fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Gwałciciel zjednoczył Zieloną Górę

W Zielonej Górze wszędzie wiszą portrety pamięciowe sprawcy
Fotorzepa, bartosz jankowski Bartosz Jankowski
Choć miasto żyje w strachu, nikt nie mówi już „to mnie nie dotyczy”
Dorota Haładyn jest przekonana – bandyta zostanie złapany. To kwestia dnia, dwóch, może trzech. Ale zanim do tego dojdzie, trzeba zdobyć wiedzę. Dlatego Babska Agencja Rozwoju, na czele której stoi, organizuje spotkania z policjantami, instruktorami sztuk walk. Kobiety dowiadują się na nich, że: należy unikać odludnych miejsc, rezygnować z samotnych spacerów, częściej zamawiać taksówki, a w kieszeni nosić gwizdek albo garść soli, którą można sypnąć napastnikowi w oczy.
– W sobotę zaczynamy kurs samoobrony. Mamy profesjonalnego instruktora i salę gimnastyczną w jednej ze szkół. I wszystko za darmo – mówi Haładyn. – Każdy ma jakąś siostrę, żonę, córkę, matkę albo choćby sympatię. Dlatego nikt nie może powiedzieć: „ta sprawa mnie nie dotyczy”.
Zielona Góra się boi. Ale strach zbliżył ludzi do siebie.
Zaczęło się 9 stycznia. Na jednym z osiedli nieznany mężczyzna rzucił się na samotnie spacerującą kobietę. Potem były jeszcze cztery ataki w Zielonej Górze, jeden w sąsiedniej Świdnicy i jeden w oddalonym o blisko 50 km Lubsku. Ofiary mają od 16 do 32 lat. Dwie z nich zostały zgwałcone, a dwie pocięte ostrym narzędziem.
Napady wiele łączy. Bandyta zachodził kobiety od tyłu i zadawał ciosy brzytwą lub nożem. Są także różnice. Do jednego napadu doszło wieczorem, do innego około dziesiątej rano. Mężczyzna atakował w parkach, ale też na klatce schodowej.
[wyimek]Lubuska policja otrzymuje dziennie kilkadziesiąt sygnałów od mieszkańców[/wyimek]
Policja nie odpowiada jednoznacznie, czy mamy do czynienia z jednym napastnikiem, czy było ich kilku. Na podstawie zeznań kobiet policyjny rysownik sporządził trzy portrety pamięciowe. Dwa przedstawiają chudego mężczyznę w wieku od 20 do 25 lat, z twarzą przeoraną bliznami po trądziku. Na trzecim podejrzany ma około czterdziestki, owalną i gładką twarz.
– Nad sprawą dzień i noc pracuje specjalna grupa operacyjno-śledcza powołana przez komendanta wojewódzkiego. W środę dołączyli do nas dwaj specjaliści z Komendy Głównej Policji. Każdego dnia na ulice Zielonej Góry i pobliskich miejscowości wyrusza ok. 150 policjantów w umundurowaniu i po cywilnemu – podkreśla nadkomisarz Agata Sałatka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim.
Lada dzień będzie gotowy portret psychologiczny sprawcy, a policjanci analizują akta podobnych spraw z całej Polski. Biorą pod uwagę kilka hipotez – według jednej sprawca to ktoś z miejscowych, według innej bandyta pojawia się w Zielonej Górze tylko przy okazji „łowów”.
W tej sprawie pewne jest tylko jedno – lubuska policja nigdy jeszcze nie miała do czynienia z podobną serią.
[srodtytul]Troska o sąsiadów[/srodtytul]
– To teraz oblężone miasto – wzdycha pani Helena. Dzieli nas szyba budki z biletami, w której siedzi od świtu do zmierzchu. Widzi z niej ulicę okalającą jedno z największych osiedli w Zielonej Górze. Za dnia ruch jest spory. Wieczorem chodniki pustoszeją. – Nie ma co się dziwić. Kawałek stąd był pierwszy napad, dalej drugi. Ludzie się boją – mówi.
Ale przecież żyć trzeba. Dlatego mieszkańcy starają się chodzić grupkami, odprowadzać do domów czy sklepów. A kogo stać, woła taksówkę.
– Kierowcy to dopiero mają zarobek. Oni jednak też wiedzą, że sytuacja jest wyjątkowa. Teraz to żaden nie odjedzie, dopóki nie zobaczy, jak kobieta znika za drzwiami swojego domu – mówi Haładyn.
Podobnie jest w Świdnicy. – Nazajutrz po napaści było spotkanie z dziećmi w szkole, potem z sołtysami okolicznych wsi. Na stronie internetowej gminy do dziś wisi informacja na temat zagrożenia – wylicza Stefan Brzozowski, sekretarz gminy. – Ludzie starają się patrzeć nie tylko na siebie. Interesują się także tym, co się dzieje z sąsiadem.
[srodtytul]Solidarność w obronie[/srodtytul]
Na obrzeżach Zielonej Góry, gdzie doszło do większości napadów, portrety pamięciowe domniemanego sprawcy wiszą w sklepach i na przystankach. Im bliżej centrum, tym ich mniej. Ale wszędzie gwałciciel jest tematem numer jeden.
Na deptaku zaczepia nas dwóch mężczyzn. – Jesteście dziennikarzami? Czy to prawda, że go złapali? – dopytują. I zaraz opowiadają, że kilkanaście minut temu policjanci wyprowadzali z zakładu fryzjerskiego skutego mężczyznę. Podobno fryzjerka rozpoznała w nim zboczeńca z listów gończych.
– Podobnych sygnałów otrzymujemy kilkadziesiąt dziennie. Reagujemy na każdy. Niektóre wymagają sprawdzenia w komendzie – tłumaczy nadkomisarz Sałatka.
Za pomoc w wykryciu sprawcy napadów prezydent Zielonej Góry wyznaczył 20 tys. zł nagrody. 3 tys. zł dorzucił komendant miejski policji. Ale pieniądze to niejedyny czynnik aktywizujący ludzi. – Mamy już dość życia w strachu – mówi Anna, ekspedientka w jednym ze sklepów. Do tego stopnia, że mieszkańcy sami organizują się w grupki i szukają sprawcy.
– Doceniamy chęć pomocy, ale takie działania należy pozostawić policji – zastrzega nadkomisarz Sałatka.
– Wspólny wróg jednoczy, solidarność to odruch obronny – komentuje prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. – Nie ma jednak szans, by przetrwać dłużej.
Dorota Haładyn jest jednak pewna, że jakiś ślad po tej historii pozostanie w mieszkańcach Zielonej Góry: – Inne miasta, jeśli nie daj Boże znajdą się w podobnej sytuacji, mogą czerpać z naszego doświadczenia. A jeśli choć niewielka część kobiet nauczy się, jak radzić sobie w chwili zagrożenia, to już będzie bardzo dużo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA