fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wielka draka w dzielnicy Queens

Kim Clijsters
AFP
US Open. Kim Clijsters zagra w finale z Caroline Wozniacki, ale smak wielkiego powrotu na szczyt zepsuła jej Serena Williams.
Zakończyła ich półfinał awanturą, której nawet John McEnroe by się wstydził. Przez deszcz finał kobiet został przesunięty na noc z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu, a męski - na późny poniedziałkowy wieczór
Piekło rozpętała starsza pani sędziująca na linii: niepozorna, o azjatyckiej urodzie, w dużych okularach, niewysoka, ale bojowa. Wywołała błąd stóp Sereny Williams przy jednej z najważniejszych piłek półfinału, później się okazało, że najważniejszej. Williams przegrywała 4:6, 5:6, 15-30 i właśnie powtarzała serwis. Błąd stóp, wywoływany w tenisie bardzo rzadko, oznaczał w tej sytuacji piłkę meczową dla Clijsters. Williams, już wcześniej rozdrażniona, ciskająca rakietą, z jednym ostrzeżeniem od sędziów, wpadła w szał. Podeszła do narożnika i głośno wygrażała sędzi, pokazując na trzymaną w dłoni piłkę. "Nie znasz mnie. Przysięgam, przepchnę ci tę piłkę przez gardło" - krzyczała, ale to wiadomo z relacji świadków, mikrofony tego nie wychwyciły.
Serena zachowywała się tak agresywnie, że sędzia główna wezwała liniową, by zapytać o szczegóły. Potem przyszedł jeszcze sędzia turnieju, Brian Earley. Williams dostała drugie ostrzeżenie, to automatycznie oznaczało karny punkt - czyli przy meczbolu koniec spotkania. Sędziowie tłumaczyli Serenie: "Tyle osób panią teraz ogląda i słucha tego co pani powiedziała" - ale ona ani wtedy, ani później, gdy emocje opadły, nie zamierzała za swoje zachowanie przepraszać. Rzuciła rakietę na ławkę, pogratulowała Clijsters, nawet dwa razy, tak jakby jednak było jej głupio, że psuje Belgijce zwycięstwo. Potem zeszła do szatni, nawet nie podnosząc wzroku w stronę proszących o autografy.
Clijsters nie chciała tak wygrywać. Siadła na swojej ławeczce ze smutną miną, trzymała głowę w dłoniach i patrzyła przed siebie. Przez zamieszanie z Sereną sędzia zapomniała o wygłoszeniu formułki: gem, set, mecz, Clijsters.
- Nie czułam się z tym normalnie. Dopiero potem to trochę wsiąkło i swoją porcję radości wzięłam. Dostać karny punkt w takim momencie, to niefortunne. Ale przepisy są przepisami - mówiła Clijsters. Gdy Serena podeszła, to Belgijka pierwsza powiedziała: "Przykro mi". Amerykanka odpowiedziała: "To nie twoja wina".
Powtórki telewizyjne nie wyjaśniają, czy błąd stóp był, czy nie. Ale Clijsters wygrałaby i bez takiej pomocy. Wybuchy złości Sereny (poprzedni zdarzył jej się w tym roku na Roland Garros, gdzie krzyczała do jednej z rywalek, podejrzewając ją o oszukiwanie: "Zapłacisz za to w szatni") wzięły się z niemocy Amerykanki. Clijsters doprowadzała Serenę do rozpaczy, trzymając piłkę w korcie tak długo jak się da, zmuszając rywalkę do błędów. Amerykanka wyglądała jakby potrzebowała odpoczynku natychmiast, a Clijsters - jakby mogła od razu po ostatniej piłce zagrać finał. Mąż Kim Brian Lynch z nerwów gryzł palce w loży honorowej, ale zwycięstwo Belgijki ani przez moment nie było zagrożone. Williams goniła ją robiąc dwa kroki w przód i trzy w tył, asy przeplatała prostymi błędami.
To jest sportowy powrót 2009 roku, choć wydawało się, że Lance Armstrong nie będzie miał w tym sezonie konkurencji. Clijsters wróciła po ponad dwóch latach urlopu macierzyńskiego zwycięska, z klasą i z uśmiechem. Była w Nowym Jorku ulubienicą publiczności, nie tylko dlatego że na trybunach biła jej brawo złotowłosa córeczka Jada.
Clijsters gra o punkty dopiero od miesiąca, przyjechała na US Open bez rozstawienia, bez rankingu, z dziką kartą. Drogę do finału miała bardzo trudną: zanim wygrała z Sereną, wyeliminowała Venus Williams. Może w WTA Tour liderką jest Dinara Safina, ale to siostry Williams są najlepsze na świecie, gdy chce im się grać. W Wielkich Szlemach zwykle im się chce, Serena szła w Nowym Jorku po 12. wielkoszlemowy tytuł, trzeci w tym roku. Z Clijsters wygrała wcześniej siedem na osiem spotkań, ale teraz nie potrafiła znaleźć sposobu na jej spokój, spryt i szybkość.
Belgijka jest pierwszą tenisową mamą w finale Wielkiego Szlema od czasu Evonne Goolagong Cawley w Wimbledonie 1980. A w nocy z niedzieli na poniedziałek walczyła by tak jak Goolagong Cawley zdobyć tytuł. Właściwie to broni tutaj tytułu - tego z 2005 roku, jedynego wielkoszlemowego w karierze, przerwanej latem 2006, gdy okazało się że jest w ciąży.
Kiedyś Clijsters z Justine Henin umieściły Belgię na mapie tenisa, teraz Kim zagra o tytuł z nastolatką z Polski, która nauczyła tenisa Danię. To pierwszy finał Caroliny Wozniacki. Scenariusz jej półfinału z młodą Belgijką Yaniną Wickmayer był podobny jak meczu Clijsters-Wiliams - regularność kontra błędy - tylko na niższym poziomie. Dwie debiutantki w wielkoszlemowych półfinałach czekały na to starcie siedem godzin, patrząc jak deszcze wywraca plan gier. Na stadionie Louisa Armstronga oglądało je zaledwie 300 osób, bo drugi półfinał rozgrywano w tym samym czasie (przy trybunach zapełnionych tylko w połowie), by wygrać wyścig z czasem.
Trzeba mieć cierpliwość do tegorocznego US Open. Odłożyć wszystkie zajęcia, śledzić prognozę pogody dla Nowego Jorku i być w gotowości, bo a nuż odbiją piłkę parę razy. W dzielnicy Queens, gdzie są turniejowe korty, lało od piątku do sobotniego wieczoru. Rafael Nadal i Fernando Gonzalez czekali półtora dnia, by móc dokończyć swój ćwierćfinałowy mecz. Dokończenie trwało niewiele ponad pół godziny, Nadal wygrał przerwany tie break drugiego seta, a potem szybko trzeciego. W chwili zamykania tego wydania gazety trwał jego półfinałowy mecz z Juanem Martinem del Potro. Drugi półfinał, Roger Federer - Novak Djoković, miał się zacząć po nim, a finał kobiet o 3 w nocy polskiego czasu. Finał mężczyzn przełożono na poniedziałek, na ok. 22 polskiego czasu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA