fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Bariery rozwoju innowacyjności

Rzeczpospolita, Tomasz Wawer Tom Tomasz Wawer
Innowacyjności pożądają wszyscy, bo oznacza ona postęp, rozwój i przewagę konkurencyjną. Dlatego jej wspieranie powinno być dla rządzących jednym z najważniejszych priorytetów
Innowacyjność w obecnych czasach odmieniana jest przez wszystkie przypadki i prezentowana pod najróżniejszymi postaciami. Mamy do czynienia z innowacyjnymi szkoleniami, innowacyjnymi prezentacjami, innowacyjnym podejściem do obsługi klienta oraz nowatorskimi sposobami świadczenia usług i produkcji. Powszechność tego terminu nie pozostaje bez wpływu na jego odbiór.
Jednym z głównych powodów, dla których stał się on tak popularny, są bez wątpienia kryteria oceny projektów, na które firmy i instytucje ubiegają się o dofinansowanie z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Dotyczą one zarówno sektora produkcyjnego, jak i wielu innych dziedzin, dla których innowacja jest zjawiskiem mało naturalnym.
[wyimek]Prawdziwe innowacje kosztują, bo dają przewagę konkurencyjną, której osiągnięcie możliwe jest po zainwestowaniu w badania wielu milionów euro [/wyimek]
Bezsprzecznie jednak innowacyjności wszyscy pożądają, bo oznacza ona postęp, rozwój i przewagę konkurencyjną. Dlatego jej wspieranie powinno być dla rządzących jednym z głównych priorytetów, a bariery stojące na drodze jej rozwoju należy eliminować. Zasadne jest też pytanie o to, o jakiej de facto innowacyjności mówimy.
[srodtytul]Ryzyko innowacji[/srodtytul]
Jedną z głównych barier stojących na drodze do osiągnięcia wyższego poziomu zaawansowania technologicznego, a docelowo innowacji na szeroką skalę, jest chęć i przekonanie wśród firm, że warto w nią zainwestować. Innowacja łączy się zwykle z większym ryzykiem – potencjalnym zagrożeniem odrzucenia nowego pomysłu, a polski rynek cały czas jeszcze chłonie te produkty, które niekoniecznie są najbardziej innowacyjne. Kiedy rynek się nasyci, a konsumenci zaczną oczekiwać nowszych rozwiązań, innowacja będzie w cenie. W tym kontekście barierą samą w sobie jest przekonanie do wzięcia na siebie większego ryzyka.
W oparciu o utrzymujący się popyt mniejsze, prywatne przedsiębiorstwa stawiają głównie na sprawdzone sposoby i wieloletnie technologie. Są one dostępne właśnie dlatego, że funkcjonują w gospodarce już od wielu lat i nie ma w nich tajemnicy, której warto by strzec. To, czego koncerny bronią jak najcenniejszego skarbu, to wypracowanego know-how oraz swoich centrów badawczo-rozwojowych. W takich właśnie ośrodkach, gdzie gromadzona jest wiedza naukowa, doświadczenie w praktyce oraz przestrzeń badawcza, kreowane są rozwiązania stanowiące prawdziwe innowacje. Te zaś kosztują, bo dają bezcenną przewagę konkurencyjną, a jej osiągnięcie możliwe jest po zainwestowaniu w badania często wielu milionów euro i poświęceniu miesięcy lub nawet lat.
[srodtytul]Potrzeba dodatkowej motywacji[/srodtytul]
Brak dużego zaplecza badawczego ma swoje dalsze konsekwencje. Firmy, które widzą, że będą pionierami w zakresie prowadzonej działalności, potrzebują dodatkowej motywacji i determinacji do tego, żeby pójść pod prąd, i zamiast ulokować prostą montownię, utworzyć zakład produkcyjny bazujący na najnowszych technologiach oraz dział badawczy z prawdziwego zdarzenia, w którym te technologie będą rozwijane. Takie projekty oczywiście też są w Polsce realizowane, jednak dominują ich przeciwieństwa.
[wyimek]Barierą w rozwoju innowacyjności jest paradoksalnie brak wiedzy na temat możliwości jej wsparcia [/wyimek]
Tym sprzyja zaś moda na bycie innowacyjnym. Mogłoby się wydawać, że to dobrze, iż tak wiele firm odkrywa swoją działalność na nowo i odnajduje elementy innowacyjne tam, gdzie jeszcze jakiś czas temu nie śmiano by nawet o tym myśleć. Jest jednak druga strona medalu w tym przypływie przedsiębiorczości w czystym wydaniu. W morzu innowacyjności poniżej jednego roku w skali świata wykorzystywanej do produkcji kostki brukowej, pieczywa, krzeseł lub usług logistycznych giną albo w najlepszym razie są trudne do wykrycia rzeczywiście innowacyjne projekty. To zaś sprawia, że są w dużym stopniu narażone na niepowodzenie. System wyboru projektów, które mogą liczyć na wsparcie, jest dostosowany do zainteresowania potencjalnymi źródłami wsparcia i nie ma w nim miejsca na indywidualne podejście.
[srodtytul]Wspólny język biznesu i nauki[/srodtytul]
Można jednak się zastanowić, jak radzą sobie z tym problemem w innych krajach. Przykładowo w Belgii innowacyjność oceniana jest na podstawie wielkości wydatków na badania i rozwój w poprzednich latach. Z dużym prawdopodobieństwem można bowiem założyć, że firma, która od lat inwestuje duże kwoty w rozwój technologii, będzie tak robić nadal. A co z tymi, którzy dopiero chcą wejść na rynek? Dla inwestycji typu greenfield przewidziana jest dodatkowa punktacja w procesie oceny wniosków o dofinansowanie.
Z innowacyjnością jest jak z roślinami – bez pielęgnacji, podlewania i słońca zwiędną. Z tym że w przypadku rozwiązań innowacyjnych potrzebni są ludzie, warunki i czas do badań. Wiele ostatnio w Polsce powstało lub powstaje parków naukowo-technologicznych. Są zaplanowane potężne inwestycje na setki milionów złotych. Z funduszy unijnych powstaną piękne i dobrze wyposażone gmachy będące siedzibami tych instytucji. Koniecznie trzeba będzie jednak zadbać o to, żeby każda z tych jednostek prowadziła współpracę z przedsiębiorcami. Bez komercjalizacji wyników prac badawczych u przedsiębiorców, na uczelniach i w parkach będzie królowała teoria, podczas gdy przedsiębiorcy mają potrzeby, które stanowią potężne źródło inspiracji do badań. Sprawienie, żeby oba światy – biznesu i nauki – mówiły wspólnym językiem, będzie niezwykle istotne dla wzrostu innowacyjności w Polsce.
Swego rodzaju barierą w rozwoju innowacyjności jest paradoksalnie brak wiedzy na temat możliwości jej wsparcia. Jest to nieco ryzykowne stwierdzenie w obliczu ponadsiedmiokrotnego przekroczenia dostępnego budżetu przez wnioski złożone w ostatniej rundzie aplikacyjnej dla inwestycji o wysokim potencjalne innowacyjnym, czyli działania PO IG 4.4.
Niemniej jednak przedsiębiorcy albo umyślnie nie korzystają z rozwiązań podatkowych będących dla nich dużą potencjalną korzyścią, albo o nich nie wiedzą. Chodzi tu głównie o tzw. ulgę technologiczną. Otóż przedsiębiorca nabywający nowe technologie, które będą u niego w księgach odzwierciedlone w formie wartości niematerialnych i prawnych (czyli np. licencji, know-how itp.), ma prawo do zaliczenia bezpośrednio w koszty podatkowe dodatkowo 50 proc. nabywanych wartości. Rozwiązanie jest proste i wymaga od podatnika tylko posiadania opinii o innowacyjności technologii, którą nabył. Myśl techniczna ma mieć nie więcej niż pięć lat, co w porównaniu z kryterium innowacyjności w funduszach europejskich (technologia ma mieć mniej niż rok) jest wymogiem stosunkowo łagodnym.
[srodtytul]Innowacje a podatki[/srodtytul]
Drugim elementem w zakresie podatków jest przewidziana w art. 67 b ordynacji podatkowej ulga w spłacie zobowiązań podatkowych. Możliwe jest umorzenie zaległości podatkowej, rozłożenie podatku na raty albo odroczenie płatności podatku (to samo możliwe jest w stosunku do opłaty prolongacyjnej), jeśli spełni się kryterium udzielenia pomocy publicznej, tzn. ma się wydatki inwestycyjne, które mogą stanowić koszty kwalifikowane. Zaskakująco niewielu inwestorów korzysta z tego rozwiązania, pomimo że częstą obecnie bolączką inwestora jest „dopięcie” finansowania, a odroczenie podatku czy umorzenie zaległości podatkowej może właśnie w takiej sytuacji idealnie pomóc.
Wygląda więc na to, że pomimo obecności w wyszukiwarkach blisko miliona odniesień do hasła „innowacyjność projektu” wciąż jest w Polsce wiele do zrobienia, aby ona w praktyce i na dużą skalę zaistniała. Główny nacisk powinien być położony na trzy kwestie – rewizję i dostosowanie do realiów systemu wyboru projektów wspieranych, dofinansowanych lub dotowanych z pieniędzy publicznych; determinację do sprowadzenia do Polski projektów tworzących zaplecze badawcze; oraz takiego ustawienia celów w sektorze naukowym, które silnie motywowałby go do współpracy z sektorem przedsiębiorstw. Łącznie działania te powinny sprawić, że wiele barier dla rozwoju innowacyjności w Polsce się zmniejszy lub nawet zniknie.
[i]Agnieszka Tałasiewicz jest partnerem, a Paweł Tynel senior menedżerem w Dziale Ulg i Dotacji Inwestycyjnych Ernst & Young[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA