fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Natalia wbrew schematom

Natalia Rybicka w spektaklu „Opowieści Lasku Wiedeńskiego“ gra rolę Marianny
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Miała 15 lat, kiedy przykuła uwagę w filmowym „Żurku”. Popularność dał jej serial „Londyńczycy”. Teraz Natalia Rybicka, z kolegami z Akademii Teatralnej, broni dyplomu na deskach Collegium Nobilium. „Opowieści Lasku Wiedeńskiego” reżyseruje Agnieszka Glińska.
Po filmie Ryszarda Brylskiego porównywano ją do Leonarda DiCaprio z „Co gryzie Gilberta Grape’a?”. Była równie nieprawdopodobnie prawdziwa w roli opóźnionej w rozwoju Iwonki, jak on jako Arnie. Perfekcyjnie też dopełniała postać matki, kreowaną przez Katarzynę Figurę.
– Już na castingu, który zaczęliśmy od najtrudniejszej sceny, po kilku zdawkowych uwagach na temat niełatwej roli zaprezentowała całą gamę gestów, spojrzeń i zachowań, z których potem zbudowaliśmy postać – komentował po premierze reżyser Ryszard Brylski. – Na planie instynktownie pilnowała własnej ekspresji i rytmu, dlatego tak świetnie uzupełniły się z Kasią Figurą.
[srodtytul]Pora na grę [/srodtytul]
Brylski uważał, że Natalia jest wprost stworzona do kreowania trudnych i skomplikowanych psychologicznie postaci. Przez następne lata nie stawiano jednak przed młodą aktorką tak trudnych zadań. Grała najczęściej tzw. zwyczajne dziewczyny. Czasem trochę bardziej zbuntowane czy zagubione, jak w filmie „Kto nigdy nie żył” Andrzeja Seweryna, lub wystawiane na próbę i straszone, jak w horrorze „Pora mroku” Grzegorza Kuczeriszki.
Wystąpiła w blisko 20 tytułach, głównie serialowych. Szerokiej widowni zapadła najmocniej w pamięć dzięki „Londyńczykom”. – Udział w tym projekcie dał mi dystans do zasad wyniesionych ze szkoły, ale i nauczył pokory – mówi.
– Natalia jest bardzo plastyczna, gra na niuansach. Fajnie było z nią pracować – chwali reżyser Wojciech Smarzowski.
[srodtytul]Światła na scenę [/srodtytul]
Teraz przed Natalią i jej kolegami z roku wyzwanie teatralne. „Opowieści Lasku Wiedeńskiego”, uznawane za najważniejszy i najlepszy dramat Ödöna von Horvátha, ukazują losy mieszkańców pewnej wiedeńskiej uliczki. „Ludzie się tu kochają, pożądają, kłócą, porzucają, kupują losy na loterię, kaszankę i ciężko ranne ołowiane żołnierzyki, w rytm walców Straussa i… odgłosów świniobicia” – opisują realizatorzy.
Natalia gra dziewczynę wychowywaną przez właściciela sklepu z zabawkami. Ojciec wyznaczył jej los, ale ona postanawia żyć według swoich reguł. I ponosi tego konsekwencje.
– Marianna jest trochę pogubiona. Z początku nie wie, czego chce i co czuje, ale próbuje to zmienić, uciekając od dotychczasowych schematów – opowiada Natalia.
Reżyserka spektaklu widzi u Rybickiej zarówno talent i potencjał, jak i doświadczenie wyniesione z wcześniejszych zawodowych zadań.
– Praca z nią jest fascynująca. To aktorka całkowicie świadoma środków wyrazu. Przerosła moje oczekiwania w tej roli – stwierdza Agnieszka Glińska.
Ale niewiele brakowało, a Natalia nie stanęłaby na scenie.
[srodtytul]Na początek Nibylandia[/srodtytul]
Nikt z krewnych 23-letniej dziś warszawianki nie miał artystycznych inklinacji. Sukcesy odnosili raczej w sporcie. Ojciec Marek Rybicki jako judoka był w kadrze olimpijskiej. To właśnie za jego sprawą, a właściwie za sprawą jego pomyłki, Natalia złapała aktorskiego bakcyla.
– Chciałam tańczyć, ale tata pomylił eliminacje do zespołu tanecznego z castingiem do musicalu „Piotruś Pan”. Moje aktorstwo jest tego konsekwencją – komentuje.
W spektaklu Romy dostała rolę Tygrysiej Lilii, córki indiańskiego wodza. Między występami, razem z innymi młodymi aktorami, wędrowała na castingi. Tak trafiła do serialu „Więzy krwi”. A potem do kolejnych.
Sporo czasu spędziła na planie, ale po maturze nie od razu zdecydowała się na szkołę teatralną. – Wiele osób mi to odradzało. Mówili, że stracę naturalność – wspomina. – Doszłam jednak do wniosku, że nie wyobrażam sobie studiowania gdzie indziej.
[srodtytul]Chrzest i wiara[/srodtytul]
Akademia Teatralna dała jej przedsmak aktorskiego życia. Jednak prawdziwy chrzest przeszła, jak twierdzi, na planie... „Chrztu” Marcina Wrony (w kinach jest już jego debiutancka „Moja krew”). Na czym polegały otrzęsiny, Natalia nie chce zdradzić. Premiera wkrótce.
Agnieszka Glińska, która dostrzegła kiedyś talenty Dominiki Kluźniak czy Borysa Szyca, mówi: – Strasznie bym chciała, by Natalia grała na miarę swoich możliwości i nie dała sobą manipulować. Mam nadzieję, że jest na tyle silną osobowością, że nie pozwoli z siebie zrobić produktu, co wymusza nasz show-biznes. Wierzę w nią.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA