fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ostatni polski komunista

Kazimierz Mijal (1910 – 2010) z Mao Zedongiem
Wikipedia
Dziś w Warszawie odbędzie się pogrzeb Kazimierza Mijala, jednej z najciekawszych i jednocześnie najbardziej zapomnianych postaci polskiego komunizmu. Zmarł pod koniec stycznia w wieku blisko 100 lat.
To on w grudniu 1966 roku uciekł z nieznośnie burżuazyjnej Polski do Albanii, skąd przez Radio Tirana propagował idee swojej nielegalnej Komunistycznej Partii Polski. Po 12 latach, kiedy gościna albańskiego dyktatora Enwera Hodży zaczęła go uwierać, jako dawny znajomy Mao i Zhou Enlaja zbiegł do Chin, gdzie podejmowano go z honorami należnymi ostatniemu polskiemu maoiście. Do kraju, gdzie zostawił żonę i dwóch synów, wrócił nielegalnie w 1983 roku. Półtora roku później aresztowano go i próbowano wrobić w… kierowanie mordercami ks. Popiełuszki.
W komunizm Mijal zaangażował się dopiero w czasie wojny. Wcześniej był przykładem na awans cywilizacyjny w II RP. Pochodząc z biedoty wiejskiej, zrobił absolutorium (egzamin magisterski miał zdawać we wrześniu 1939 roku) i został wicedyrektorem oddziału banku. W PRL ten sekretarz Krajowej Rady Narodowej szybko stał się partyjnym dygnitarzem, szefem kancelarii Bieruta, ministrem. Odsunięto go po 1956 roku.
Był fanatycznym komunistą. On, wychowany po katolicku przez głęboko religijną matkę, nigdy nie obchodził świąt, nie składał życzeń, zdumiewał się, że można mieć w domu choinkę. Za zdrajców uważał nie tylko takich ludzi jak Rakowski, Miller czy Kwaśniewski, których określał wdzięcznym mianem „bagna sprzedajnego lumpenproletariatu”, ale i ekipę Gomułki. Wszelkie rozmowy o zbrodniach stalinowskich kwitował sformułowaniem „zawracanie głowy”. Stalin, zdaniem Mijala, owszem, popełnił pewne błędy, ale był miłym, serdecznym człowiekiem, który Bierutowi w Moskwie osobiście ścielił łóżko i przygotowywał kąpiel.
Mijala poznałem dziewięć lat temu, przy okazji przeprowadzania wywiadu. Przyjmował mnie w swoim niedużym mieszkaniu na Mokotowie, poił herbatą, mówił per „wy, towarzyszu” i przekonywał, że komunizm zwycięży. „W Internecie Marksa wybrali na myśliciela tysiąclecia. Czy to znaczy, że w tym Internecie głupcy pracują?” – triumfował.Robert Mazurek
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA