Wywiady i rozmowy

Warto kupić polisę na klimat

Jerzy Buzek
Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Wyprawa na Księżyc nic nie daje poza prestiżem. Ale po latach okazuje się, że technologii kosmicznych używamy na co dzień. Podobnie może być z nowymi technologiami łagodzącymi skutki ocieplenia klimatu – twierdzi przewodniczący Parlamentu Europejskiego w rozmowie z Anną Słojewską
[b]Rz: Od kilku dni Unią Europejską rządzi traktat lizboński. Jesteśmy przez to bogatsi, bezpieczniejsi, lepiej przygotowani na walkę z kryzysem?
Jerzy Buzek: [/b]Dla mnie najważniejsze są jego innowacje zwiększające demokratyczność. Mamy nowe reguły, które umożliwią otrzymanie opinii od parlamentów narodowych na temat projektów unijnych przepisów. Jest też inicjatywa obywatelska – poprzez zebranie miliona podpisów sygnatariusze mogą zaproponować zmianę prawa. Dodatkowo Parlament Europejski, wybierany w demokratycznych wyborach, staje się kluczową instytucją UE odpowiedzialną za niemal 100 procent ustawodawstwa unijnego. [b]Po co wzmacniać rolę Parlamentu? Krytycy często zwracają uwagę na sposób tworzenia prawa przez tę instytucję. Mówią, że jest zbyt otwarta na lobbystów, że eurodeputowani psują projekty przygotowywane przez Komisję. Przykładem osłabienia prawa była choćby dyrektywa usługowa. Ma pan jakieś przykłady pozytywne? [/b]
Na przykład przygotowany przez Komisję trzeci pakiet energetyczny, który proponował większą solidarność i wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego, był popierany w Parlamencie z niewielkimi zmianami. A został całkowicie zanegowany przez Radę (unijne rządy). Metoda wspólnotowa, którą prezentują Parlament i Komisja, zderzyła się mocno z decyzjami państw członkowskich – te nie chciały wspólnoty energetycznej. Z kolei w przypadku dyrektywy usługowej, gwarantującej swobodę ponadgranicznego świadczenia usług, znacznie większy był sprzeciw Rady niż Parlamentu. Eurodeputowani próbowali znaleźć rozwiązanie pośrednie pomiędzy daleko idącą propozycją Komisji a negacją Rady. Podobnie szukali kompromisu w przypadku REACH, czyli pakietu dyrektyw dla przemysłu chemicznego, które dyskutowano aż dwa lata. A także pakietu klimatycznego, gdzie zderzyły się ambicje Komisji jak najgłębszej redukcji CO2 z interesami państw członkowskich, które patrzyły na koszty dla gospodarek narodowych. Parlament pełni rolę pośrednika, który potrafi wyważyć interes Wspólnoty i interesy narodowe. [b]Najbardziej spektakularnymi objawami nowego prawa są nowe stanowiska w UE. Za unijną politykę zagraniczną odpowiada teraz Catherine Ashton. To miała być ta nowa jakość. Tymczasem na pierwszym spotkaniu z eurodeputowanymi pani Ashton nie wiedziała, co to gazociąg północny. Czy to nie jest rozczarowujące? [/b] Różni politycy z różnych krajów są w różny sposób zaangażowani w poszczególne aspekty naszej polityki sąsiedzkiej i zagranicznej. Pani Ashton pochodzi z Wielkiej Brytanii, a gazociąg północny to problem dla Brytyjczyków odległy. Odległy także z punktu widzenia dotychczasowej pracy pani Ashton – bo zajmowała się handlem zagranicznym, który z energetyką ma niewiele wspólnego. Myślę, że gdyby zapytano ją o politykę imigracyjną w Grecji, też mogłaby mieć problem. W ciągu tygodnia takich braków się nie nadrobi. Proponuję dać jej parę tygodni na przygotowanie się do przesłuchania w Parlamencie. Jeżeli przejdzie pomyślnie przesłuchania, to trzeba jej będzie dać kilka miesięcy na pierwsze czyny. Zainstalowanie Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, czyli mówiąc potocznie, unijnej dyplomacji, ma nastąpić w kwietniu lub maju. Pierwsza ocena może nastąpić w lipcu. Dobrze, że państwa Unii wskazały kobietę. Sam o to apelowałem, taki sygnał jest w Unii potrzebny. [wyimek]Gdy zaczynałem karierę jako eurodeputowany, jako jedyny mówiłem o wspólnej polityce energetycznej i nikt tego nikt nie rozumiał. Dziś podróżuję po różnych stolicach UE i powtarzam ten postulat. Wszędzie jest on przyjmowany ze zrozumieniem. [/wyimek] [b]To zostawmy w spokoju panią Ashton na kilka miesięcy. Skupmy się na polityce energetycznej. Pan uczynił z niej jeden z priorytetów swojej kadencji na stanowisku szefa europarlamentu. Co zmieniło się na lepsze wraz z wprowadzeniem traktatu lizbońskiego? [/b] Wiele się zmieniło w ciągu ostatnich lat. Gdy zaczynałem karierę jako eurodeputowany w komisji przemysłu, energii i badań naukowych, jako jedyny mówiłem o wspólnej polityce energetycznej i nikt tego nie rozumiał. Dziś podróżuję po różnych stolicach UE jako przewodniczący i wszędzie, gdzie byłem – a to już chyba dziesięć czy 11 państw – powtarzam ten postulat i wszędzie jest on przyjmowany ze zrozumieniem. Jest już dobra atmosfera i trzeba z tej skrzynki z narzędziami, która nazywa się traktat lizboński, wyciągnąć teraz jedno narzędzie. To rozdział 20., gdzie mówi się o bezpieczeństwie energetycznym i solidarności w tej dziedzinie. Jest zaproszeniem do tworzenia europejskiej wspólnoty energetycznej. Jest już propozycja nowej dyrektywy określającej ogłaszanie stanu pogotowia w sytuacji przerwy w dostawach gazu. Wiem, że także polscy eurodeputowani walczą o korzystne zapisy w tej dziedzinie. Bo zeszłej zimy obecny mechanizm solidarności energetycznej nie zadziałał. Słowacja i Bułgaria były odcięte od gazu, ludzi marzli nawet w szpitalach. [b] Nie tylko w polityce energetycznej, ale i w polityce Unii w innych dziedzinach, takich jak transport, a nawet podatki, zaczyna dominować ochrona klimatu. Wszystko, co Unia będzie proponować w najbliższych latach, musi zawierać element redukcji emisji CO2. Tymczasem w części mediów zaczyna się powątpiewać w sens takiego podejścia. Czy wierzy pan, że za ocieplenie klimatu odpowiada człowiek? [/b] Sam to badałem. Przez sześć lat, od 1990 do 1996 roku, byłem reprezentantem Polski w Międzynarodowej Agencji Energii, która realizowała program badający skutki oddziaływania na środowisko gazów cieplarnianych. Do programu nie mieszali się ani politycy, ani koncerny. Badali to uczeni, ponad stu. Podsumowaliśmy te wielkie specjalistyczne badania, realizowane na całym świecie przez glacjologów, klimatologów, archeologów, w 1996 roku. I okazało się, że jest co najmniej 90-procentowe prawdopodobieństwo, że to człowiek znacząco się przyczynia do ocieplenia klimatu. To wymaga reakcji, warto się ubezpieczyć. Wsiadając do samochodu i mając prawdopodobieństwo jeden na tysiąc, że będzie mała stłuczka, kupujemy polisę. A tu prawdopodobieństwo – już nie wypadku, ale katastrofy – jest 9 na 10. [b]Ale jaka ma być cena tej polisy? W Kopenhadze trwa właśnie konferencja klimatyczna, która ma zdecydować o globalnym podziale kosztów.[/b] I to jest kluczowe pytanie. W 2008 roku powstała propozycja pakietu klimatycznego Komisji Europejskiej, która bardzo wysoko ustaliła cenę polisy. Parlament Europejski, a potem rządy – szczególnie polski – zrobili wszystko, żeby ją zmniejszyć. To się udało. Jak się dogadamy w Kopenhadze, to wszystkie kraje rozwinięte i część rozwijających się będzie prowadzić podobną politykę o podobnych skutkach dla gospodarki. Jak się nie dogadamy, to powstaje pytanie, czy odejść od naszego pakietu klimatycznego, czy nie. Ja postuluję, żeby się nad tym zastanowić: albo trzymać się unijnych zobowiązań, albo jeszcze trochę złagodzić. Oczywiście lepiej być przygotowanym i mieć w zanadrzu kilka dobrych technologii. Wyprawa na Księżyc nic nie daje poza prestiżem – ani więcej do garnka, ani więcej na grzbiet. Ale po latach okazuje się, że technologii kosmicznych wszyscy używamy na co dzień. Jeśli potraktujemy to podobnie, jako inwestycje w postęp technologiczny Unii Europejskiej, to może jest to dobre rozwiązanie. [b] Jaka jest szansa na porozumienie? [/b] Tutaj nie jestem optymistą. Uważam, że mała. [b] Jest pan przewodniczącym Parlamentu Europejskiego już prawie pół roku. Coś pana zaskoczyło?[/b] Właściwie nic. Kalendarz bardziej wypełniony niż w przypadku premiera, ale to jest 27 państw członkowskich. Jest możliwość oddziaływania politycznego i skierowania uwagi na ważne dla mnie sprawy. [b] Co pan wnosi jako Polak? [/b] Teraz jestem przewodniczącym PE i muszę dbać o spójny rozwój całej UE. Ale oczywiście mam określony punkt widzenia, zdeterminowany tym, z jakiego kraju pochodzę. Rozmawiałem o tym z premierem Zapatero podczas pierwszej wizyty w Hiszpanii, o tym, jak ważne jest Partnerstwo Wschodnie. Hiszpanie za kilka tygodni zaczną kierować Unią. Mówiłem, że dla jednych ważni są sąsiedzi na południu, a dla innych na wschodzie Europy i trzeba dbać o oba wymiary. Kiedy teraz byłem po raz drugi w Madrycie, zauważyłem, że premier Zapatero sam mówił o wadze Partnerstwa Wschodniego. Wszędzie powtarzam, że dla prawidłowego i szybkiego rozwoju Unii potrzebne są fundusze strukturalne. I tłumaczę, jak potrzebna jest wspólna polityka energetyczna. Wierzę w to, że przekonam innych. Potrzebna jest reforma polityki rolnej, jest na to nacisk. Ale trzeba to zrobić mądrze, tak aby kraje z dużym sektorem rolnym nie ucierpiały. Nie można tego zreformować prymitywnie, poprzez zwykłe obcięcie funduszy. I wypowiadam się zdecydowanie za podejściem wspólnotowym, przeciwko decyzjom protekcjonistycznym. Musimy mieć jeden rynek, to nas uchroni przed kryzysem. [b] Co pan będzie robił za dwa lata, po ustąpieniu z funkcji przewodniczącego?[/b] Będę szeregowym posłem. [b] Nie ma pan innych ambicji?[/b] Nie, do 2014 roku jestem eurodeputowanym. [i] Jerzy Buzek jest profesorem nauk technicznych. W 1980 wstąpił do „Solidarności”, po wprowadzeniu stanu wojennego działał w podziemiu. W latach 1997 – 2001 pełnił funkcję premiera rządu koalicji AWS – UW, potem mniejszościowego rządu AWS. Od 2004 r. poseł do Parlamentu Europejskiego VI i VII kadencji wybrany z listy Platformy Obywatelskiej, a od 14 lipca 2009 jego przewodniczący. [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL