fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

O jeden krok za daleko

Nick Heidfeld
AFP
- Nie jesteśmy tam, gdzie chcielibyśmy być, więc powodów do radości jak na razie nie mam - mówi specjalnie dla "Rz" Nick Heidfeld.
[b]Rz: Przedsezonowe testy nie zapowiadały problemów, których doświadcza teraz BMW Sauber. Jest pan zaskoczony?
Nick Heidfeld:[/b] Faktycznie, podczas testów byliśmy przekonani, że nasz samochód w porównaniu z konkurencją jest dobry. Wiadomo, że zimowe jazdy nie dają pełnego obrazu sytuacji, więc staraliśmy się zachować realistyczne podejście. Jednak to, co się dzieje teraz, jest zaskakujące. Okazało się, że inne zespoły mocno pracowały nad rozwojem samochodów po zakończeniu testów. Tego nam zabrakło, a przez pierwsze trzy wyścigi nasza forma stopniowo słabła.
[b]Czy tak samo będzie w Bahrajnie?[/b]
Nie sądzę, bo chyba niewiele zespołów przywiozło tu nowe części.
[b]W jakim stopniu nieudany początek sezonu przekreśla tegoroczne cele BMW Sauber? [/b]
Myślę, że zdecydowanie utrudnia nam to życie. Nadrabianie strat jest trudniejsze i ważne było, aby mieć szybki bolid od samego początku. Mam nadzieję, że poprawki szykowane na Barcelonę nam pomogą, choć nie spodziewam się, że po prostu dogonimy czołówkę – oni przecież także pracują nad swoimi samochodami.
[b]Wygląda na to, że system KERS wcale nie jest taki łatwy w użyciu, jak by się wydawało. Wiele zespołów ma z tym problemy, większość jeździ „zwykłymi” samochodami. Jak wygląda korzystanie z KERS z perspektywy kierowcy?[/b]
Z jednej strony to pozornie dość łatwe – naciskasz guzik na kierownicy i masz dodatkową moc. Jednak ciężko jest oszacować, jak dużą przewagę to daje i jakie są wady tego rozwiązania. Wciąż nad tym pracujemy. Idealnie by było przyjeżdżać na każdy tor, już wiedząc, czy KERS pomoże, czy nie. Niestety, nie jest to takie proste. Są argumenty za i przeciw. Po wyjęciu czy też włożeniu KERS trzeba od nowa znaleźć jak najlepsze ustawienia, a czas podczas treningów ucieka. Jeśli jesteś przekonany, że lepiej będzie z KERS, to głupio by było wybrać wolniejszy wariant. W Chinach wolałem jechać bez KERS, biorąc pod uwagę dane z treningów, moje odczucia za kierownicą i doświadczenie. Ale zespół zadecydował, żeby jechać z KERS.
[b]Podoba się panu jazda tegorocznymi samochodami? Gładkie opony, mniej docisku... [/b]
Nowe samochody dają sporą frajdę kierowcy, ale oczywiście moje wrażenia zależą też od wyników. Nie jesteśmy tam, gdzie chcielibyśmy być, więc powodów do radości jak na razie nie mam. Największa różnica w porównaniu z poprzednimi samochodami wynika z gładkich opon. Przyczepność przednich kół wzrosła bardziej niż tylnych, stad bolid zrobił się mocno nadsterowny.
[b]W zeszłym sezonie nie było tak dużej różnicy w twardości i przyczepności dwóch rodzajów opon podczas każdego weekendu, w tym roku Bridgestone przywozi bardziej zróżnicowane ogumienie. Co pan o tym sądzi? [/b]
Dla mnie to nonsens. Może widowisko jest dzięki temu lepsze, ale to bardzo sztuczne udoskonalenie. Kibice chcą oglądać jak najwięcej akcji, ale moim zdaniem to jeden krok za daleko. Źle się przyjeżdża na tor ze świadomością, że nie masz odpowiednich opon do szybkiej i równej jazdy.
[b]Większość kierowców była zdania, że w Chinach z powodu deszczu zawody nie powinny się rozpocząć. Czy dyrekcja wyścigu konsultuje się z kierowcami przed podjęciem takich decyzji? [/b]
Tak. Charlie (Whiting, dyrektor wyścigu – przyp. red.) nigdy nie zrobi czegoś tylko dlatego, że my tak chcemy, ale zawsze bierze pod uwagę nasze stanowisko. Słucha rozmów radiowych zawodników z inżynierami i na tej podstawie podejmuje decyzje. Było to widać w Malezji, kiedy nie tylko kierowcy, ale i Charlie był zdania, że nie powinno się wznawiać wyścigu. W Chinach było odwrotnie – większość kierowców uważała, że jest zbyt niebezpiecznie, aby się ścigać, ale kilku chłopaków jadących na czele, którzy nie mieli problemów z widocznością, uznało, że jest OK. Cieszyłem się, że udało się dojechać do mety w takich warunkach. Dobrze, że akurat ścigaliśmy się na nowoczesnym, szerokim i bezpiecznym torze. W dawnych czasach, na klasycznych torach wyścigowych, większość kierowców nie dotarłaby do mety. Było groźnie, czego dowodem są choćby kolizja Kubicy z Trullim czy też wypadek Sutila, poślizgi innych kierowców. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale było to bardzo niebezpieczne. Nie ma opon, które by sobie poradziły w takich warunkach.
[b]Czyli suchy klimat w Bahrajnie to dla pana dobra wiadomość? [/b]
Lubię jeździć w deszczu, ale pod warunkiem, że da się jechać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA