutów Mariuszowi Kamińskiemu w aferze gruntowej? Czy to zemsta za ujawnienie kontaktów polityków PO z Sobiesiakiem? [/ul]
[b]Zeznania przed komisją [/b]
[ul][li] Czy na spotkaniach z września i listopada 2009 r. Drzewiecki i Sobiesiak uzgadniali wersje zeznań? Dlaczego Drzewiecki ukrywał te rozmowy? [/ul]
[i]—gur[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA