fbTrack

Opinie

Niemieckie nazwisko to problem

Adam Pszczółkowski
Rzeczpospolita
Adam Pszczółkowski, badacz genealogii, konsultant Związku Szlachty Polskiej
[b]Rz: Róża Thun nie chce figurować na listach wyborczych do europarlamentu jako Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein. Czemu kandydatka PO tak się broni przed tytułem hrabiny?[/b]
Adam Pszczółkowski: Róża Thun jest żoną niemieckiego szlachcica o nazwisku Thun und Hohenstein. Wychodząc za mąż, przyjęła jego nazwisko i dlatego obecnie pod takim występuje. Jeśli natomiast chodzi o tytuł hrabiny, sprawa jest nieco skomplikowana. Otóż według prawa niemieckiego od lat 20. ubiegłego wieku, a więc od okresu Republiki Weimarskiej, tytuł szlachecki jest częścią nazwiska i tak też jest traktowany. Nie wiem, jakie są dokładnie powody, dla których Róża Thun chce zmienić swój wpis na liście wyborczej. Moim zdaniem powinna być wpisana z takim nazwiskiem, jakie ma w dowodzie osobistym. Możliwe, że chodzi tutaj o niekorzystne skojarzenia z narodowością niemiecką i opinię, że to mogłoby jej zaszkodzić. [b]Jak ludzie reagują na nazwisko kojarzące się z tytułem szlacheckim?[/b]
To, że ktoś ma pochodzenie szlacheckie, zwykle traktowane jest jako ciekawostka. Z całą pewnością jednak jest różnica w odbiorze szlacheckiego nazwiska brzmiącego obco. Szczególnie jeśli kojarzy się nam źle historycznie. Jednak wiadomo, że znacząca część dzisiejszej polskiej szlachty wywodzi się z Litwy, Rusi, a nie rdzennej Polski. Wystarczy przywołać nazwisko rusko-litewskiego rodu szlacheckiego Sapieha. Może więc należałoby powiedzieć, że problemem są nie tyle nazwiska obce, ile wskazujące na niemiecki rodowód. Wtedy reakcja może być negatywna pomimo upływu wielu lat od ostatniej wojny. [b]Jakie znaczenie ma dziś bycie szlachcicem? Czy arystokraci przywiązują do swojego pochodzenia wagę?[/b] To jest tak samo zróżnicowane środowisko jak całe społeczeństwo. Mamy pełen przekrój światopoglądów oraz zamożności. W oczywisty więc sposób różne są postawy wobec szlacheckości. Są rodziny, które starannie kultywują tradycję, oraz takie, które się tym mało interesują. Szczególnie dużo tych ostatnich jest w rodzinach szlacheckich, które jeszcze w czasach II Rzeczypospolitej zaczęły wykonywać wolne zawody w miastach. Mogę powiedzieć, że da się zaobserwować wzrost zainteresowania swoimi korzeniami w całym społeczeństwie. Ciekawe, że gwałtowny wzrost liczby zapytań do różnego rodzaju archiwów nastąpił w 2004 roku, a więc wraz ze wstąpieniem Polski do Unii. rozmawiał Marcin Rafałowicz
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL