fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Z życia samorządów

Gmina, która nie istnieje

Ścianka wspinaczkowa w gierałtowickiej szkole
rp.pl, Iwona Trusewicz i.t. Iwona Trusewicz
Iwona Trusewicz
Z gminą Gierałtowice jest jak z żyrafą z anegdoty o panu, który w zoo przed klatką z afrykańskim zwierzęciem zakrzyknął: To niemożliwe. Takie zwierzę nie istnieje!
Ledwie Jacek Czech wrócił na Śląsk ze wspinaczki na iglice Cerro Torre w Patagonii, a już pognał do szkoły w Gierałtowicach. Chciał zobaczyć, jakie postępy na ścianie wspinaczkowej w szkolnej sali gimnastycznej poczynili jego uczniowie.
Patagońska wyprawa trwała trzy tygodnie, w czasie których wiejskie dzieciaki ostro trenowały, by zadziwić swojego instruktora.
- Taka profesjonalna ściana jaką gmina postawiła w szkole w Gierałtowicach, to dla dzieci kosmos, rewelacja, pasja, która całkowicie je wciąga. Nie mają czasu na głupoty, nie popadają w złe towarzystwo i nałogi. Do Gierałtowic przyjeżdżają młodzi wspinacze z całej Polski; robimy zawody Śląska i mistrzostwa kraju — wylicza taternik, który wspinał się nie tylko w Argentynie i Tatrach, ale w Alpach i Himalajach; zdobył mistrzostwo Polski i tytuł reprezentanta kraju w narciarstwie wysokogórskim.
Na co dzień prowadzi z żoną Haliną szkołę wspinaczki sportowej „W skale” i uczy w gierałtowickiej podstawówce. Dojeżdża z sąsiedniej gminy.
- Dlaczego Gierałtowice? Bo tutaj władza inwestuje w rzeczy, które gdzie indziej uważane są za szalone, nieprzydatne, ekscentryczne — wylicza taternik.
[srodtytul] Nie taka gmina [/srodtytul]
Gierałtowice to gmina z tych, o których Witold Gombrowicz zwykł pisać „piaski, laski i karaski”. Na powierzchni -niecałe 11 tys. mieszkańców; pod ziemią - kilometry chodników wyrytych przez trzy kopalnie, w których żadna nie ma w gminie siedziby. Krajobraz śląski. Czasami ziemia tąpnie. Pękają ściany domów. Drogi ciągle w remoncie. Nikt tu dacz nie buduje.
- Ale zaczną — śmieje się wójt Joachim Bargiel.
I nie bez podstaw taka myśl mu się w wójtowej głowie błąka. Popyt na gierałtowickie działki jest coraz większy. A ten, kto tu daczę postawi niedaleko ma nie tylko na wspinaczkową ścianę za 160 tys. zł, ale i do nowiutkiego aquaparku za 30 mln zł; renesansowego zamku Chudów, z muzeum, parkiem i stylową oberżą gontem krytą.
Miłośnicy rowerów odkryją oznakowane 42 km ścieżek wiodących przez gminny las. Przy ścieżkach miejscowi entuzjaści zrobili miejsca wypoczynku z ławkami i altankami. Ludzie potrafią tu sięgać po pieniądze z fundacji i funduszy.
- Dostaliśmy na program rowerowy sześć tysięcy złotych z Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Podobny grant na zakup jachtu dostało stowarzyszenie Kotwica - wylicza Gerda Czapelka sołtys Gierałtowic. Amatorzy sportów wszelkich na miejscu mają nowe boiska do kosza, siatki, piłki ręcznej; stadion lekkoatletyczny z poliuretanową bieżnią. Są korty tenisowe i do kometki; betonowe stoły do ping-ponga. A wszystko kolorowe (zieleń i żółć), oświetlone energooszczędnymi lampami, otoczone trybunami i dostępne od świtu do nocy dla młodych i starszych.
Komu zachce się być bliżej historii, odwiedzi eklektyczny pałac von Raczków w Przyszowicach, który gmina wyremontowała kosztem kilkuset tysięcy, a Philips oświetlił tak, że sam się zachwycił i w swoim kalendarzu umieścił (wrzesień 2006). Sąsiaduje tam gminny pałac z wieżą Eiffla, Akropolem czy Bramą Brandenburską.
A jeżeli do tego dodać, że biura, instytucje, ulice w gminie mają oświetlenie energooszczędne za kilka milionów; że żadna z czterech podstawówek nie została zlikwidowana, a wszystkie wyremontowane i wyposażone tak, iż miastowym oko bieleje; że przybyły cztery przedszkola i trzy gimnazja; że bezrobocie tu dwa procent czyli żadne; to jawi się iście patiomkinowska wioska.
- I tak by można o tej gminie powiedzieć, gdyby nie to, że wszystko tu prawdziwe, działa i pracuje nie tylko od frontu, ale i od zaplecza. Można przyjechać i dotknąć — śmieje się katowicki archeolog Przemysław Nocuń, który wprawdzie nie tutejszy, ale kilkanaście lat pracował w prowadzonym przez Fundację zamku Chudów.
Obok terenów z ruinami XVI zamku (ocalała baszta mieści muzeum archeologiczne) atrakcją turystyczną Chudowa jest także nietypowa Izba Regionalna „Łod starki”. Monika Organiściok zgromadziła tutaj codzienne przedmioty (meble, naczynia, sprzęty, ubrania, książki) towarzyszące jej rodzinie przez kilka pokoleń. Sama gości oprowadza i śląską gadką zabawia.
[srodtytul] Cała władze w ręce bezpartyjnych [/srodtytul]
Najbardziej zaskakuje w Gierałowiecach nie poziom inwestowania (co roku ponad 40 proc. budżet), czy umiłowanie nowoczesnych technologii, ale gminna władza. Bo ona jest tu cała bezpartyjna. Ani jeden radny, ani członek zarządu do żadnej partii nie należą.
- I w tym nasza siła. Sprawy gminne, a nie jakiejś partii są tu najważniejsze. SLD raz zrobiła skok na urząd wójta. Kandydata wystawili, to dostał może dwa procent głosów. U nas ludzie patrzą, co kto robi, a nie do jakiej partii należy. Jeżeli my się o coś kłócimy, to tylko o to, co jeszcze zrobić , by nam się lepiej żyło — wyjaśnia Piotr Szołtysek przewodniczący gminnej rady, prawnik w śląskim urzędzie marszałkowskim.
Mirosław Marcol, 35-letni kierownik gminnego Urzędu Stanu Cywilnego, który mieści się w pałacu von Raczków wylicza: - Odkąd pałac wyremontowany, to przyjeżdżają do nas się pobrać pary z Gliwic, Zabrza, Katowic i innych śląskich miast. Po prawdzie spodziewałem się, że będzie więcej, ale to może dlatego, że jeszcze nas remont wnętrz czeka.
Projekt oświetlenia pyrzowickiego zabytku zrobił inżynier Antoni Zdzienicki z Gliwic, który z wójtem Bargielem ten sam wydział elektryczny Politechniki Śląskiej kończył.
- Joachim przez lata wykładał na wydziale elektrycznym politechniki, doktorat napisał, nic więc dziwnego, że swoje pasje realizuje teraz w gminie. Mnie się w Gierałtowicach najbardziej podoba, że oni jak coś zrobią, to chcą to potem światu pokazać. Startują w konkursach, dostają nagrody, zapraszają do siebie. Bardzo dbają o wizerunek. A takie myślenie jest w Polsce charakterystyczne dla gmin miejskich — zauważa Zdzienicki.
Kenta Maubeuge, potomka rodziny von Raczek, wójt zaprosił na pokaz oświetlenia i otwarcie stalej zamkowej ekspozycji, na której znalazły się pamiątki związane z niemieckimi właścicielami. Biznesmen przyznał w mediach, że nie spodziewał się tego co zobaczył. Nie on jeden. - Przyjechał do naszej podstawówki amerykański profesor w Cincinnati. Gdy zobaczył, że w pracowniach językowych są stanowiska ze słuchawkami i komputerami, to przyznał, że takiego sprzętu na jego uczelni nie ma - śmieje się Weronika Bargiel - szefowa gminnego referatu inwestycji, a po pracy - wójtowa Gierałtowic.
Gdy w 1995 r. przeniosła się do pracy ze śląskiej politechniki do urzędu gminy, to nawet nie pomyślała, że za pięć lat męża za szefa w pracy mieć będzie.
[srodtytul] Wygrana przez nokaut[/srodtytul]
Doktor Joachim Bargiel (62 lata) przewodniczył gminnej radzie, ale na fotel wójta się nie wyrywał. Został nim w połowie kadencji, gdy nagle zmarł poprzedni wójt. Po dwóch latach pobił trzech konkurentów w pierwszej turze dostając 74 proc. głosów. W wyborach trzy lata temu wygrał przez nokaut. Dostał 89 procent poparcia.
- Mało widuję męża - wzdycha wójtowa - Joachim staje po piątej, a wraca późnym wieczorem, bo jeszcze wykłada na politechnice. W gminie musi wszędzie być. Najmniejsza szkolna akademia czy zawody bez wójta się nie odbędą.
Przez lata życia w Gierałtowicach wójtostwo dorobili się domu postawionego w latach osiemdziesiątych i auta renault megane. Wójt zarabia w gminie 7500 zł na rękę. Trzy córki już poza domem. Jedna jest anglistką, druga psychologiem, a najmłodsza studiuje weterynarię.
Największą batalię wójt stoczył o budowę aquaparku przy szkole w Paniówkach. Część radnych uważała, że to fanaberia. Takie obiekty mają tylko duże miasta. Radny Wiesław Paszek obawiał się o gminny budżet - wysoki dzięki opłatom z kopalń ( w tym roku to 6,8 mln zł w liczącym 45 mln zł budżecie). Opłaty z roku na rok są jednak coraz niższe, bo sytuacja górnictwa jest coraz trudniejsza.
Po siedmiu latach od pierwszych planów aquapark „Wodnik” jest gotowy. Ruszył z początkiem nowego roku. Są tu dwa baseny; cztery jacuzzi; tunel wodny, zjeżdżalnia, grota solna, widownia; sauny, restauracja z akwariami pełnymi egzotycznych ryb. Agregat kogeneracyjny pracujący jako generator jest też wykorzystany do podgrzewania wody, co pozwala na duże oszczędności energii.
- Tajemnica Gierałtowic? Dla mnie to jest wspólnota, która ją tworzy. Ci ludzie utożsamiają się ze swoją gminą, nie są obojętni na to co się wokół dzieje - mówi Jacek Czech.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA