fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Aktorka prowokuje na premierze

Joanna Szczepkowska (Simone) i Małgorzata Braunek (Elżbieta)
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Nowy spektakl Krystiana Lupy rozpadł się po wielu miesiącach prób. Przedstawienie było katastrofą
"Nie ma potrzeby, by aktor zgadzał się z reżyserem nawet w fundamentalnych kwestiach" – taką opinię wygłasza jeden z bohaterów w pierwszych minutach czterogodzinnego spektaklu "Persona. Ciało Simone", który jest drugą częścią tryptyku. W kolejnych obnaża się brak klarownej reżyserskiej wizji oraz słabość gry aktorskiej. Wszystko to sprawia, że coraz mniej zgadzamy się z Lupą.
[srodtytul]Reżyserskie gierki[/srodtytul]
Najmocniejsze pozostały sceny, w których aktorzy wspomagani są ruchomym obrazem z kamery, a ich recytacja – tekstem wyświetlanym na podwieszonym ekranie. Spektakl w warszawskim Teatrze Dramatycznym okazuje się jedynie niedoskonałym, nieskończonym zapisem prób.
Bohaterką drugiej części swojego długo oczekiwanego dzieła inscenizator uczynił aktorkę (Małgorzata Braunek)mającą zagrać rolę francuskiej myślicielki Simone Weil. Podczas kilkugodzinnego spektaklu przechodzi ona drogę od negowania pomysłu reżysera, przez podjęcie jego niezrozumiałej wizji, aż po stopienie się z graną przez siebie postacią.
Aktorka nosi nazwisko Elżbiety Vogler. Tak jak bohaterka filmu "Persona" Ingmara Bergmana. Pomimo że propozycja grania Weil wydaje się jej początkowo niestosowna, prowokowana przez reżysera zaczyna pracować nad rolą. Pojawiając się na próbach, godzi się na udział w niezrozumiałych dla siebie ustawieniach, które mają w niej wyzwolić Simone.
W końcowej scenie spektaklu Elżbieta Vogler wygłasza fragmenty "Myśli i świadomości nadprzyrodzonej Weil" już nie jak aktorka, która gra postać, lecz jak kobieta, która staje się Simone. Dla podkreślenia całkowitej przemiany bohaterki Lupa wprowadza w scenie końcowej Joannę Szczepkowską – finałowe wcielenie Weil.
[srodtytul]Daremny Bergman, nieczytelna Weil[/srodtytul]
Trudno zrozumieć, w jakim celu Lupa wprowadził postać Elżbiety Vogler jako tej, która ma się zmierzyć z rolą Weil. Dla widzów nie ma znaczenia, czy jest nią bohaterka zapożyczona z filmu Bergmana. Lupa nie wprowadza nas w jej historię, nie pozwala zrozumieć, jak jej życie ma wpłynąć na zlecone zadanie.
Co więcej, w aktorskim zmaganiu się z rolą widzimy raczej Małgorzatę Braunek niż wymyśloną Elżbietę. Wiemy, że od 40 lat nie grała na scenie, i widoczne są jej warsztatowe niedostatki. Jeżeli jednak obecność Braunek w teatrze Lupy można traktować jako eksperyment, to pojawienie się w nim Szczepkowskiej miało być najmocniejszym elementem projektu.
Tymczasem aktorka nie może się zdecydować na wybór sposobu gry. W scenach filmowych, ucharakteryzowana na Weil, jest przejmująca, wypowiadając zaledwie kilka słów, by za moment zgasnąć i zrezygnować. Jakby mówiła reżyserowi, że jednak nie będzie grała tak, jak on jej każe.
Skonfliktowana z Lupą, w scenach, gdzie liczył na jej warsztat, bawiła się jego kosztem i prowokowała. Tuż przed zakończeniem spektaklu, wyraźnie zwracając się do reżysera improwizowanym tekstem: "Jak daleko można pójść?", pokazała mu gołe pośladki.
Ostatecznie najbardziej przejmujące pozostały sceny, w których aktorzy oglądają siebie na kinowym ekranie. To te nieliczne momenty, kiedy Lupie udało się uchwycić ulotność tytułowej persony, pytania o to, kim jesteśmy.
Niestety, kiedy znika projekcja i aktorzy pozostają sam na sam z tekstem Weil wyrwanym z kontekstu, brzmi on banalnie. A reżyser, pokonany przez wykonawców, kłaniając się rozczarowanej publiczności, zdawał się przyznawać, że nic nie może się udać bez porozumienia z aktorem.
[b]Czytaj też w Życiu Warszawy[/b] - [link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/447971_Niepotrzebna_premiera_.html]"Niepotrzebna premiera"[/link]
[ramka][b]Oświadczenie reżysera[/b]
Krystian Lupa dystansuje się wobec zachowania pani Joanny Szczepkowskiej wypaczającego wymowę ostatniej sceny spektaklu "Persona. Ciało Simone", uznając występ za performerską inicjatywę aktorki.[/ramka]
[ramka] [b]Sprostowanie Joanny Szczepkowskiej [/b]
W czasie premiery „Persona. Ciało Simone” nie improwizowałam tekstu. Słowa „Tu jeszcze dalej możesz iść”, w czasie których wyszłam z granic przedstawienia, są powtórzone w tekście trzy razy, tak jak powiedziałam je na scenie. Są częścią tekstu, który dostałam krótko przed premierą i którego uczciwie i skutecznie się uczyłam.
Trwająca 40 minut moja scena z Małgorzatą Braunek doczekała się jednej próby tuż przed premierą. W czasie prób nie byłam skonfliktowana z Krystianem Lupą. Współpraca przebiegała bardzo spokojnie i z obopólną akceptacją.
Krystian Lupa w swoim przedstawieniu artykułuje takie wyzwania: Nie jest artystą ten, kto nie pokonuje ograniczeń. Nie jest artystą ten, kto nie ma w sobie obszaru kompromitacji. Aktor powinien dialogować z postacią i reżyserem. Powinien odejść od teatralizacji i włączyć swoją prywatność.
W czasie premiery nie zrobiłam niczego ponad to. Chcąc spróbować dotknąć tego wyzwania, zachowałam się według tych wskazówek: przekroczyłam ograniczenia, obnażając pośladki stworzyłam obszar własnej kompromitacji. Nie przyszło mi do głowy, że artysta odżegna się od mojego zachowania i uzna je za błąd.
W tekście roli mam napisane: „twój lęk przed błędem jest jeszcze większym błędem”. Dlatego mimo strachu popełniłam ten błąd. Wiem już teraz, że naruszyłam granice, które jednak istnieją. Wiem też o wiele więcej. Wiem, ze recenzent może napisać o improwizowaniu tekstu sądząc z własnego wyobrażenia.
Wiem, że bardzo „samodzielna” i zupełnie „niezależna” recenzentka Joanna Derkaczew („Gazeta Wyborcza” – przyp. red.) znając oczywiście list Lupy do prasy odżegnujący się od mojego gestu, może w recenzji podać do wiadomości, że zabieg był zaplanowany przez reżysera. Niepotrzebnie. Jestem już po rozmowie z Krystianem Lupą i ustaliliśmy, że mimo mojego braku subordynacji będę grała tę rolę. Po prostu reżyser chce, żebym ją grała. Tyle, że oczywiście w ramach przyzwoitości.
[i]Joanna Szczepkowska[/i]
[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA