fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Po 12 tysięcy jenów dla każdego Japończyka

W Japonii stopa bezrobocia sięgnęła niespotykanego poziomu 4,8 proc. Bojąc się o utratę etatów Japończycy pracują coraz więcej, a do odpoczynku wykorzystują każdą wolną chwilę.
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Zamiast kupować markową torebkę za pół miliona jenów, można ją teraz wypożyczać na kilka dni. Tak sklepy w ekskluzywnej tokijskiej dzielnicy Ginza starają się zachęcić Japończyków do konsumpcji
Zachęca również rząd premiera Taro Aso. Od marca każdy Japończyk może odebrać wsparcie w wysokości 12 tysięcy jenów w gotówce (126,6 dol.). Osoby starsze i dzieci dostają po 20 tysięcy.
[srodtytul]Po pierwsze konsumpcja[/srodtytul]
W tej drugiej gospodarce świata konsumpcja jest bardzo ważna. Odpowiada za 55 proc. produktu krajowego brutto. A Japończycy nie chcą teraz kupować. Wobec kryzysu czują się niepewni. Wolą oszczędzać. Od stycznia do końca marca konsumpcja spadła o 1,1 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem. Więcej, niż przewidywali analitycy.
W Kraju Kwitnącej Wiśni rozgorzała narodowa dyskusja: czy rząd ma prawo rozdawać pieniądze z podatków. – Wielu znajomych Japończyków przekazało te 12 tysięcy jenów na UNESCO – przyznaje Radosław Tyszkiewicz z Ambasady RP w Tokio. A co można kupić za 12 tysięcy jenów? – Trzy, cztery CD, osiem biletów do kina, zjeść bardzo dobrą kolację dla dwojga – wymienia Paul Nolasco, asystent w biurze prasowym Toyota Motor Corporation. – Jeżeli poszlibyśmy na taką z żoną, to byłaby to najlepsza kolacją, jaką jedliśmy od dawien dawna – wyjaśnia.
Wiele firm bardzo szybko zajęło się zagospodarowywaniem tych pieniędzy. W sklepach pojawiły się oferty specjalne: garnitur za 12 tysięcy jenów lub wycieczka. McDonald’s, który w Japonii ma największą po USA sieć barów, namawia na kupno vouchera za 12 tysięcy, dzięki któremu można będzie zjeść hamburgery wartości 20 tys. jenów
Pakiet 12 tysięcy to niejedyny pomysł rządu premiera Aso na ożywienie gospodarki. Obecnie szykuje on kolejny, wartości 25 trylionów jenów (ok. 263 mld dol). Tym razem znaczna część tych pieniędzy, bo około 10 trylionów jenów, ma być przeznaczona na gwarancje dla średnich i małych firm, gdy zdecydują się na kredyty inwestycyjne. Inne działania rządu to tzw. ekopakiet mający pobudzić zakup samochodów czy wszelkich urządzeń energooszczędnych. Na razie Japończycy zbierają zielone punkty. Dopiero w przyszłym miesiącu rząd ma ogłosić, na co będą mogli je zamienić.
Elementem ekopakietu jest również zniżka na zakup auta hybrydowego. Upust wynosi 250 tys. jenów, czyli 7,5 –
12 procent wartości np. nowego priusa (2,05 – 3,27 mln jenów). Warunkiem jest jednak oddanie starego samochodu, minimum 13-letniego. Mimo że przepisy określające te zniżki nie zostały jeszcze uchwalone przez parlament, Toyota, która w tym miesiącu wypuściła nowy model Priusa, już chwali się zamówieniami na ponad 80 tysięcy sztuk (o 10 proc. więcej niż starego modelu, który zamówiono w Japonii w minionym roku).
[wyimek]W Japonii konsumpcja wewnętrzna odpowiada za 55 proc. PKB. Dlatego jej utrzymanie jest ważne, by przetrwać kryzys[/wyimek]
– W lipcu japoński parlament ma ostatecznie przyjąć przepisy wprowadzające ulgę dla samochodów hybrydowych kupionych po 10 kwietnia. Mamy nadzieję, że ożywi to naszą sprzedaż – wyjaśnia w rozmowie z „Rz” Keisuke Kirimoto, główny menedżer w dziale planowania strategicznego Toyoty Motor Corp.
[srodtytul]Wiara w pakiety[/srodtytul]
Zaskakujący jest spokój, z jakim Japończycy wierzą w przyjęcie ekopakietu. – To efekt dużej pewności obrotu gospodarczego w tym kraju – tłumaczy Radosław Tyszkiewicz. – Ale również wynika to ze specyfiki prac nad ustawą budżetową – dorzuca Mikio Seugeno z dziennika finansowego „Nikkei”. Wyjaśnia, że mimo iż parlament nadal pracuje nad projektem budżetu, to praktycznie nie zostanie on już zmieniony. Po przyjęciu go przez japoński Sejm (co już się stało) wyższa izba nie ma prawa wprowadzać zmian. – Może nad nim debatować, ale nie zmieniać. W przeciwnym razie moglibyśmy w ogóle nie mieć budżetu – zaznacza.
Czy rządowe pakiety stymulujące gospodarkę faktycznie pobudzą japońską gospodarkę? Takahide Kiuchi, główny ekonomista Nomura Securities, w rozmowie z „Rz” wyjaśnia, że jest za wcześnie na badanie efektów pakietu 12 tysięcy jenów, gdyż lokalne władze są jeszcze w trakcie dystrybuowania tych pieniędzy.
– Szacujemy też, że w okresie niepewności i zagrożenia bezrobociem ludzie wydadzą około 30 procent otrzymanej sumy, resztę odkładając jako oszczędności – tłumaczy. Mimo to ekonomiści prognozują niewielki, kilkuprocentowy wzrost konsumpcji w tym roku. Są jednak sceptyczni, czy rządowe pomysły szybko ożywią gospodarkę. – Nie jestem przekonany, czy aktualne działania rządu są wystarczające – mówi „Rz” Masafumi Yamammoto, szef strategii walutowej Royal Bank of Scotland Japan. Wyjaśnia, że jeżeli pieniądze przeznaczane są na finansowanie inwestycji, to w całości zostają wydane i dzięki temu przyczyniają się do wzrostu gospodarczego. Jednak ta sama suma rozdana konsumentom jest w części przez nich odkładana, a co za tym idzie, w mniejszym stopniu wpływa na wzrost PKB.
Takahide Kiuchi zauważa też, że tak naprawdę ekopakiet to nic innego jak ratowanie tych sektorów, które zostały najbardziej dotknięte kryzysem finansowym, czyli przemysłu samochodowego czy branży elektronicznej.
[srodtytul]Kapryśni konsumenci[/srodtytul]
Japońscy konsumenci są też bardzo kapryśni. – Już samo wprowadzenie nowego produktu na tutejszy rynek – od momentu podjęcia rozmów do postawienia go na sklepowej półce – trwa około roku – zaznacza Marcin Konkolowicz, prezes Go4Poland, jedynej zarejestrowanej w Japonii polskiej firmy (zajmuje się doradzaniem w kontaktach handlowych między obydwoma krajami). Prezes Konkolowicz wyjaśnia, że to nie tylko czas potrzebny na negocjacje czy otrzymanie wszystkich wymaganych zezwoleń, ale również okres na przygotowanie specyficznej dla tego kraju kampanii marketingowej.
Japończycy na przykład chętnie kupują nowy produkt, gdy zobaczą, że używa go któryś z celebrytów. Lubią też historyjki związane z produktami. – Nie do końca rozumieją to polscy eksporterzy, którzy interesują się tym rynkiem – dodaje. Jego zdaniem zamykanie się Japonii na przykład na mleko z Chin powoduje, że jest to ogromna szansa dla polskich firm z tej branży. Jest w przededniu wprowadzenia na japoński rynek jednego z polskich produktów spożywczych.
Niepewność, czy pomysły rządu premiera Aso faktycznie pobudzą gospodarkę i konsumpcję, wiąże się też z niepewnością samych Japończyków. Coraz więcej z nich traci pracę. Wskaźnik bezrobocia sięgnął 4,8 procent. To szokuje w kraju, gdzie większość zatrudnionych wiąże się z jednym pracodawcą na całe życie. Lęk przed bezrobociem powoduje, że Japończycy znów bardzo dużo pracują. W tokijskim metrze pasażerowie do perfekcji opanowali zasypianie w różnych pozycjach.
– Już kiedyś nazywano nas pracującymi zwierzętami. I obawiam się, że powoli znów takimi się stajemy – mówi Masafumi Yamamoto.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA