Świat

Zieloni patrzą na prawo

Niemieccy Zieloni protestują przeciwko rozbudowie autostrady A100 (maj 2009)
AP
Niekoniecznie ateiści i wrogowie rynku. Zieloni ciepło mówią o koalicjach z chadekami. Zaczynają za to stronić od skrajnej lewicy
Philippe Lamberts od 18 lat jest menedżerem w IBM, odpowiada za sprzedaż sprzętu tej wielkiej korporacji dla przemysłu samochodowego i lotniczego w połowie Europy. Wierzący, od 15 lat regularnie jeździ na spotkania wspólnoty z Taizé. Właśnie dostał mandat eurodeputowanego z listy belgijskiej partii Ecolo – francuskojęzycznych Zielonych. – Niektórzy uważają, że to sprzeczność. Że Zieloni to ateiści i wrogowie rynku. Ja tej sprzeczności nie widzę – mówi „Rz” Lamberts, działacz Ecolo i współprzewodniczący Europejskiej Partii Zielonych. Ze śmiechem opowiada, jak w czasie ostatniego spotkania wspólnoty z Taizé w Brukseli zorganizował razem z chadekami warsztat „Wiara a polityczne zaangażowanie”. – Najbardziej zdziwiona moją obecnością była polska młodzież – mówi.
[wyimek]Zieloni chcą być samodzielną siłą i zawierać sojusze z rozsądnymi partiami[/wyimek] Ma powody do świętowania. W ostatnich eurowyborach i wyborach lokalnych w Belgii (odbywały się tego samego dnia) jego ugrupowanie odniosło sukces: jego wynik był o wiele lepszy niż w poprzednich wyborach. W piątek zapowiedziano, że nową koalicję rządzącą w regionie Brukseli stworzą liberałowie, chadecy i Zieloni. Bez socjalistów. W Belgii Zieloni już się przeprosili z chadekami. Do historycznej zmiany dochodzi też w Niemczech, gdzie to ugrupowanie pierwszy raz zapowiedziało, że gotowe jest stworzyć koalicję na szczeblu federalnym z chadekami i liberałami. We Francji Zieloni dostali tyle samo mandatów co socjaliści. Poparcie na poziomie ponad 10 procent otrzymali też w Luksemburgu, Szwecji, Danii i Finlandii.
W niektórych krajach wciąż niemal nie istnieją, co sprawia, że ich grupa w Parlamencie Europejskim jest znacznie mniej liczna niż chadeków, socjalistów czy nawet liberałów. Chcą to zmienić. – Głównym wyzwaniem są dla nas Hiszpania, Włochy i Polska. Musimy tam dotrzeć do wyborców, przekonać ich, że nie jesteśmy lewackimi dziwakami – mówi Lamberts. Zieloni w Europie nie podzielili losu socjalistów, którzy wyraźnie przegrali, bo nie potrafili przedstawić wyborcom atrakcyjnej, wobec prawicowej, alternatywy w walce z kryzysem gospodarczym. Zdaniem Lambertsa mają szansę na jeszcze lepsze wyniki. Ale, po pierwsze, muszą się zająć gospodarką, a o ekologii, w tym o walce ze zmianą klimatu, mówić w kontekście ekonomicznym (kreowanie nowych miejsc pracy w zielonej gospodarce). Po drugie – zerwać koalicję ze skrajną lewicą, a lewicę umiarkowaną – socjalistów – traktować tak samo jak liberałów czy chadeków. – Zieloni w Portugalii są związani z komunistami. We Włoszech też potworzyli koalicje ze skrajną lewicą. To jest recepta na klęskę – mówi Lamberts. – Musimy być samodzielną siłą polityczną. Są sprawy, w których blisko nam do lewicy, ale są i takie, gdzie po drodze nam bardziej z prawicą – podkreśla belgijski polityk. Na pewno tam, gdzie jest mowa o usługach publicznych i zabezpieczeniu społecznym, Zieloni są na lewicy. Również wtedy, gdy krytykują wolny rynek. – Ale już wolność wyboru i obowiązki obywatela wobec państwa to koncepcja wspólna z prawicą – mówi Lamberts. Jest jeszcze jakość życia. – Dla socjalistów i liberałów wyznacznikiem jakości życia jest status materialny. My, podobnie jak chadecy, sądzimy, że umiejętność dobrego życia nie jest funkcją zasobności kieszeni – twierdzi Lamberts. Częściej im po drodze z prawicą niż z lewicą również w krytyce dyktatur o komunistycznym rodowodzie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL