fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Niewykluczony inwestor na Okęciu

Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister transportu
Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
- Zastanawiam się od dłuższego czasu, dlaczego po Polsce musimy latać przez Warszawę - mówi Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister transportu odpowiedzialny za transport lotniczy
[b]Rz: Zdążymy przygotować lotniska na Euro 2012?
Tadeusz Jarmuziewicz:[/b] Niechcący wokół Euro w Polsce powstała nowa religia. Polska gospodarka i infrastruktura teraz i po 2012 roku jest najważniejsza. Ważne są inwestycje, które służyć będą przede wszystkim społeczeństwu i gospodarce. Nie wydajemy pieniędzy wyłącznie na Euro. Organizacja mistrzostw jest dla nas dodatkową motywacją do stworzenia nowoczesnej infrastruktury. Jeśli chodzi o samo Euro 2012, to wyzwaniem będzie organizacja transportu przez dwa tygodnie mistrzostw.
[b]Trwa przekazywanie powojskowych lotnisk gminom. Nie idzie chyba najlepiej? [/b]
Teraz wszystko przebiega sprawnie. W siedmiu przypadkach już wystąpiliśmy do Ministerstwa Skarbu Państwa o przekazanie gruntów. Niejednokrotnie składane dokumenty były albo błędne, albo niekompletne. Założyliśmy, że nie odrzucimy żadnego z wniosków, więc przy współpracy z departamentem lotnictwa były one poprawiane. Stąd opóźnienia.
[b]W sumie do Ministerstwa Infrastruktury trafiło 18 wniosków o przekazanie lotnisk.[/b]
To tylko świadczy o tym, że ustawa była oczekiwana. Może ich trafić jeszcze więcej, jeżeli kolejne samorządy podejmą decyzję, bądź co bądź polityczną, o uruchomieniu portu cywilnego. Trzeba pamiętać, że nowo otworzony port lotniczy może mieć problemy finansowe, ale nie można nie doceniać roli regionotwórczej lokalnego lotniska. Jedni podjęli taką decyzję, inni nie. Rząd dał samorządom takie narzędzie.
[b]Port w Rzeszowie został ostatnio przekazany samorządowi, ale PPL zarządzający Okęciem, wciąż dysponuje znaczącym pakietem akcji. Zarząd spółki jest dwuosobowy. Nie obawia się pan, że może to sparaliżować bieżące funkcjonowanie? [/b]
Nie. Obaj właściciele – i samorząd, i PPL – chcą sukcesu przedsięwzięcia. Nie widzę płaszczyzny, na jakiej mogliby się blokować. Jeżeli dwa porty działają blisko siebie, istnieje potencjalna możliwość kanibalizmu, ale Rzeszów leży 300 km od Warszawy. To odległość lotnicza. Wydaje mi się, że raczej otwiera pole do współpracy, z korzyścią dla Rzeszowa, niż do rywalizacji. Dopóki nie zacznie działać lotnisko w Lublinie, Rzeszów ma swoją szansę, zwłaszcza że jest jedynym portem na ścianie wschodniej i korzystają z niego również pasażerowie ukraińscy.
[b]Jeszcze kilka lat temu każda gmina za wszelką cenę chciała mieć lotnisko. Czy ta tendencja osłabła? [/b]
Trudno jednoznacznie to stwierdzić. Wydaje się, że w dalszym ciągu posiadanie, uruchomienie portu lotniczego jest synonimem sukcesu dla samorządowców. Rząd niczego w tym zakresie nie narzuca.
[b]Porty w sieci TENT (Transeuropejskiej Sieci Transportowej) mogą liczyć na większe wsparcie unijne. W przyszłym roku będzie aktualizacja listy. Coś się zmieni? [/b]
Zabiegamy, by na liście znalazły się jeszcze porty w Łodzi, Bydgoszczy.
[b]Wokół Warszawy powstają cztery nowe lotniska. Czy nie będzie ich za dużo? [/b]
Jeżeli lotniska są za blisko siebie, nie mają jednego zarządcy i odpowiedniego potoku podróżnych – to prognozuje kłopoty, m.in. ze znalezieniem inwestora. To jest biznes, i jeżeli Modlin, Sochaczew, Radom i Mińsk Mazowiecki chcą podjąć ryzyko, to mają do tego prawo.
[b]Jaka przyszłość czeka przedsiębiorstwo Polskie Porty Lotnicze? [/b]
Na razie komercjalizacja. Do końca roku powinien być gotowy projekt ustawy. Trzeba zrobić bilans otwarcia, zinwentaryzować majątek.
[b] Pojawi się prywatny inwestor na Okęciu? [/b]
Nie wykluczam takiego wariantu.
[b] Czy jest możliwe powołanie regionalnej linii lotniczej, działającej na takiej samej zasadzie jak spółka PKP Przewozy Regionalne? [/b]
Zastanawiam się od dłuższego czasu, dlaczego po Polsce musimy latać przez Warszawę? PKP PR lepiej lub gorzej, ale funkcjonuje. Tak samo mogłoby być z transportem lotniczym. Na pewno jest kilka regionów zainteresowanych tym, by między nimi latały regularnie małe 19-osobowe samoloty. Im więcej by było takich rejsów, tym niższe ceny można by zaproponować. Kwestia skali. Najtrudniejszą rzeczą, ale nie niemożliwą, byłoby wygenerowanie popytu. Marszałkowie mogliby ogłosić przetarg na wyczarterowanie linii, dopłacaliby do niej przez jakiś czas… To temat do przeanalizowania. Wpływ takiego przedsięwzięcia na rozwój regionów jest nie do przecenienia. Rozmawiałem już o tym z kilkoma marszałkami. I chcę do tematu wrócić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA