fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Tusk obudził potwora – swoją partię

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Polityka Donalda Tuska nie ma konturów i celu. Ja wiem, co on chce osiągnąć, jako osoba, ale nie wiem, co chce osiągnąć jako polityk - twierdzi Paweł Śpiewak, socjolog i były poseł PO
[b]Sondaże pokazują, że rezygnacja Donalda Tuska z ubiegania się o prezydenturę może pozwolić Lechowi Kaczyńskiemu wygrać pierwszą turę. Premier nie za dużo ryzykuje?[/b]
[b]Paweł Śpiewak:[/b] Woli pozycję, w której będzie miał efektywną i skuteczną władzę, a dzięki niej możliwości na realizację projektów, które ma ochotę zrealizować. Chce mieć też kontrolę nad sytuacją w partii. Nie może pozwolić na to, że partia pójdzie w zupełnie innym kierunku niż Donald Tusk to sobie zaplanował. Sam kiedyś powiedział: "Ich jest dwóch, a ja jeden". Bracia Kaczyńscy mogli podzielić między sobą dwie najważniejsze funkcje państwowe bez konsekwencji dla partii. A decyzja Donalda Tuska dała rzeczywiście Lechowi Kaczyńskiemu nowe pole działania i teraz pewnie w napięciu obserwuje i tworzy plan bitwy.
[b]Donald Tusk powinien więc jak najszybciej wskazać kandydata PO na prezydenta?[/b]
Premier ma teraz poważny dylemat, bo jego kandydat musi spełniać dwa kryteria. Pierwszym kryterium jest jego wybieralność – czyli że wygra i zapewni PO Pałac Prezydencki. Drugie kryterium jest takie, że kandydat musi wyrastać z partii. I tutaj okazało się, że Donald Tusk, wycofując się z wyścigu o prezydenturę, pobudził (nie wiem, czy to była zamierzona intencja) potwora, który się nazywa partia. Nagle partia chce mieć coś w tej kwestii do powiedzenia i swoje zdanie chcą mieć też poszczególni kandydaci. Zaczynają mieć swoich zwolenników, stronników, co wywołuje kłótnie i różnego rodzaju polemiki. Sytuacja jest ciekawa, bo Donald Tusk stał się zakładnikiem tego, co powie jego aparat partyjny.
[b]Zawsze mówiono, że jest silnym przywódcą. Nie może sam podjąć decyzji?[/b]
Może się oczywiście partią nie przejmować, ale on już obudził niedźwiedzia. Nawet jeżeli ostatecznie sam podejmie decyzję i będzie w stanie ją uzasadnić, to może wywołać głębokie niezadowolenie. W polityce zawsze najbardziej niezadowoleni są ludzie, którzy się do niej włączyli i nagle ich głos został zignorowany, a ich poczucie sprawstwa ograniczone. Niezadowolenie w aparacie partyjnym PO może być większe niż Donald Tusk się tego spodziewa.
[b]Może więc powinien zdać się na decyzję partii? Dlaczego się upiera, aby mieć wpływ na tę kwestię?[/b]
To problem jednoosobowej, wielkiej pozycji Donalda Tuska. Chce być rozgrywającym i kontrolującym sytuację. To jest jedna przyczyna. Druga może być taka, że władza w Polsce jest nieskuteczna. Bardzo łatwo powiedzieć, że stworzymy: lepsze sądy, pokonamy korporacje prawnicze, ale nic z tego nie wychodzi. Trzeba ten imposybilizm polityczny i prawny przełamać. Chcę wierzyć, że dążenie Donalda Tuska nie jest związane tylko z chęcią dominacji i osobistymi ambicjami, ale też z chęcią przywrócenia sprawnego rządzenia. Nie widzę jednak żadnego powodu, żeby sądzić, iż premier, który będzie posiadał jeszcze więcej władzy, stanie się bardziej skuteczny. Donald Tusk musiałby przekonać mnie i opinię publiczną, że im więcej władzy w ręku jednej osoby, tym państwo będzie skuteczniej budowało drogi i szybciej nastąpi radykalna reforma finansów publicznych.
[b]Co będzie oznaczać dla Polski wzmocniona władza premiera?[/b]
Donald Tusk cały czas dąży do takiej konstrukcji państwa, w której władza jest całkowicie skupiona w rękach premiera-kanclerza z osłabieniem wszystkich ośrodków władzy. To w gruncie rzeczy oznacza dominację większości parlamentarnej. Wyższy aparat partyjny decyduje o stanie państwa – taka partiokracja, ale to będą rządy oligarchiczne. Donald Tusk przestrzegał przed tym w 2001 roku. Wtedy nie chciał nawet PO nazywać partią, żeby nie czynić z niej instytucji, która będzie brała od państwa pieniądza na własną działalność. Ciekawe jest, jak dalece zmienił swoją linię polityczną.
[b]Chce pan powiedzieć, że straszono nas braćmi Kaczyńskimi, a tyranem okazał się Donald Tusk?[/b]
Ci trzej panowie niewiele się od siebie różnią. Kaczyńscy mieli pewien projekt ideologiczny. Potrzebowali potężnej władzy, bo chcieli wyzwolić Polskę z układu, postkomuny, korupcji. Jarosław Kaczyński miał świadomość tego, o co mu chodzi, ale źle dobrał narzędzia do walki. W jakim celu władzy potrzebuje Donald Tusk? Być może chce rozwiązać problemy, które zostały zdefiniowane w latach 2004 – 2005. Wtedy mówiliśmy o zatrzymanej transformacji ustrojowej, o niedoszłych reformach. Pytanie, czy Donald Tusk ma zamiar się z tymi problemami zmierzyć, pozostaje otwarte. Ja tego nie widzę. Z polityką Donalda Tuska jest taki problem, że ona nie ma konturów i celu. Ja wiem, co on chce osiągnąć jako osoba, ale nie wiem, co chce osiągnąć jako polityk, który posiada program naprawy instytucji państwowych.
[b]Może to dobry sposób na uprawianie polityki? Bracia Kaczyńscy wyznaczyli sobie konkretny cel i przegrali.[/b]
Ale sukces Tuska nie wynika z tego, że on nie mówi, co będzie robił. Po prostu bracia Kaczyńscy uprawiają politykę w sposób zagrażający poczuciu bezpieczeństwa, rozumności i racjonalności ludzkiej.
[b]A kiedy premier Tusk nie mówi, co planuje, to nie wywołuje w ten sposób poczucia niepewności i zagrożenia? [/b]
Jak widać, większości ludzi Donald Tusk jednak daje poczucie bezpieczeństwa. Nie chcą się zajmować polityką i wolą, kiedy staje przed nimi mąż stanu, który wyjaśni, co mamy robić. Badania socjologiczne pokazują, że 80 proc. Polaków pojmuje demokracje w sposób oligarchiczny – nie widzą nic złego w sytuacji, że nie my rządzimy, ale jest elita, która nami rządzi. Spokój w pieleszach domowych jest w Polsce najważniejszą wartością.
[b]Czy decyzja Tuska o niekandydowaniu miała jakiś związek z aferą hazardową?[/b]
Afera hazardowa to wydarzenie dla Donalda Tuska pozytywne. Pozwoliła mu pozbyć się dawnych współpracowników. Cały dwór został rozniesiony. Teraz zmierza do kolejnego etapu, a co się za tym kryje, czas pokaże.
[b]Jadwiga Staniszkis mówiła w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że decyzja Tuska ma jakieś drugie dno, tylko ona jeszcze nie wie jakie.[/b]
Nie lubię tego typu określeń. To jest język Jarosława Kaczyńskiego, który mówi na przykład, że zna jakieś wyniki badań, z których coś wynika, ale nie pokazuje tych badań. Stosuje zwrot w stylu "wiem, ale nie powiem". W taki sposób mowa publiczna staje się nieprzejrzysta i nieczytelna. Zaczyna się powszechnie stosować ton bezpodstawnej insynuacji.
[b]Politycy PiS twierdzą, że Donald Tusk jest uwikłany w aferę hazardową i bał się, że podczas kampanii prezydenckiej ktoś mu coś wyciągnie.[/b]
Po numerze posła Jacka Kurskiego, który był kpiną z losu bardzo wielu Polaków ze Śląska, Pomorza, siłą wcielonych do Wehrmachtu, nie widzę powodów, żeby Donald Tusk miał się czegoś bać. Obserwuję przesłuchania komisji hazardowej i nie ma żadnego dowodu na to, że premier jest uwikłany. Nawet jeśli tak jest, to komisja śledcza jest niezdolna do ustalenia czegokolwiek. Poza tym większość składu komisji to członkowie PO, a zatem wnioski, które komisja wysnuje, nie będą dla tej partii niekorzystne. Cała sprawa rozmyje się przed wyborami.
[b]Ale przy okazji prac komisji hazardowej przypomniano stare określenie liberał-aferał. Czy ono pasuje do Platformy Obywatelskiej?[/b]
Gdzie Dniepr, a gdzie Sekwana? PO ma pewne genetyczne związki z Kongresem Liberalno-Demokratycznym (KLD), ale nie ma związku z liberalizmem w jakimkolwiek wydaniu. To jest zupełnie inna formacja polityczna. KLD miał w najlepszym momencie poparcie 8-proc., a PO ma poparcie ponad 40-proc. Fundamenty Platformy umieściłbym raczej w Unii Wolności. W PO są zresztą również ludzie z PiS i Porozumienia Centrum. Nie słyszałem w PO jakichkolwiek haseł o charakterze liberalnym. No, może poza mówieniem o prywatyzacji i deregulacji gospodarki, ale to na razie tylko słowa.
[b]Może do liberałów Platformie daleko, ale po sprawie Mira, Zbycha i Grzesia do aferałów już chyba krótka droga.[/b]
Lider PO wywodzi się z KLD, ale mówienie o nim, że jest aferałem, jest nadużyciem. Za wielki sukces Donalda Tuska uważam fakt, że PO nie ma na koncie zbyt wielu afer. Szef rządu pilnuje standardów moralnych. Dowodem na to jest fakt, że po wypłynięciu w mediach afery hazardowej wiele podejrzanych osób po prostu z rządu wyleciało. Partia rządząca ma zawsze wiele pokus, a PO nie jest partią, która w znacznym stopniu tym pokusom ulega. Nie wpadają, a może media po prostu nie potrafią takich rzeczy wyśledzić. Jednak rozumowanie w stylu Zbigniewa Ziobry, że nie ma dowodów, bo jest maszynka do niszczenia dowodów, urąga mojemu umysłowi.
[b]Afera hazardowa nie zaszkodzi Platformie?[/b]
Nie ma afery hazardowej. Jest komisja hazardowa, ale niewiele z tego wynika. Ludzie mają poczucie, że coś jest nie tak i jest jakiś kłopot. Nie było w Polsce partii czy koalicji rządzącej, która nie miałaby tego typu historii za sobą. To jest po prostu choroba polskiej polityki. Coś takiego występuje w większości krajów postkomunistycznych.
[b]Czy coś może przeszkodzić Donaldowi Tuskowi w realizacji jego planów?[/b]
Ja nie widzę takiej siły ani wewnątrz partii, ani poza partią. Najbliższych kilka lat w polityce należy właśnie do niego.
[b]Premier jest już mężem stanu?[/b]
A kto to jest mąż stanu? Jeżeli przyjmiemy, że to osoba rangi Winstona Churchilla, Franklina Delano Roosevelta czy Konrada Adenauera to możemy się zastanawiać nad pozycją naszego premiera. Jednak nie nadużywałbym tego określenia względem Donalda Tuska. Do niego pasuje określenie: przywódca polityczny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA