fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Chłopczyca z antypodów

Toni Collette w „Małej miss”
Materiały Promocyjne
Kolejna Australijka robi karierę w Hollywood. Toni Collette może nie ma urody swojej rodaczki Nicole Kidman, ale już rolą matki w „Szóstym zmyśle” (1999) pokazała, że nie wolno jej tracić z oczu. W nowym serialu „Wszystkie wcielenia Tary” pojawia się w... czterech aktorskich odsłonach
Wyprodukowane przez Stevena Spielberga „Wszystkie wcielenia Tary” (2009) przyniosły Collette mnóstwo nagród – m.in. Emmy i Złoty Glob. Gwiazda mówi, że dla aktorki taka rola to spełnienie marzeń, ale i wyzwanie.
– Grać w tym samym serialu cztery różne osoby, w tym – mężczyznę, to sytuacja niespotykana – przyznaje. – Od początku towarzyszyła mi świadomość, że podejmujemy ryzyko, robiąc serial komediowy, którego bohaterka cierpi na nietypowe zaburzenie: osobowość mnogą. Zależało nam, żeby nikogo nie urazić, nie żartujemy z choroby.
Bohaterka serialu pod wpływem stresu ucieka w jedno ze swoich wcieleń: raz jest wulgarną, zbuntowaną nastolatką, innym razem pedantyczną panią domu albo gruboskórnym kierowcą – weteranem wojny w Wietnamie.
– Każda z tych postaci jest ucieleśnieniem jakiejś potrzeby Tary, na przykład tęsknoty za wolnością lub poczuciem bezpieczeństwa – mówi Colette. – Dla mnie ten serial jest opowieścią o uczuciach. I o wsparciu, które daje rodzina.
Toni, a właściwie Antonia Colette, urodziła się 1 listopada 1972 roku w Sydney. Jej ojciec był kierowcą ciężarówki. Rodzina żyła skromnie i po kilku latach przeniosła się na przedmieścia. Toni dorastała w męskim towarzystwie – ma dwóch młodszych braci. Lubiła sport, wspinaczkę po drzewach – jak to chłopczyca. Po latach powie, że miała w sobie tyle energii i taką potrzebę ekspresji, że czuła się, jakby miała eksplodować.
Na szczęście wpadła na pomysł, że zostanie aktorką.
Pierwsze sukcesy sceniczne odnosiła w szkolnych przedstawieniach. Gdy miała 16 lat, rzuciła naukę i zapisała się na trzyletni kurs w prestiżowej National Institute of Dramatic Arts w Sydney. Ale w szkole aktorskiej wytrzymała niewiele ponad rok – skusiła ją propozycja zagrania w filmie „Menedżer w bamboszach” (1992) u boku Anthony’ego Hopkinsa i Russella Crowe’a. To był znakomity debiut, za który dostała nominację do nagrody Australijskiego Instytutu Filmowego.
Czekając na kolejną szansę, Toni – która reperowała budżet, roznosząc pizzę – zainteresowała się teatrem. Trafiła do cieszącego się uznaniem Sydney Theatre Company. Za rolę Soni w „Wujaszku Wani” otrzymała wyróżnienie krytyków teatralnych dla najbardziej obiecującej młodej aktorki.
Smak prawdziwej popularności poznała po „Weselu Muriel” (1994). Ten niskobudżetowy australijski film niespodziewanie odniósł międzynarodowy sukces. W dużej mierze dzięki kreacji Collette, która zagrała zakompleksioną brzydulę uwielbiającą piosenki ABBY i marzącą o ślubie w egzotycznej scenerii. Za rolę, do której przytyła w krótkim czasie 18 kilogramów, została uhonorowana nagrodą Australijskiego Instytutu Filmowego.
Do kolejnych ról musiała szybko schudnąć, co odbiło się niekorzystnie na jej zdrowiu. Jako 20-latka miała bulimię i cierpiała z powodu ataków paniki. W 1995 roku zadebiutowała w Hollywood rolą w filmie „Żałobnik”. Potem wystąpiła w australijskiej komedii „Diana i ja” (1997) – zagrała Dianę Spencer, która nie tylko nazywa się jak Lady D, ale też w tym samym dniu obchodzi urodziny. Dziewczyna wygrywa wycieczkę do Londynu i liczy na spotkanie z księżną... Film przeszedł niemal niezauważony, bo – pechowo – w czasie, kiedy wchodził na ekrany, światem wstrząsnęła wiadomość o śmierci prawdziwej Diany.
Bardzo ważna w dorobku Collette była rola matki chłopca, który potrafi nawiązać kontakt ze zmarłymi, w thrillerze „Szósty zmysł”. Zasłużona nominacja do Oscara uczyniła z Australijki gwiazdę. Sukces zbiegł się w czasie z głośnym romansem z Jonathanem Rhys Meyersem, którego poznała na planie filmu „Idol” (1999) na motywach biografii Davida Bowie. Związek był burzliwy i przetrwał zaledwie rok.
Po „Szóstym zmyśle” Toni – sama nie będąc jeszcze matką – stała się specjalistką właśnie od takich ról. Stworzyła zapadające w pamięć kreacje w „Był sobie chłopiec” (2002) i „Mała miss” (2006). Swój egzamin praktyczny z macierzyństwa zdała w 2008 roku, gdy urodziła córeczkę Sage Florence.
Collette imponuje swoją wszechstronnością. Gra w filmach amerykańskich („Godziny”, „Wieczór”, „Siostry”), bardzo ceni sobie też rodzime, australijskie kino („Japanese Story”). Za rolę w musicalu „The Wild Party” (2000) na Broadwayu była nominowana do nagrody Tony.
Ostatnio wiele uwagi aktorka poświęca właśnie muzycznej karierze. Z mężem Davidem Galafassim, perkusistą rockowym, nagrała w 2006 roku debiutancką płytę: „Beautiful Awkward Pictures”.
Podkreśla w wywiadach, że jest aktorką, a nie gwiazdą filmową. Po latach spędzonych na walizkach osiadła w rodzinnym Sydney. – Musiałam zjeździć pół świata, żeby zrozumieć, gdzie jest moje miejsce – mówi. – Podróżowanie jest o wiele przyjemniejsze, kiedy ma się port, do którego zawsze można wrócić.
[i]Emma | 14.20 | ale kino! | SOBOTA[/i]
[i]Wszystkie wcielenia Tary | 23.15 | tvn | CZWARTEK[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA