fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Z mieszkań komunalnych na wolny rynek najmu

Mieszkańcy budynku przy ul. Pereca twierdzą, że nie udźwigną proponowanych podwyżek czynszu
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Najemcy prywatnego budynku przy ul. Pereca protestują przeciwko podwyżkom czynszu, jakie proponuje nowy zarządca. Wciąż chcieliby płacić czynsze jak w domach komunalnych. Firma odpowiada, że nieruchomość musi na siebie zarabiać i to nie najemcy powinni dyktować warunki
Ul. Pereca, serce miasta. Kilkupiętrowy dom na początku lat 90. ubiegłego wieku wybudowała Dyrekcja Eksploatacji Cystern CPN. Do nowiutkiego budynku w 1994 roku przeprowadziła się część lokatorów ze starej komunalnej kamienicy przy ul. Twardej 28. Mieszkania, które dobrowolnie opuścili, CPN przekształcił w biura.
[srodtytul]Zamienili stare na nowe[/srodtytul]
Wszystko zaczęło się od decyzji prezydenta Warszawy z 1987 roku, który zgodził się, by na działkach przylegających do kamienicy przy Twardej 28 CPN postawił dwa budynki – mieszkaniowy i biurowy.
– Inwestycja, która ruszyła w latach 90., była dla nas bardzo uciążliwa – wspominają byli lokatorzy komunalnej kamienicy. – Ścianę biurowca przyklejono do naszego domu. Część pomieszczeń straciła okna. W naszym pionie zaczęły pękać ściany. Byliśmy przerażeni, ale dzielnica i inwestor uspokajali, że kłopoty są przejściowe. CPN próbował ściany ratować, w końcu zaproponował nam zamianę mieszkań – opowiadają mieszkańcy (nazwiska do wiadomości redakcji).
Propozycja była kusząca: w zamian za opuszczenie komunalnych lokali o niskim standardzie mieszkańcy Twardej mogli się wprowadzić do nowych.
– Sąsiedzi z pionów przylegających do biurowca CPN zgodzili się na opuszczenie Twardej – opowiadają nasi czytelnicy. – Podpisaliśmy więc umowy najmu z inwestorem. Najważniejsze było dla nas to, że mieszkania spod igły wynajmowaliśmy za dotychczasowe czynsze – mówią. Podkreślają też, że przechodząc do nowego domu, zrezygnowali z prawa pierwokupu dotychczas zajmowanych lokali.
Część budynku i prawo użytkowania wieczystego gruntu przy ul. Twardej w 1998 r. zarząd dzielnicy Wola, podlegającej ówczesnej gminie Centrum, sprzedał CPN. Cenę gruntu w umowie przedwstępnej w 1994 r. ustalono na 199,1 tys. zł, budynku – na 61,79 tys. zł. Po rewaloryzacji cena domu wyniosła ok. 92 tys. zł.
Kilkanaście lat w nowym budynku przy ul. Pereca nic dramatycznego się nie działo. Czas jakby stanął w miejscu. Lokatorzy, choć budynek nie był nigdy komunalny, czuli się mieszkańcami komunalnymi. Część płaciła czynsze regularnie, część od czasu do czasu, inni – wcale. Jak w czynszówce. Wprawdzie przychodzili nowi właściciele budynku, ale nikt tego nie odczuwał. Wszystko zmieniło się w kwietniu. Budynek przejęła firma Roundabout, a zarządcą została firma Arco Development.
– Pojawił się u nas nowy zarządca. Oświadczył, że będą podwyżki czynszu. Teraz płacimy przeciętnie po 5 zł za mkw. Lada moment mamy płacić po 12 zł. Nie jesteśmy w stanie udźwignąć takiego obciążenia – żalą się lokatorzy z Pereca. Podkreślają, że wielu z nich to emeryci z głodowymi dochodami. – Na stare lata przyjdzie mi zamieszkać pod mostem – płacze jeden z lokatorów.
Opowiada, że nowy zarządca proponuje rekompensaty za opuszczenie mieszkań. – Ale co ja mogę kupić za 20 tysięcy złotych? – pyta jedna z mieszkanek. – Wziąć na stare lata kredyt? – zżyma się.
Mieszkańcy szukają pomocy wszędzie – m.in. u radnych i władz dzielnicy. – Trzeba wyjaśnić, jak to się stało, że lokatorzy opuścili mieszkania komunalne bez żadnych zabezpieczeń w umowach – mówi Tomasz Zdzikot, radny Warszawy.
[srodtytul]Z perspektywy zarządcy[/srodtytul]
Prezes Arco Development Peter Rdzeniewski podkreśla tymczasem, że nie zamierza nikogo wyrzucać na bruk.
– Oczywiście najłatwiej powiedzieć: zły deweloper, biedni lokatorzy. Tyle tylko, że oni te mieszkania na Pereca zwyczajnie wynajmują. Nigdy nie byli ich właścicielami. Dlatego nie rozumiem roszczeniowej postawy, że wszystko się im należy – mówi. – Ciekaw jestem, co ci ludzie mają do powiedzenia tym, którzy zadłużają się na całe życie, kupując mieszkania na własność? Albo tym, którzy wynajmują metr mieszkania za kilkadziesiąt złotych? Jednym się należy, a innym nie? – pyta.
Prezes Rdzeniewski podkreśla, że właściciel ma prawo podnosić czynsze, bo prywatny budynek jest po to, żeby na siebie zarabiał. – Deweloper nie jest ani gminą, ani instytucją charytatywną. Mamy jednak dobrą wolę i proponujemy lokatorom rekompensaty. Ich wysokość zależy od wielkości rodziny, powierzchni zajmowanego mieszkania oraz tego, czy lokatorzy nie zalegają z czynszami. Warunki chcemy z każdym z lokatorów uzgadniać indywidualnie. Ale nie przyjmuję żądań, jakie wysunęła jedna z lokatorek, oświadczając, że przyjmie jedynie lokal na Hożej. Niech mi ktoś poda jeden argument, dlaczego deweloper powinien spełniać takie życzenia najemców? – mówi.
Dodaje, że tym, którzy nie zgodzą się na pieniądze, zapewni lokale zastępcze. – Nie będą to zrujnowane sutereny – zastrzega.
Arco Development planuje podniesienie standardu budynku. – Jest to świetna lokalizacja – mówi Rdzeniewski. I dodaje, że to nie on, ale miasto musi się przejmować losem mieszkańców. Tymczasem sytuacja jest wyjątkowo trudna.
– Mieszkańcy z Twardej, którzy zgodzili się na zamianę mieszkań komunalnych na zakładowe CPN, mieli zapewnione lokale o dużo wyższym standardzie – przypomina Marta Jerin z wolskiego urzędu. – Gdyby się nie zgodzili, dzielnica przydzieliłaby im inne czynszówki. W tamtym czasie czynsze były stałe. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że zostaną uwolnione – podkreśla.
Urzędnicy z Woli przyznają, że lokatorzy z Pereca nie mają statusu lokatorów komunalnych, bo nie mieszkają w czynszówce, którą przed laty dobrowolnie opuścili. – Dzielnica nie może nic zrobić – mówi Marta Jerin. – Takie sprawy rozwiązuje sąd na podstawie umów najmu. Może przyznać mieszkanie socjalne, a wtedy dzielnica musi je zapewnić – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA