fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Upiorny czas przed lustrem

Aktorstwo to przygoda bez gwarancji – przekonuje Janusz Chabior
Monolith
Z legnickiego Teatru im. Modrzejewskiej trafił do TR Warszawa. Od dziś w kinach możemy podziwiać go w bezbłędnej roli wampirycznego dziadka w „Kołysance” Juliusza Machulskiego.
[b]ŻW: Ciągle jest pan głodny?[/b]
[b]Janusz Chabior:[/b] Bywam, ale nie aż tak, jak dziadek Makarewicz. 
[b]Pana bohater, rzeczywiście, nieustająco domaga się jedzenia, ale zdobywa je w nietypowy sposób...[/b]
Bo też film „Kołysanka” nie jest typowy. Opowiada o rodzimych wampirach. Innych od tych, które widujemy w zagranicznych produkcjach. Jakby swojskich, ale nie do końca. Rodzina Akarewiczów, której często grunt pali się pod nogami, musi nieustannie zmieniać miejsce zamieszkania. W pewnym momencie pojawia się we wsi Odlotowo.
[b]Czy Mazury to dobra przestrzeń dla wampira?[/b]
Pewnie. Jest tam ekologicznie, zdrowo. Dla dziadka Makarewicza to ważne. Swoje lata już ma, powinien się dobrze odżywiać. Dla jego filmowego syna i wnuków to też idealna kraina.
[b]Jak zareagował pan, 46-latek, na propozycję Juliusza Machulskiego, by zagrać postać fizycznie wyglądającą na 80-latka?[/b]
Senior Makarewicz przyznaje się do 550 lat.  
[b]Wiek dla wampira to ponoć kwestia umowna, ale jednak bohater jest dużo starszy niż pan.[/b]
Na początku też mnie to trochę zaskoczyło. Pomyślałem, że może coś jest nie tak, ale Julek szybko mnie uspokoił. Też mówił o inaczej liczonych wampirzych latach i o tym, że pasowałaby mu do koncepcji całości postać żwawego 80-latka. To wspaniałe aktorskie wyzwanie zagrać taką postać.
[b]Co było najbardziej upiorne w pana charakteryzacji, podobno bardzo czasochłonnej?[/b]
Dla mężczyzny 2,5 godziny spędzone przed lustrem to wystarczająco upiorna rzecz. Resztę da się przetrwać. Szczególnie, że na planie „Kołysanki” pracowałem z mistrzami. Kierowcą tego autobusu był Julek Machulski – mistrz gatunku komediowego, operatorem – Arek Tomiak, mistrz obrazu, a za moją charakteryzację odpowiadał wspomniany już Tomek Matraszek. Zmianę wizerunku zaczynaliśmy, kiedy moi koledzy jeszcze smacznie spali. Tomek krok po kroku dolepiał mi te 35 lat.
[b]Czyli?[/b]
Zaczynał od zmiany struktury skóry, potem była rekonstrukcja oka. Jest w filmie scena, kiedy na pytanie dziennikarza, jak stracił oko, dziadek Makarewicz odpowiada: „Nie straciłem, ono tam jest, tylko w środku”. Trzeba więc było zrobić sztuczną powiekę i brew. A ortodonta przygotował mi piękną protezę z parą samotnych kłów, które ostały się mojemu bohaterowi.
[b]Zęby dziadka Makarewicza odegrały znaczącą rolę w rozwoju filmowej akcji…[/b]
Miałem też z nimi przejścia na planie. Proteza nie jest zbyt wygodną rzeczą, więc w dłuższych przerwach między ujęciami wyjmowałem ją i chowałem do chusteczki. Ale mój strój nie miał kieszeni, więc zdarzały się nerwowe poszukiwania uzębienia tuż przed wejściem na plan. Jak widać jednak na ekranie, z dobrym skutkiem.  
[b]Robert Więckiewicz, grający pana filmowego syna, mówi „Dla Machulskiego wszystko”. To reżyser, który ma dobrą rękę do aktorów. Wypromuje i pana?[/b]
Jeśli moja rola w „Kołysance” spodoba się widzom, będę się cieszył. Ja w każdym razie z dziadka Makarewicza jestem zadowolony. Co się jednak zdarzy, nie wiem. Aktorstwo to przygoda bez gwarancji.
[b]Reżyserem, dzięki któremu kilka lat temu zauważyli pana widzowie teatralni, był Przemysław Wojcieszek. Dostał pan od niego znak jakości: „Made in Poland”?[/b]
Wiktor to była rola jakby napisana dla mnie. Już podczas pierwszego czytania sztuki to wiedziałem. Tragiczna postać z krwi i kości.
Po raz pierwszy w swojej karierze czułem na scenie absolutną wolność i moc. Ta rola przyniosła mi wiele nagród, uznanie publiczności i przepustkę do Warszawy.
Teraz bardzo czekam na zamknięcie kolejnego etapu tej przygody – premierę wersji filmowej. Z zapowiedzi Przemka wynika, że uda się zdążyć na festiwal do Gdyni, czyli już na koniec maja, bo w tym roku po raz pierwszy impreza odbędzie się w tym terminie. 
[b]Na FPFF zobaczymy pana także w „Różyczce” Jana Kidawy-Błońskiego, ponoć znakomitym polskim „Życiu na podsłuchu”. Gdzie jeszcze?[/b]
Chyba w kwietniu premierę będzie mieć „Hel” Kingi Dębskiej. Poza tym od trzech lat jestem związany z TR Warszawa. W najbliższym czasie będę występował w „Psychosis” Grzegorza Jarzyny, potem w „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię” i „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” – oba spektakle w reżyserii Przemka Wojcieszka.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA