fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Epopeja przystępna jak blog

Melchior Wańkowicz w marcu 1973 roku
PAP
"Bitwa o Monte Cassino" - najważniejsza książka Melchiora Wańkowicza rozpoczyna nową, wielką edycję "Dzieł" zmarłego w 1974 roku pisarza. Ulubionego autora kilku pokoleń Polaków
Wańkowiczowska epopeja ukazuje trud i męstwo żołnierzy 2. Korpusu gen. Władysława Andersa w najbardziej zaciętej bitwie II wojny światowej, rozpoczętej 11 maja 1944 roku, a zakończonej zdobyciem Mon-te Cassino 18 maja, Piedimonte 24 maja i Monte Cairo 25 maja.
Literacki reportaż Wańkowicza przedstawia udział Polaków w operacji wojskowej, której celem było otwarcie aliantom drogi do Rzymu.
O wyjątkowości książki pisze we wstępie do obecnego wydania (12. w kraju, a piątego bez skrótów) "Bitwy o Monte Cassino" Norman Davies: "Z pewnością nie jest to historia akademicka, najeżona przypisami i wyczerpującymi argumentami. (...) Cechuje ją przystępność dzisiejszego bloga, tworzonego pod wpływem chwili i emocji, który nie wzbrania się przed subiektywnymi poglądami i reakcjami na zaistniały stan rzeczy, a zarazem jest to utwór o przejrzystej strukturze, erudycyjny i w świetnym stylu".
Po pierwszej edycji "Bitwy..." autor uznany został na emigracji za kolejnego wieszcza narodowego. "Kiedy w styczniu 1949 roku przyjechałem do Londynu – wspominał po latach – byłem dzięki Monte Cassino u szczytu popularności, na którym raz po raz życie mnie umieszcza, na którym z niepokojem w sercu się rozglądam i natychmiast pośpiesznie złażę. Przy moim wejściu przerywano tok polskich przemówień, aby zagrać tusz, polskich odczytów, aby mnie powitać przy powstającej sali".
Szybko jednak te nastroje odmieniły się, i to diametralnie. Ten sam Zygmunt Nowakowski, który w londyńskich "Wiadomościach" nazwał "Bitwę..." "karmazynowym poematem", insynuował, że autor książkę rozdął do granic możliwości, byle więcej zarobić. Zdzisław Stahl biadał z kolei, że pisarz zgodził się, by w krajowym wydaniu "jakiś politruk ohydną polszczyzną" podopisywał sowietofilskie ustępy.
Wańkowicz dowiódł, że to było kłamstwo, niemniej przez lata na emigracji pokutował np. sąd, że w edycji dokonanej w PRL nie było nazwiska Andersa. Zła sława przylgnęła do Wańkowicza dlatego, że w 1958 roku zdecydował się wrócić do kraju. Do czytelników, którzy na "Monte Cassino" czekali z utęsknieniem i pierwszy, 30-tysięczny nakład książki dosłownie rozdrapali.
W kraju przychylna atmosfera dla pisarza też się stosunkowo szybko skończyła, a podpisanie przez niego Listu 34 w 1964 roku, protestu przeciw ograniczeniom wolności słowa, ustawiło go na pozycji wroga "młodej demokracji ludowej". Niebawem też został aresztowany i skazany (!) za "przekazanie za granicę materiałów oczerniających Polskę Ludową", choć z obawy przed pełną kompromitacją natychmiast po wyroku wypuszczono go na wolność. Ale wobec "Monte Cassino" wciąż wysuwano pretensje, czasem na pozór niepozbawione sensu.
Jeden z tych zarzutów, o... wykazany przy pisaniu "Bitwy..." polocentryzm, utrzymuje się do dzisiaj. Znawcy skrupulatnie wyliczają, że pod Monte Cassino walczyli żołnierze z Nowej Zelandii i Kanady, Nepalu i Indii, Francji i Anglii, Stanów Zjednoczonych i Związku Południowej Afryki, Tunezji i Algierii, Maroka i Senegalu, Włoch i Brazylii. Wszystko to prawda i Wańkowicz nie milczał o tym, ale pisał o żołnierzu polskim. Bo był Polakiem i pisał dla Polaków.
A wątpliwości dotyczące tego, czy nie przecenił polskiego wysiłku zbrojnego, rozwiał ostatecznie brytyjski historyk Matthew Parker, który w swoim "Monte Cassino" (Rebis 2005) stwierdził wyraźnie: "Polacy zajmują szczególne miejsce w historii Cassino" i "najcięższe zadanie ze wszystkich spoczywało na korpusie polskim pod dowództwem generała dywizji Władysława Andersa".
A jak walczyli Polacy? Brytyjski oficer rzecz ujął następująco: "Ich motywy były równie oczywiste, co proste. Chcieli tylko zabijać Niemców i w ogóle nie zawracali sobie głowy typowymi udoskonaleniami, gdy przyjmowali nasze stanowiska. Po prostu weszli z bronią i to wszystko".
Parker kładzie te słowa na tło polityczne: "Na początku maja Rosjanie przekroczyli przedwojenną granicę Polski. Osiemdziesiąt procent polskich żołnierzy pod Cassino było w radzieckich obozach pracy i mieli oni uzasadnione powody, by martwić się o bliskich w kraju. Dowiedzieli się też, że Sowieci chcą powołać Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, złożony z uległych wobec nich komunistów. Żołnierze Andersa odnosili teraz wrażenie, że to oni są Wolną Polską, jej jedyną nadzieją.
Tylko przez wyróżnienie się w zbliżających się walkach, jak sądzili, mogli zapewnić dalsze istnienie swojego kraju". Stąd brała się szaleńcza odwaga polskich żołnierzy, ich poświęcenie, żądza odwetu i zemsty nad – jak określił Niemców generał Anders w rozkazie dziennym wydanym tuż przed bitwą – "odwiecznym naszym wrogiem".
Melchior Wańkowicz dał rzetelny obraz zmagań o Polskę toczonych w masywie Cassino, na którym stał klasztor. Na murach 18 maja zatknięta została biało -czerwona flaga. O 10 rano dotarł tam patrol dowodzony przez podporucznika Kazimierza Gurbiela z 1. Szwadronu 12. Pułku Ułanów Podolskich.
Zanim znalazła się flaga, wbił on w ziemię gałąź z pułkowym proporczykiem, zszytym z części flagi Czerwonego Krzyża i niebieskiej chustki do nosa. A dowódca drużyny Jerzy Czech zagrał na trąbce hejnał mariacki. Tak padły niemieckie Termopile.
[ramka][b]Na początek – najsłynniejsza książka mistrza reportażu[/b]
"Bitwa o Monte Cassino" inicjująca "Dzieła" Melchiora Wańkowicza oprócz wstępu Normana Daviesa zawiera posłowie Aleksandry Ziółkowskiej--Boehm oraz mało znane teksty gen. Władysława Andersa i gen. Zygmunta Bohusza-Szyszko pochodzące z wydanego w 1954 roku w Londynie, w dziesięciolecie bitwy, skrótu książki Wańkowicza zatytułowanego "Było to pod Monte Cassino". Drugi tom "Dzieł" wydawca zapowiada na czerwiec; zawierać ma "Szczenięce lata", "Ziele na kraterze" i zbiór listów "Ojciec i córki – korespondencja". Trzeci tom wyjdzie w sierpniu, a znajdą się w nim "Strzępy epopei", "Szpital w Cichi-niczach" i "Wrzesień żagwiący". Cała edycja liczyć będzie 16 tomów, a zakończona zostanie jesienią 2011 roku wydaniem "Sztafety".[/ramka]
[ramka][b]Z epilogu „Bitwy o Monte Cassino” [/b]
Stanęli na tym piekielnym terenie przeciw nam najlepsi – opiewani przez formujący się epos niemiecki spadochroniarze z Krety, spod Stalingradu i Ortony. Stanął dobierany kwiat nordyckiej młodzieży – Nibelungi! Naszczute, odczłowieczone, znarkotyzowane, adaptowane do rzemiosła wojny niemieckie półbogi.
Naszych najlepszych nie syciła gloria, nie zagrzewała do walki.
Ciała – gniły w Katyniu.
Dusze – gniły w oflagach.
Tych najlepszych... Tych z września... A żołnierz – ze zsyłki. A żołnierz – ze spokojnych Kresów. Z książeczką do nabożeństwa chodzący w spokojne niedziele. Dolina Fergańska – gdzie ich zżarła malaria – gdzieś tam sinieje za horyzontami. Toczyła ich, nierozumiejących, wezbrana fala przez pustynie i przez obieże wszystkich szlaków. Nie stała za nimi pieśń ani chwała, ani oczy dziewcząt, ani zachwyt podrostków, ani tryumfalne witania na urlopach.
„Zginiecie tu!” – mówiły wszystkie obozy koncentracyjne świata, z których uciekali. „Podochniesz!” – mówiła tundra, mróz, głód, choroby.
„Zostańcie!” – mówiła kapitulująca Syria.
„Domy wasze oddamy na pohańbienie” – mówił Churchill.
Ale oni przyszli pod górę Monte Cassino.
Cóż zrobię, że zda się to złą literaturą, kiedy muszę świadczyć życiu, nie literaturze. [/ramka]
[i]Melchior Wańkowicz, BITWA O MONTE CASSINO, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA