fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatki

Haracz od życzliwości

Sprzątanie mieszkania za naukę angielskiego też może być opodatkowane
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Fiskus chce opodatkować osoby, które pomagają sobie w codziennych sprawach, na przykład sprzątają mieszkanie za naukę angielskiego
- Czy oznacza to, że nie można sobie już nawet nawzajem pomagać, aby nie podpaść urzędowi? – dziwi się Elżbieta Kurek, założycielka opolskiego banku czasu, grupy wzajemnie wspierających się osób.
– Świadczymy sobie zwykłe codzienne przysługi, takie jak pomoc w przygotowaniu przyjęcia, odebranie dziecka ze szkoły, naprawa kranu – opowiada Piotr Bielski z fundacji Białe Gawrony, prowadzący podobną grupę w Łodzi. – Robimy to społecznie, od czego więc płacić podatek?
Fiskus jest jednak bezwzględny. Każdą korzyść musimy opodatkować – czytamy w katowickiej interpretacji – czy jest to mycie okien, czy wyprowadzenie psa. Urzędnicy wiedzą też, jak to zrobić. Trzeba ustalić rynkową wartość przysługi. Przykładowo osoba, która korzysta z darmowej nauki angielskiego, powinna sprawdzić, ile kosztuje lekcja na mieście.
Inne uprzejmości też można wycenić – nawet taka usługa jak spacer z psem ma swoją wartość. Według internetowych ofert za wyprowadzenie czworonoga trzeba zapłacić od 5 do 15 złotych za godzinę. Jeśli ta przysługa jest darmowa, powstaje przychód z tzw. nieodpłatnego świadczenia. Wpisujemy go w zeznaniu rocznym i płacimy PIT – 18 albo 32 proc.
Z opodatkowania zwolniona jest tylko darmowa pomoc w rodzinie.
[b]- Interpretacja katowickiej izby budzi grozę[/b] – mówi Arkadiusz Michaliszyn, partner w kancelarii CMS Cameron McKenna. – [b]To przykład absurdu, który utrudnia ludziom życie.[/b]
[b]- Opodatkowanie każdej uprzejmości to fiskalny totalitaryzm[/b] – wtóruje Jerzy Bielawny, wiceprezes Instytutu Studiów Podatkowych. – [b]Takie postępowanie sprowadzi do podziemia wszystkie cenne społecznie inicjatywy.[/b]
Skąd urząd może wiedzieć, że obywatele sobie pomagają? Społecznicy często ogłaszają się w Internecie, informują o swoich działaniach media. W bankach czasu czy innych podobnych organizacjach przysługi są rejestrowane i przeliczane na godziny pracy. Jeżeli ktoś skorzysta z godziny pomocy – na tyle się zadłuża i może (ale nie musi) się potem odwdzięczyć innej osobie. Nie jest to więc sfera niedostępna dla fiskusa, bo po tych działaniach zostaje ślad w dokumentach.
- Tylko czy warto ścigać za życzliwość? – pyta Katarzyna Kopczak-Zagórna ze Stowarzyszenia Wspierania Inicjatyw Społecznych. – Ludzie mogą pomyśleć: po co pomagać, skoro ryzykuje się spór z urzędem – podsumowuje Piotr Bielski z fundacji Białe Gawrony.
[ramka][b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2009/09/14/haracz-od-zyczliwosci/]Skomentuj ten artykuł[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA